Ryzyko w związkach – wywiad z psychoterapeutą Michałem Dudą

Jak osiągnąć sukces w związku
123rf.com

Możemy stanąć naprzeciwko jakiejś osoby i zacząć iść w jej stronę. Co teraz? Teraz dzieje się to, co teraz jest. To, co czuję. Boję się? To się boję. Mogę być z tym lękiem, nie muszę udawać, że go nie mam, nie muszę się z niego tłumaczyć. I co ty na to?
Aleksandra Nowakowska: Wchodząc w związek, zbliżając się do innej osoby, ryzykujemy. Czym?

Michał Duda: Poczucie takiego ryzyka może być rozpatrywane na wielu poziomach. Najczęściej rozumiane jest w taki sposób, że ryzykuję odrzucenie, ryzykuję to, że nie będę mógł być sobą, że nie będzie tak, jak chcę. Ludzie łączą się ze sobą na różnych płaszczyznach, w zależności od tego, czego pragną w związkach. Część z nich ma silną potrzebę bezpieczeństwa i dla nich związek jest głównie o tym. W relacji szukają tego, co stabilne, poukładane, gwarantujące bezpieczeństwo. Będą raczej kreować domową rzeczywistość i dbać, żeby miała ona trwałe podstawy. Dążenie to bierze się wtedy z dziecięcych potrzeb, które kiedyś były zagrożone i wcale nie jest to takie dorosłe, jakby się wydawało.

Chociaż z zewnątrz wygląda to dość odpowiedzialnie.

Tak, to niby jest o dorosłości i odpowiedzialności, ale tak naprawdę chodzi o to, żeby stworzyć kontrolowaną bezpieczną przestrzeń, w której nie wydarzy się na przykład porzucenie. Ludzie często boją się odrzucenia, bo przeżyli je w dzieciństwie – realnie stracili rodziców albo mieli takich, którzy nie byli nimi zainteresowani lub byli uzależnieni od czegoś. Na emocjonalnym poziomie stracili poczucie oparcia, stabilności. I szukają tego w związku, znowu ryzykując utratę bezpieczeństwa.

Nie każdy szuka bezpiecznej przystani w związku.

Są też ludzie, którzy szukają przyjaciela z dzieciństwa, czyli osoby, z którą można uciekać z domu. On na przykład jest outsiderem, ona jest z przemocowego, alkoholowego domu, spotykają się i razem łażą po drzewach, biegają po łąkach. Ale to też jest cały czas dziecięce. Każde z nich rozumie to zranione dziecko w drugim. Ono jest wreszcie widziane, ma przyjaciela, z którym jest blisko. Związki oparte na takim uczuciu często są bardzo silne, lecz niekoniecznie zawsze łatwe. Osoby, które tęsknią za takim alternatywnym światem w stosunku do własnego niefajnego domu, mają romanse i wdają się w różne tego typu historie. Potrzeba połączenia się z „przyjacielem z dzieciństwa” jest silna. Takie spotkanie redukuje lęk i zmniejsza poczucie osamotnienia. Te relacje są o bezpieczeństwie, o byciu dziećmi, nie mają w sobie nic z realnego funkcjonowania związku. Kiedy pojawia się rzeczywistość, pojawiają się kłopoty. A ryzyko utraty takiego uczucia często jest rozpatrywane w kategoriach życia albo śmierci. Dziecięca płaszczyzna, na której ta historia się rozgrywa, oznacza wysoki poziom lęku i pustki w życiu, kiedy się traci takiego przyjaciela. Ludzie wpadają wtedy w depresje, tną się, mają próby samobójcze…

Reagują jak dziecko.

Jak zagrożone dziecko, które zostaje samo na świecie. Przyglądając się parom, można się zastanowić kto to jest – dzieci czy dorośli. Po drodze są jeszcze nastolatki, czyli związki, które mają charakter przygodowy, kiedy się razem zwiedza świat i łamie reguły. Taki związek różni się od poprzedniego tym, że jest trochę bardziej osobny. Tutaj głównie chodzi o wolność i robienie czegoś szalonego. Są zmienne nastroje, stawianie na swoim, jakaś funkcja przeżywania samotności. Ryzyko polega w tym przypadku wcale nie na szaleństwie, tylko „nieszaleństwie”. Związki nastolatków rozpadają się, kiedy przychodzi moment na rodzinę, dzieci, bo to dla nich mało atrakcyjny wzorzec.