Historia Iwony


Znam kilka kobiet, które mogłabym tu wymienić, chociażby nawet za to, że to dzięki nim zaczęłam Was czytać i to właśnie od nich dostałam prenumeratę Waszego pisma na moje 35 urodziny z życzeniami oderwania się od rzeczywistości, problemów i zrobienia czegoś w końcu dla siebie. Bardzo im za to dziękuję, wszystkim razem i każdej z osobna za to że są i wiem, że zawsze mogę na nie liczyć.

reklama

Jest jednak jedna wyjątkowa kobieta, która zdecydowanie zasłużyła na to aby ją tu wymienić z imienia…moja przyjaciółka Sylwia. Przyjaźnimy się od czasów studiów jednak prawdziwa więź między nami zaczęła się prawie 3 lata temu w momencie kiedy zmarł mój mąż.

Nie znam słów aby opisać jej ogromną bezinteresowną pomoc, jaką mi okazała w tamtym czasie i jaką okazuje do dzisiaj pomimo tego, że już nie mieszkamy w tej samej miejscowości. To miłość „przeprowadziła” ją prawie 200 km ode mnie, jednak fakt ten wcale nie osłabił naszych relacji, słyszymy się codziennie i nadal codziennie musi wysłuchiwać moich problemów, które niestety nie pozwalają mi zapomnieć o tamtych trudnych chwilach.

To ona była osobą, która mnie poinformowała o tragedii, przeprowadziła się do mnie, ogarnęła wszystkie moje papiery, sprawy sprzedaży domu, który był w budowie, banki itd. Problemy samotnej matki zmagającej się z niedoskonałym polskim prawem, z absurdalnymi przepisami, z problemami finansowymi, z ogarnięciem wszystkich spraw, które w jednej chwili spadają jak grom z jasnego nieba były dla nas obu niezłym wyzwaniem. Nie było czasu na rozpacz, musiałyśmy działać, zgłębiać wiedzę, szukać pomocy, a przy tym nie okazywać emocji przy mojej 18-sto miesięcznej córeczce. Sylwia była przy mnie na każdym kroku, motywowała mnie, dodawała sił, nie pozwoliła się poddać, często przy tym na zmianę wspólnie śmiejąc się i płacząc. To ona zmobilizowała mnie do uprawiania sportu, powtarzała mi jak mantrę, że doda mi to siły, poznam nowych ludzi, zapomnę chociaż na chwile o problemach i powiem Wam, że to działa! Jeszcze 2 lata temu jakby ktoś mi powiedział, że będę biegała 2 razy w tygodniu na siłownię i zrobię kurs na kite’a to bym kazała temu komuś puknąć się w czoło, ale dałam radę i chcę więcej:).

Do dzisiaj pomaga mi podejmować wszystkie ważne decyzje życiowe za co jej najszczerzej dziękuję. Dzielnie wysłuchuje moich opowieści o pojawiających się mężczyznach i pomimo mojego zrezygnowania, że już nie ma normalnych facetów, ona zawsze mi powtarza, że nawet się nie spodziewam kiedy ten właściwy przekroczy mój próg i śmieje się ze mnie kiedy jej odpowiadam, że chyba tylko złodziej.

Przeszłyśmy razem przez bardzo trudny okres mojego życia, wiele nas to nauczyło, ale przede wszystkim dało nam niewiarygodną siłę i poczucie, że po tym wszystkim nic nas już w życiu nie zdziwi i możemy we dwie „przenosić góry”.

Jutro 27.09.2014 będę na jej ślubie i wierzę, że będzie to najszczęśliwszy dzień w jej życiu. Życzę wszystkim kobietom takiej przyjaciółki i jestem ogromnie wdzięczna, że ja taką mam i wiecie co…uważam, że przyjaźń jest o wiele cenniejsza niż miłość, ale ważne jest to, że też tak samo trzeba ją pielęgnować!

Pozdrawiam Was serdecznie i cieszę się, że jestem kobietą!

Iwona