Jakiej czułości potrzebuje mężczyzna?

fot.123rf

Czułość, także w seksie, jest tym, co pozwala kobiecie zbudować bliskość z mężczyzną. A seksuolodzy biją na alarm, że zbyt mało okazujemy jej swoim partnerom. Jak to możliwe? Bujają? Przecież kobiety mają czułości aż nadto. Skąd więc ten deficyt? Może kobieca i męska czułość nie są tym samym? Jak być czułą dla mężczyzny? – zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

„Wrócił. Nic nie powiedział./ Było jednak jasne, że spotkała go przykrość./ Położył się w ubraniu./ Schował głowę pod kocem./ Podkurczył kolana./ Ma około czterdziestki, ale nie w tej chwili./ Jest – ale tylko tyle ile w brzuchu matki,/ za siedmioma skórami, w obronnej ciemności./ Jutro wygłosi odczyt o homeostazie/ w kosmonautyce metagalaktycznej./ Na razie zwinął się, zasnął” – tak czule pisze o swoim mężczyźnie Wisława Szymborska.

To jest czułość! Wiedzieć, co jest dla niego ważne, i to uszanować. I jeśli on pokaże swoim zachowaniem czy powie: „Teraz nie chcę rozmawiać, chcę pomyśleć”, to zamknąć buzię i iść poczytać. Nie męczyć: „Coś się stało! Ale co?! Tak chciałabym wszystko o nim wiedzieć”. Nie spieszmy się z wiedzeniem wszystkiego. Te, które najbardziej tego chcą, tak naprawdę chcą wiedzieć tylko tyle, żeby móc się wtrącać. A to wielka różnica wiedzieć po to, by uszanować, i po to, by kontrolować. Wtrącać się chcą mamuśki, takie kobiety wypytują: „A co się stało? A co on ci powiedział? A ty co mówiłeś? A kto przyszedł? A kto wyszedł?”. Jak mężczyzna odpowie, to wcale jej nie zaciekawi: „Aaaa… to nudne”, machnie ręką. On się odsłania, a ona go: buch! Ocenia…

Mężczyzna przyjaciółki stracił bliską osobę. Jego kobieta nie wiedziała, jak mu pomóc, nie zrobiła więc nic. A on położył głowę na jej kolanach i tak siedzieli godzinę. W ciszy…

Ha! Dostał się wprost do kobiecej świątyni czułości, bo ona zrobiła właśnie to, czego on potrzebował. Poszła za nim, nie narzuciła mu niczego. Żadnych słów, żadnych zbędnych gestów, żadnych pytań. Nic babskiego. Żadnego szukania na siłę tego, czego jej zdaniem on potrzebuje! Tego kobiecego „ja wiem lepiej”. Nie zamatkowała mu, wypytując, jęcząc, jaka to tragedia. Współczując, czyli kastrując i wiercąc dziurę w brzuchu. Nie próbowała też udawać kumpla: żartować, wyjąć wódkę. Zrobiła to, czego chciał, skoro przyszedł do niej. Nie ciągnęła go też do łóżka, bo „wiadomo, mężczyzna…”. Założę się, że będą razem, bo z taką kobietą każdy mężczyzna chce być.

Najlepiej więc, gdy nie wiemy. Ale to trudne przyznać, że w sprawie uczuć jesteśmy w kropce.

Nie w kropce, tylko w sednie, bo to „nicnierobienie” to ta czułość, której oni potrzebują. Jeśli kobiecie uda się przekroczyć jej przekonanie, że jest mistrzynią w czytaniu i obdarowywaniu czułością, to da radę. Najlepiej patrzeć i słuchać. Nie myśleć: „Co ja mam zrobić?”. A myślimy, i to jeszcze jak! I wymyślamy, i skupiamy się na tym, co nie ma znaczenia. Na przykład: kobiety myślą, że najważniejszy dla mężczyzny jest wygląd wybranki. Owszem, ale ma być w nim coś ciepłego: miły wyraz twarzy, uśmiech i brak zaczepności. Zaczepność krotochwilna, tak. Ale bez przepychania, siłowania, agresji, bo wtedy mężczyzna się przestawia na tryb rywalizacji. Może się pobawić w wojnę z kobietą, ale po rozgrywce pójdzie poszukać na życie tej, która da mu czułość. To są dwa absolutnie inne typy kobiet. Ta na romans, pokazuje swoje seksualnie walory. A ta na życie – ciepło…

Kokardki, wstążki, kolor różowy.

Nie banalizuj. Co mają do tego kokardki?! Mężczyźni też potrzebują poczucia bezpieczeństwa, zwłaszcza od tej „na stałe”, ona ma być odpoczynkiem wojownika. Wszystko jedno, czy on jest wojownikiem, czy nie bardzo. Mężczyzna lubi tak o sobie myśleć. Kobieta jest niezbędna do poczucia komfortu, spokoju i czułości. Czyli tego, czego od kolegów nie dostanie. Ma być spokojna, życzliwa, akceptująca – to wszystko razem składa się na czułość. Ma go lubić i on ma to czuć. Jak opowie siódmy raz ten sam dowcip, uśmiechnąć się, nie wytykać: „Już mówiłeś…”.

W książce „Jego orgazm później” nowojorski seksuolog Ian Kerner mówi, że mężczyzna wydziela więcej testosteronu, kiedy dotyka go ktoś inny, nic więc nie zastąpi mu intymności dotyku kobiety. One jednak nie poświęcają czasu na dotyk, myśląc, że partner chce tylko erekcji. A to dotyk jest niezbędną częścią poczucia jedności. Przez seks nie zbudujemy bliskości z mężczyzną, zbudujemy ją pieszczotami jego sutków, szyi, ust i uszu. Czy to dotyczy też polskiego mężczyzny?

Oczywiście, że tak. Mało tego! Nawet jak ona robi mu fellatio, to nie ma pożerać jego penisa, tylko naprawdę lizać jak loda. Nie ma być zachłanną drapieżnicą, ale kimś, kto okazuje właśnie czułość. W ten sposób przekazuje mężczyźnie pozytywne emocje, takie jak zachwyt, akceptacja i podniecenie nim. To, jak się pieścimy i jak kochamy, pokazuje, co naprawdę do siebie czujemy i kim dla siebie jesteśmy, tak podprogowo, nie słowami. Co więcej, te odczucia decydują o tym, czy on chce z nią zostać, choć nie są werbalizowane w męskim umyśle. Męski umysł w ogóle nie spieszy się do werbalizowania uczuć. Mężczyźni raczej czują i tym czuciem się kierują: „Czy przy tej kobiecie mogę być sobą?”. „Czy to, co robię, ona ocenia, czy akceptuje mnie takim, jakim jestem?”. On odczuwa, czy ona pragnie jego, czy jest głodną samicą, która chce go pożreć, jakby chciała pożreć każdego. Ważne, żeby on nie poczuł, że ona jest niezaspokojona, bo zacznie się obawiać, czy daje jej wystarczająco dużo seksu.

A więc nawet seks oralny ma być czuły, jeśli chcemy, żeby wszystko nie skończyło się na seksie, nawet świetnym?

Absolutnie tak, a seks może był i świetny, i czuły, bo kobieta przez mózg mężczyzny zostanie odczytana jako czuła, jeśli będzie nim zachwycona. Jego człowieczeństwem, owszem. Ale przede wszystkim jego ciałem. Mało tego, ja bym powiedziała, że za rzadko zdarza się kobietom okazywać sympatię właśnie penisom ich mężczyzn. Jakby ciągle nie chciały wiedzieć, że to oni sami. A przecież kiedy kochasz tego mężczyznę, to kochasz go całego, także jego członek.

Ian Kerner pisze: „Spójrz na jego ciało jak na obszerny erogenny krajobraz, który pulsuje światłem pod wpływem ciepła twojego dotyku”. Brzmi pięknie, ale czy to prawda?

Czemu my ich nie pieścimy? Bo myślimy, że oni myślą tylko o seksie… Ale jeśli nawet, to czy mężczyźni są zrobieni z czegoś innego niż my? Czy ciała nie mogą dostarczać im wielu wrażeń? Mogą. I właśnie wracając do sutków i uszu – to są miejsca intymne i erogenne, których moc kobiety znają świetnie. Ich własne sutki i uszy są rozbudzone erotycznie i one czerpią z nich masę rozkoszy. Ale mężczyźni nie są pod tym względem doinwestowani i dlatego wydaje się im, że inna część ciała niż penis nie może dać im rozkoszy. Miałam narzeczonego, który kiedyś wyszeptał: „Ja się nie spodziewałem, że moja klatka piersiowa jest taka czuła”. A ja się tą klatką zachwycałam, że taka szeroka, że taka silna, że taka męska. Całowałam ją więc, głaskałam, miziałam, patrzyłam w zachwycie.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »