Budowanie kolejnego związku

fot.123rf

Według statystyk rośnie liczba rozwodów, a spada zawieranych małżeństw. Boimy się, że jeśli za pierwszym razem nam nie wyszło, nie uda się i za następnym? Niesłusznie. Szanse na powodzenie są większe, bo znamy już swoje wady i nie wierzymy w bajki.
A gdy się zejdą, raz i drugi, kobieta z przeszłością, mężczyzna po przejściach, bardzo się męczą, męczą przez czas długi, co zrobić, co zrobić z tą miłością” – pisała Agnieszka Osiecka. A męczą się, bo już wiedzą, że nie zawsze jest tak różowo, jak nam się na początku wydaje. Nic dziwnego, że niektórzy po bolesnym rozwodzie nie decydują się na kolejny ślub i długo zajmuje im, by zaangażować się w kolejny związek. Robią to ostrożnie, nie bez wątpliwości, a często z obawami: „a co, jeśli znów się nie uda?”. Inni jednak ryzykują i znów wkładają obrączki. Tylko czy to na pewno odwaga, czy może raczej dojrzałość i nauka wyciągnięta z własnych błędów?

Żegnać stare, witać nowe

By uniknąć życia w „trójkącie” – czyli w nierozliczonej starej relacji, jednocześnie budując nową – warto zadać sobie kilka pytań, by sprawdzić, czy stary związek to rzeczywiście rozdział zamknięty, czy może wciąż jest dla nas żywy. Czy straty są przeżyte? Czy są wyrównane? Czy żyjemy według nowego rytmu, czy jednak kultywujemy stare rytuały? Na przykład nadal kupujemy w tym samym sklepie, jeździmy w to samo miejsce na wakacje, wciąż chodzimy do „naszej” kawiarni, bo może chcemy tam znów go spotkać? Czy rozumiemy, dlaczego poprzedni związek się skończył?

– Rozstanie następuje z jakiegoś powodu i ten powód nie tkwi w jednej osobie, tylko w relacji, która wywiązuje się pomiędzy ludźmi. W systemie, który oni tworzą. Dlatego najistotniejsze pytanie brzmi: czy udało mi się osiągnąć stabilizację o własnych siłach mimo poniesionych strat? – mówi Paweł Droździak, psycholog i psychoterapeuta. – Bo przecież takich strat jest mnóstwo. I chodzi nie tylko o sprawy emocjonalne. Jeśli przeżyliśmy rozwód, to przeżyliśmy całkowitą reorganizację życia. Często inaczej mieszkamy, cały nasz dzień wygląda inaczej, nasza sytuacja finansowa mogła się pogorszyć. Bywa, że podczas rozwodu następuje nie tylko podział majątku, ale i podział znajomych. Część można utracić, szczególnie jeśli związek trwał długo.

A to dopiero pierwszy etap „życia po”. – Po nim może pojawić się kolejny – uprzedza psycholog. – Pojawiają się kwestie typu: czy możemy do swojego środowiska wprowadzić nowego partnera w miejsce starego? Czy zostanie zaakceptowany, czy napotka opór przyjaciół, rodziny czy dzieci z pierwszego związku? To wręcz klasyka serialowa – mężczyzna odwiedza rodziców z nową partnerką, oni uśmiechają się, podejmują obiadem i w jego trakcie opowiadają o wspaniałych wakacjach z tą poprzednią. Żaden związek nie wisi w próżni. To cała sieć społecznych powiązań.

Może być też i tak, że, świadomie lub nie, wykorzystujemy nowego partnera, by dokuczyć temu dawnemu, pokazać mu, jak nam się świetnie powodzi bez niego. – Dlatego tak ważne jest, by po rozstaniu przeżyć jakiś okres samodzielnie – radzi Paweł Droździak. – Przejść przez zaskoczenie, przez czas bólu, smutek, zagubienie, złość – i poczuć własną stabilność. Stabilność na wielu poziomach – emocjonalną, mieszkaniową, finansową, towarzyską, rodzinną, stabilność w roli rodzica. Żeby wejść w nowy związek i mieć w nim szansę na sukces, trzeba poczuć swoje niezależnie istniejące „ja”. Jako konkretnej osoby. Bo trzeba jednak uznać fakt, że jeśli coś się skończyło, to nie jest tylko „otwarciem na coś nowego”, ale prawdziwą stratą. Naszym ludzkim prawem jest być przez pewien czas smutnym, mieć trudności, by się w nowej sytuacji odnaleźć, czuć osamotnienie, pustkę i rozpacz. Żałoba nie jest chorobą, tylko właściwą reakcją na to, co realnie się dzieje. Oczywiście, aspekt otwarcia na coś nowego też istnieje i będzie czas, by to dostrzec. Ważne jednak, by niczego nie przyspieszać na siłę.

Bez porównań

Trudno, by nasze kolejne związki nie nawiązywały jakoś do dawnych. W końcu to suma doświadczeń sprawia, że czegoś się uczymy, że zmieniają się nasze priorytety.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »