Wyprawa dla dwojga

Daleka, egzotyczna podróż to wielki test związku.
Przyśpieszone wzajemne poznanie partnerów.
Czasem – terapia, ratunek, ocalenie miłości

Jola i Jarek Kaniowie poznali się na studiach. Razem uczyli się w Hiszpanii, pracowali w Irlandii, podróżowali po Rosji, Meksyku, Turcji, Kubie. Na wyprawę dookoła świata wyruszyli miesiąc po ślubie. Ania i Jakub Urbańscy od 11 lat ramię w ramię dwa–trzy miesiące w roku przemierzają Azję, głównie dżunglę, i odwiedzają wioski tubylców na Nowej Gwinei. Dominika i Tomek Gniłkowie w Ameryce Południowej zdobywali wulkan Cotopaxi, całą noc tańczyli sambę w jednej z dzielnic Rio, zawsze będą pamiętać zachód słońca na Fidżi, gejzery, wulkany błotne i fiordy Nowej Zelandii. Wszystkie trzy pary są pewne: te podróże scementowały ich związki.

Poznali się lepiej, bo w ekstremalnych sytuacjach człowiek zrzuca wszelkie maski, staje się sobą, reaguje w naturalny dla niego sposób. Wówczas można poznać jego prawdziwe oblicze. – Codzienne życie nie daje tak szybko odpowiedzi na pytanie, jaki jest nasz partner – komentuje dr Andrzej Wiśniewski, psychoterapeuta związków. – W nieoczekiwanych sytuacjach tracimy samokontrolę, na wierzch wychodzi postać odarta z autoprezentacji, pozy, wyuczonych społecznie zachowań – dodaje psycholog Małgorzata Ohme, wykładowca SWPS. – Ujawnienie prawdziwego oblicza jest bardzo ważne dla więzi między partnerami.

Podróż poślubna marzeń

Przygody z podróży poślubnej Joli i Jarka nie należą do typowych. Na drewnianej łodzi rybackiej, która przewoziła ich z wyspy Hormuz do Iranu, przeżyli potężny sztorm, który zatopił trzy podobne stateczki. W Nepalu zachwycili się pięknem Himalajów, trekking wokół Annapurny – to było marzenie Jarka. Kiedy zdobywali wulkan w Nowej Zelandii, załamała się pogoda. Ulewa, mgła, Jola zasłabła. W Sydney dowiedzieli się dlaczego – była w ciąży. To był punkt zwrotny ich wyprawy. – Dobrze się czułam, więc postanowiliśmy dalej podróżować – wspomina Jola. Autostopem przejechali tysiące kilometrów przez czerwone, pustynne, centrum Australii.

W Ameryce Południowej podziwiali równiny Patagonii, słuchali ryku wodospadów Iquaçu, tańczyli tango w klubie w Buenos Aires. Upajali się widokami Machu Picchu i nieziemskim krajobrazem na pustynnym płaskowyżu Altiplano – z białych, pokrytych solą równin wyrastały stożki wulkanów, w lagunach żerowały tysiące różowych flamingów. Jola marzyła, by zobaczyć te ptaki. Wrócili do Polski, gdy Jola była w piątym miesiącu ciąży. W ciągu ośmiu miesięcy podróży przebyli prawie 95 tysięcy km.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »