Kulturalny lipiec

Zyta Foh

Kolorowymi kredkami namalujmy lipcowy krajobraz. Posłuchajmy muzyki, która przypomni nam, że mamy w sobie okruch nieba. A do tego film, który – dla równowagi – jest dowodem na to, że wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i potrzeba nam dużo… wyrozumiałości.

reklama

 N iedawno w gabinecie mojej psychoanalityczki zobaczyłam mandale. Malowane pastelami na materiale wisiały oprawione w szkło. Były podobne do tych, które sama malowałam wiele lat temu. Miałam siedem, może dziesięć lat, gdy godzinami siedziałam przy stole w moim małym pokoju i rysowałam koła, półkola, a potem zamalowywałam je wszystkimi kolorami tęczy… Miałam papier z bloku technicznego, cyrkiel z ołówkowym rysikiem i świecowe kredki. Wtedy nie wiedziałam, że te moje rysunki można by nazwać mandalami z dziecięcego pokoju. Po prostu rysowałam i zamalowywałam. Bez końca. Może to był mój sposób na poradzenie sobie z chaosem świata?

Kilka tygodni temu, wiedziona wewnętrzną potrzebą, kupiłam kredki, blok techniczny i cyrkiel, a potem codziennie wieczorami rysowałam kolorowe koła. Początkowo cyrkiel, kredki i papier stawiały mi opór, ale już po kilku dniach było lepiej. Lepiej także ze mną. Pojawiło się kojące poczucie, że chaos w otaczającym świecie wyraźnie się zmniejsza, a poczucie sensu nabiera kształtów i śmiałości. Dlaczego kolorowe kredki i cyrkiel pomogły? Odpowiedź znalazłam w „Kreatywnej mandali” Susanne F. Fincher (wyd. Ravi). Podobnie jak receptę na zrobienie mandali i słowniczek umożliwiający odczytanie sensu wybranych przeze mnie kolorów, kształtów i obrazów.  

 Moja młoda sąsiadka co jakiś czas puszcza za głośno zbyt prostą i zbyt rytmiczną muzykę. Tym razem udało mi się ją przebić. Siła głosu pieśniarzy operowych pokonała pop. I to jeszcze w jakim stylu! Ten pojedynek na dźwięki – przy otwartych oknach – nie trwał długo. Zawstydzona założyłam słuchawki, by dalej wędrować po świecie harmonii i piękna, czyli słuchać muzyki z czterech krążków „The Best Opera… Ever!” (4 CD, EMI Music Poland).
Jeśli coś przemawia wprost do naszej najlepszej, najpiękniejszej i najbardziej duchowej części, to właśnie muzyka. Ale taka muzyka, która narodziła się w niebie i za sprawą wybrańców trafiła do świata ludzi. „Trojanie”, „Lakmé” to opery, które nie są tak znane jak „Carmen”, ale też subtelniej piękne.

Nie ma co bać się opery. Trzeba jej zaufać, zamknąć oczy i wyciągnąć rękę, jak wtedy, kiedy poczujemy miłość i chcemy ku niej ruszyć. Dzięki tej płycie możemy poznać dzieła, które przeniosą nas w sferę czystego piękna. Od „Carmen” Georges’a Bizeta (kiedy Maria Callas śpiewa „miłość to cygańskie dziecię”, każdy, kto był zdradzony, zdradził, został porzucony, porzucił, wie, co to znaczy), przez „Halkę” Stanisława Moniuszki, do Giuseppe Verdiego i jego „Trubadura”. Jedną z płyt kończy ukłon w stronę musicalu – fragment „West Side Story” Leonarda Bernsteina.

 C zasem coś się w życiu nie udaje. Bardzo się staramy, wkładamy w działanie dużo energii, czasu, a nawet kasy. A tu: nic. Klapa. No i co robić? Można napić się, załamać albo zrobić awanturkę. Wmówić komuś, że to jego wina! To pomaga, ale jest – jak można by powiedzieć – nieekologiczne. Lepiej sięgnąć po coś, co potwierdzi życiową prawdę, że innym też czasem nie wychodzi. Może to być na przykład film „Och, Karol 2” (DVD, dystr. Studio Interfilm).

No bo czy Piotr Adamczyk jest seksowny? Czy fabuła wciągająca? Dialogi zabawne? No, nie bardzo. Ale – jak to w życiu bywa – ten film to nie jest zupełna klapa. Znakomita obsada, zmysłowe ciała, zabawne sceny… Warto „Och Karol 2” obejrzeć – również ze wględu na zakończenie – do głosu dochodzi tam miłość i symetria. Ludzie dzielą się na pary. Mimo, a może właśnie dzięki klęsce, porządek serca zyskuje przewagę nad bałaganem zmysłów.