1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Na czym polega manipulacja w związku? Rozmowa z terapeutą Jackiem Masłowskim

Na czym polega manipulacja w związku? Rozmowa z terapeutą Jackiem Masłowskim

Prawda jest taka, że nie możemy ludziom zabronić manipulowania – w związkach czy poza nimi. Najlepiej mieć taką postawę: „Nie mam problemu z tym, że ktoś próbuje mną manipulować, ale sorry, ja w to nie wchodzę”. (Fot. iStock)
Prawda jest taka, że nie możemy ludziom zabronić manipulowania – w związkach czy poza nimi. Najlepiej mieć taką postawę: „Nie mam problemu z tym, że ktoś próbuje mną manipulować, ale sorry, ja w to nie wchodzę”. (Fot. iStock)
Manipulacja tym różni się od komunikacji wprost, że nie daje nam wyboru. Jeżeli partner o coś prosi, to siłą rzeczy czeka na twoją decyzję. A gdy zaczyna manipulować, to nie ma już miejsca na decyzję, możliwa jest jedynie reakcja – mówi terapeuta Jacek Masłowski.

Porozmawiamy o manipulacji w związku…
Tylko najpierw uzgodnijmy, o jakiego typu manipulacjach rozmawiamy – mniejszych czy większych gierkach? Bo w kontekście związków takich zachowań jest mnóstwo! Na ogół nazywamy je grami psychologicznymi, czyli zachowaniami, które są najczęściej zastępczą formą osiągania zaspokojenia własnych potrzeb relacyjnych. Powinno być tak, że gdy jesteśmy z kimś blisko, to wprost komunikujemy, czego potrzebujemy, a później dostajemy to bądź nie. Niestety większość ludzi w procesie życia uczy się tego, że komunikowanie wprost swoich potrzeb naraża ich na różnego rodzaju przykrości, jak odrzucenie czy wyśmianie.

Do tego z większości potrzeb relacyjnych naprawdę trudno zrezygnować, np. z potrzeby akceptacji. W związku z tym zupełnie nieświadomie wypracowujemy mechanizmy, które mają nakłonić drugą osobę do ich zaspokojenia naszych.

Czy mężczyźni przychodzą z tym problemem do Twojego gabinetu?
Jeżeli pytasz mnie o to, czy mężczyźni są w stanie zauważyć, że są manipulowani, to moim zdaniem znakomita większość jednak nie potrafi tego dostrzec, rozpoznają to dopiero po fakcie. Za to wchodzą w pewnego rodzaju scenariusz, który odtwarza się w ich życiu, czyli grają różne role i dostają za to określone głaski lub wypłaty.

Długo uczono nas tego, że w związku trzeba manipulować, by uzyskać to, co się chce. Myślę, że szczególnie nas, kobiety. Poza tym o niektórych sprawach trudno jest mówić wprost, żeby kogoś nie urazić. Stosujemy wtedy „metodę na kanapkę” czyli zaleta-wada-zaleta. Bo jak strzelisz w mężczyznę wadą wprost, to już po tobie…
To, o czym mówisz, przypomina mi sytuację rodem z serialu „Sandman” na Netfliksie, w którym jeden z czarnych charakterów, obdarzony niebywałą mocą pragnie stworzyć świat bez kłamstw. Tak żeby ludzie mówili wprost to, co myślą. Jest tam scena, gdzie bohater trafia do restauracji, siada w kącie i jest miło, wszyscy się uśmiechają, są przyjaźni. Po czym zaczyna tak „czarować”, że nagle ludziom wyrywają się z ust myśli, które mają ukryte w głowach. Wszystko kończy się jedną wielką hekatombą. Dlaczego? Bo żyjemy w różnych mitach na swój temat, ale też na temat innych osób czy relacji. Pożegnanie się z takim złudzeniem dla wielu jest bolesne. Dlatego uważam, że nie tylko kobiety są uczone, by manipulować w relacjach, mężczyźni też. Wszyscy jesteśmy uczeni tego, że w pewnych sytuacjach nie warto mówić wprost. Stąd pomysł na białe kłamstwa, takie niewinne, nikomu nieprzeszkadzające, a czasem ratujące sytuację w związku. Tego typu manipulacje nie kończą się na zasadzie „win/lose”, tak że jedna osoba wyraźnie wygrywa, a druga jest przegraną. Tam jest rodzaj kompromisu „win/win”. Ty myślisz, że ja myślę o Tobie tak, bo wtedy czujesz się z tym lepiej i ja też czuję się lepiej, że Ty nie wiesz, co naprawdę myślę. Psy szczekają, karawana jedzie dalej.

Chwileczkę, ale co Ty o tym myślisz jako terapeuta?
Dawno temu w szkole trenerów grupowych uczono mnie, jak pracować z grupą ludzi np. na treningach interpersonalnych. Jeden z nauczycieli zaproponował formułę, z którą zgadzam się do dziś. Brzmi ona tak: „Wiedz wszystko, ale nie mów wszystkiego!”.

Do pewnych komunikatów odbiorca musi dojrzeć, być gotowy na przyjęcie określonej dawki wiedzy. Jeżeli tak nie jest, to może być szkodliwe zarówno dla niego, dla relacji jak i dla nadawcy. Zatem z czasem tworzy się w związku pewnego rodzaju bezpieczną fikcję po to, żeby ochronić kogoś przed czymś, z czym mógłby sobie nie poradzić.

Pytanie, czy potrafimy rozstrzygnąć, na ile potencjalny odbiorca komunikatu jest na niego gotowy. Na pewno to łatwiejsze w sytuacji, gdy relacja jest dłuższa i bardziej zaawansowana, a my lepiej znamy drugiego człowieka.

Czy różnimy się jakoś w sposobach manipulowania? Z relacji kobiet wynika, że mężczyźni stosują manipulację polegająca na umniejszaniu: „Jesteś głupia”, „Nic nie potrafisz”, „Nikt cię nie przyjmie do pracy” czy „Roztyłaś się”. Manipulacja to także przemoc ekonomiczna. Z kolei mężczyźni czują się manipulowani kobiecym obrażaniem się, płaczem, fochami czy wzbudzaniem poczucia winy. Ale też tekstami typu: „Co z ciebie za mężczyzna!”.
To dobre pytanie, na które odpowiedź niektórym czytelniczkom czy czytelnikom może się nie spodobać, ponieważ dotyczy tradycyjnego myślenia o rolach społecznych, które są dzisiaj demontowane, choć okazuje się że nie do końca.

Kobiety przez wieki przyzwyczajane były do funkcjonowania, w którym ich sprawczość była znikoma albo zabroniona. W związku z tym, żeby uzyskać zaspokojenie swoich potrzeb, musiały nauczyć się tego, jak wywierać wpływ na mężczyzn. Po to, żeby byli oni skłonni zrobić dla nich pewne rzeczy. Tak jak mówiłaś, np. kobieta mówi partnerowi o jego dysfunkcji, używając metody na kanapkę, czyli: „Generalnie jesteś super, wprawdzie nie dotykasz mnie tak jakbym chciała, ale oralnie jesteś świetny”. Zauważ, że to dotyczy generalnie takich komunikatów, które dotyczą męskiej sprawczości i sprawności. Czyli szeroko pojętego ego. Kobieta może pójść w kierunku umocnienia mężczyzny w tym, że jest wybitny. A może później taki mężczyzna będzie bardziej skłonny do tego, żeby odwdzięczyć się jakąś przysługą, na zasadzie reguły wzajemności. To jest bardzo atawistyczny mechanizm.

Z drugiej strony istnieje też mechanizm umniejszania kobietom, który obserwuję u mężczyzn w moim gabinecie. Tradycyjne myślenie o męskości u niektórych oparte jest na sile, więc żeby taki mężczyzna mógł wykazać się swoją sprawczością, musi mieć jeszcze wobec kogo się wykazać. Zatem ma do wyboru: wchodzi w rywalizację albo w opiekę. Jeżeli wybierze pierwszą opcję, to istnieje ryzyko, że przegra. Dlatego niektórzy wybierają możliwość numer dwa, wtedy czują się potrzebni i dowartościowani. Tacy mężczyźni, w kiepsko pojętym interesie własnym, stosują komunikację mającą na celu osłabienie poczucia sprawczości u kobiet, wszystko po to, żeby utrzymać się w poczuciu siły.

Istnieje jeszcze jedna przestrzeń do manipulacji, czyli seks.
Do niedawna to było bardzo skuteczne narzędzie manipulacji mężczyznami. I nadal w dużej mierze tak jest. Jednak współcześnie to u mężczyzn coraz częściej pojawia się manipulowanie seksem, szczególnie u tych z młodego pokolenia. Kiedyś mówiło się, że mężczyzna chce seksu, a kobietę boli głowa. Dzisiaj coraz częściej to raczej kobieta chce, a mężczyznę boli głowa.

Gorącym tematem jest gaslighting, czyli podkopywanie poczucia wartości drugiej osoby. To rodzaj przemocy psychicznej, polegającej na takim manipulowaniu drugą osobą, by stopniowo przejmować kontrolę nad jej sposobem postrzegania rzeczywistości.
Zaczyna się często niewinnie, od tego, że najpierw potwierdzamy jakiś rodzaj atutu czy zasobu tej osoby, np.: „Świetnie gotujesz!”. A później: „Ta zupa jest okej, ale wiesz, w poprzednim tygodniu tamta była lepsza, coś ostatnio te zupy nie są tak dobre, jak były wcześniej”. To się bardzo często pojawia wtedy, kiedy mamy relację, w której jedna z osób jest na pozycji ratownika, czyli utożsamia się z przekazem: „Ja ci pomogę, zbuduję ci teraz świat”.

Tekst o niedobrej zupie to manipulacja? Ja tego tak nie odbieram…
Pamiętajmy, że to komunikat, który rozpatrujemy w kontekście określonego typu relacji, Ty możesz go tak nie słyszeć, ja też nie, ale przez jakąś osobę, która swoje poczucie wartości opiera na spełnianiu czyichś oczekiwań, to może być odczytane jako zagrożenie. A to skłania ratownika do tego, żeby starać się bardziej, i następuje rozjazd: im bardziej cię krytykują, tym mocniej się starasz. Partnerowi opłaca się krytykować, bo wtedy więcej od partnerki dostaje.

A dlaczego w ogóle manipulujemy w związkach? Chodzi o to, że traktujemy ludzi przedmiotowo, że nie umiemy rozmawiać i mówić o swoich potrzebach?
Tak jak mówiliśmy, manipulacja to zawsze próba zaspokojenia swoich potrzeby, ale nie wprost. Bo jeżeli wystąpię wprost z jakąś prośbą, to Ty możesz zareagować w sposób, który będzie dla mnie trudny i bolesny. Dlatego, żeby zminimalizować ryzyko zetknięcie się z taką reakcją, uruchamiam manipulację. I masz rację, manipulując, traktujemy drugiego człowieka przedmiotowo. Bo manipulacja tym różni się od komunikacji wprost, że nie daje nam wyboru. Jeżeli partner o coś prosi, to siłą rzeczy prosi o twoją decyzję. A gdy zaczyna manipulować, to nie ma już miejsca na decyzję, możliwa jest tylko reakcja, która zależy od naszej osobowości i naszych ograniczeń. Dlatego właśnie manipulacja dla większości ludzi, nie tylko mężczyzn, jest łatwiejsza niż bezpośrednie komunikowanie się z drugą osobą.

Jakie formy może przybierać manipulacja? Te mniej lub bardziej oczywiste.
Podstawą wszystkich gier jest najczęściej trójkąt dramatyczny: ofiara, ratownik lub kat, co opisał twórca Analizy Transakcyjnej Eric Berne. Różnego rodzaju manipulacje to często emanacje tych trzech ról. Niektórzy nie są wcale katami, a ofiarami. Na przykład kiedy jako wykładowca nie czuję się zbyt pewnie, a chciałbym zyskać bufor bezpieczeństwa u słuchaczy, nagle zaczynam mówić o tym, jak bardzo boli mnie głowa. Takich przykładów gier jest mnóstwo, są też różne poziomy głębokości danej gry – od tych względnie mniej niebezpiecznych, czyli zostałem zmanipulowany, ale konsekwencje tego nie są dla mnie zbyt dotkliwe, aż po takie, w których konsekwencje nazywamy grą na śmierć i życie.

Podasz jakiś przykład z życia, jak wygląda taka gra na śmierć i życie?
To na przykład alkoholizm i życie z uzależnionym partnerem. Albo chora osoba w domu czy też ludzie, którzy tak naprawdę nie są chorzy, ale trzeba się nimi opiekować i liczyć się z ich zdaniem, bo zaraz umrą.

Czy ludzie zgłaszają się z tym problemem do gabinetu np. na terapii par?
Najczęściej ludzie zgłaszają się nie tyle z problemem bycia manipulowanymi, co z różnymi trudnościami, z którymi nie potrafią sobie poradzić. Dopiero potem okazuje się, że to wynik manipulacji pomiędzy partnerami. Jednak proces dochodzenia do tego, by zauważyć, co się dzieje, jest bardzo trudny. Dlaczego? Bo kiedy rozmawiamy o manipulacji, to z tyłu głowy od razu pojawia się podział na kata i ofiarę, czyli manipulującego i manipulowanego. Tymczasem trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób zapraszam tę drugą osobę do tego, żeby ona takie zachowania wobec mnie przejawiała. Wiem, to brzmi kontrowersyjnie. Jednak warto to rozpoznać dla własnego dobra. Jaki ja mam udział w tej grze jako ofiara manipulacji?

W tym momencie u wielu czytelniczek i czytelników może pojawić się sprzeciw… Przecież winny jest manipulator, nie ja! Jak odwraca się tę perspektywę na terapii?
To nie jest tak, że ktoś przychodzi do gabinetu i na pierwszej sesji dostaje informację: „Słuchaj, tak naprawdę to jest twoja współodpowiedzialność, bo robisz to i tamto”. Pamiętajmy, że manipulacja to nie jest sfera myśli, tylko emocji. Bardzo często jest tak, że dana osoba ma świadomość tego, że jest krzywdzona i nie zgadza się na to, natomiast za każdym razem kiedy chce postawić granicę, pojawia się w niej strach, że zostanie odrzucona. Mówi: „Wiem, że to dla mnie szkodliwe i się na to nie godzę, ale ja ją/jego kocham”.

Weźmy pod lupę popularny przypadek: alkoholik i osoba współuzależniona. Kto ma problem w tej relacji? Oczywiście alkoholik, to jego wina. A kim jest osoba współuzależniona? Bohaterem, czyli kimś, kto to wszystko wytrzymuje. Często dopiero w momencie, kiedy zaczynamy wchodzić w terapię, okazuje się, że osoba współuzależniona ma udział w fakcie, że ktoś jest czynnym alkoholikiem.

Trudno to dostrzec, podobnie trudno dostrzec manipulację…
Właśnie ze względu na to, że nie ma jasnych i prostych metod rozpoznawania manipulacji, są one tak skuteczne i wszechobecne.

Jednak są dwie rzeczy, które mogą nam w tym pomóc. Pierwsza to nasze samopoczucie w relacji. Papierkiem lakmusowym jest to, jak czujemy się z drugą osobą, jak wygląda nasz poziom dyskomfortu w tym związku. Jeśli jest wysoki, to sygnał, że dzieje się coś niedobrego. Na przykład gdy mamy poczucie winy, odmawiając komuś czegoś. Pomaga w tym empatia.

Jeśli potrafimy oglądać swoje emocje i rozumieć je, to pojawiają się pewne wzorce, które można w porę wyłapać i które mogą nas prowadzić do wniosku: „Zobacz, co się dzieje, to może nie być dla ciebie korzystne, to właśnie manipulacja!”. Manipulacja powoduje bowiem, że pojawia się w nas jakieś poruszenie emocjonalne, które uruchamia działanie. Dlatego tak ważne jest, by zobaczyć, kiedy druga osoba zaprasza mnie do manipulacji.

Jak wygląda takie zaproszenie do manipulacji?
Załóżmy, że chciałbym Cię teraz zmanipulować i osiągnąć przewagę nad Tobą, którą potem będę mógł zamienić na jakąś korzyść. Mówię: „Wiesz co, Martyna, temat rozmowy, który ostatni wymyśliłaś, to jakaś masakra”. Jeśli ten komunikat, który zawiera w sobie pewien ładunek emocjonalny, Cię uruchamia, zaczynasz się tłumaczyć: „Jacek, to nie tak, ja tylko chciałam…”. Tym samym akceptujesz moje zaproszenie. Mogę więc rozgrywać grę dalej: „W ogóle nie pomyślałaś, jak ja mogę się z tym czuć”. Rozkręcam się i zapętlam, a Ty kończysz jako osoba wzburzona emocjonalnie, która albo musi się stale przede mną tłumaczyć, albo dać mi spokój, albo coś dla mnie zrobić.

Nie wchodzisz w manipulację, gdy mówisz: „Okej, usłyszałam, co do mnie mówisz, ale mam swoje zdanie”.

Czyli w ochronie przed manipulacja przydają się dwie rzeczy: trzeba umieć stawiać granice innym i mieć poczucie własnej wartości!
A to się ze sobą ściśle wiąże. Ciężko jest stawiać granice, mając niskie poczucie własnej wartości. Wtedy właśnie częściej ulegamy rożnym manipulacjom.

Prawda jest taka, że nie możemy ludziom zabronić manipulowania – w związkach czy poza nimi. Najlepiej mieć taką postawę: „Nie mam problemu z tym, że ktoś próbuje mną manipulować, ale sorry, ja w to nie wchodzę”.

Jacek Masłowski, filozof, coach, psychoterapeuta w Instytucie Psychoterapii Masculinum, współtwórca i prezes Fundacji Masculinum, współautor książek

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze