Literatura jest dla niego nieodłączną częścią życia. Właściwie… ona jest życiem. – Gdy kończę jedną książkę, boję się, że wraz z nią skończy się cały świat. Zastanawiam się, czy on w ogóle istnieje, kiedy nie jestem jego narratorem – mówi Barth, podkreślając, że w tych czasach mózgi nas wszystkich nauczyły się traktować życie jak scenariusz. Najciekawsze role piszemy oczywiście sami sobie.
W powieściach Bartha punktem wyjścia jest najczęściej moment, w którym bohater orientuje się, że to nie on jest tutaj gwiazdą. Nie indywidualistą, a tylko więźniem sposobu życia, który przejął od kogoś innego. Efekt – tragiczne poczucie nieautentyczności – widać szczególnie w pierwszych dwóch powieściach pisarza, nihilistycznej „Pływającej Operze” i „Końcu Drogi”.
Nawet jednak w nich na pierwszy plan wysuwa się jedna z najważniejszych, być może najlepszych cech Bartha: poczucie humoru. – Moja Muza jest znacznie częściej Muzą uśmiechniętą, niż tą z grymasem na twarzy – zapewnia. Jego komiczne zbiory paradoksów i niepoważne zwroty akcji odnajdujemy co parę stron w jego monumentalnym „Bakunowym faktorze” i w nieco czarniejszej (ale ciągle humorystycznej) formie w jego pozostałych książkach.
Humor pomaga Barthowi nadrobić to, co traci on przez swój najbardziej męczący pisarski nawyk: tendencję do komplikowania nawet najprostszych spraw (często wyłącznie dla zasady). Wie, że niebezpiecznie igra w ten sposób z cierpliwością czytelnika, ale jest gotów podjąć to ryzyko. Atrakcyjność jego prozy może przecież zawsze ratować „bodaj najbardziej otwartym podejściem do seksualności w angielskiej literaturze od czasów Byrona”.
Jeśli więc nie odstrasza was słowo „metafikcja” wy również zaryzykujcie. Nie bójcie się opowieści o tym, że eksperymenty doprowadziły Bartha w końcu do wycięcia małego paska papieru, zapisania na nim zdania, połączenia jego końców i nazwania go najkrótszym opowiadaniem świata. Na szczęście przy tym wszystkim wierzył on też zawsze w słowa Henry’ego Jamesa: „przede wszystkim być interesującym”. Zdanie po zdaniu. Stronę po stronie. Książkę po książce.
W TYM TEMACIE
- Alice Munro: Codzienne jest piękne
- „Leonard Cohen. Życie Sekretne” – recenzja
- Joyce Carol Oates: Produkcja przemocy
- „12 rozmów o stracie. Oswajanie pamięci”
- Najlepsze książki na wiosnę – biografie
Wpis kojarzony jest z tagami: "Bakunowy faktor""Koniec drogi""Pływajaca opera"Adrian Fulneczekjohn barth
- Margaret Atwood: Literacki synonim Kanady
- Tennessee Williams: Z piwnicy świadomości
- Muriel Spark – Śmiertelnie niepoważna




Wysyłam...