Chico i Rita

Materiały prasowe

Rzadko pojawiają się na naszych ekranach animacje dla dorosłych. „Chico i Rita”, współreżyserowany przez hiszpańskiego zdobywcę Oscara Fernanda Truebę, jest świetnym przykładem tego nurtu.
To opowieść o parze kochanków, rozgrywająca się na przestrzeni wielu lat i w wielu krajach. Zaczyna się na Kubie w latach 40. Pomimo prostej kreski film świetnie ujmuje ducha swoich czasów: leje się mojito, słychać jazz, a powietrze przesycone jest erotyką. W takiej atmosferze najbardziej wyświechtane odzywki damsko-męskie brzmią jak poezja. Nawet kiedy piszę to streszczenie, dopada mnie nostalgia. „Chico i Rita” to historia o lepszych czasach, w których przyszłość miała być piękna, każda miłość pierwsza. Rodziły się nowe nurty jazzu, np. bebop. „Chico i Rita” to film o miłości. Sceny erotyczne są tu „dorosłe”, ciało pokazywane bez ogródek. Świetne są chwile, w których miłość wyrasta z muzyki i odwrotnie, np. gdy kochankowie przypadkiem zrzucają z łóżka nuty albo kiedy nad ranem nadzy zaczynają razem śpiewać. Ale to też film o stracie, przemijaniu i o tym, co zostało z dawnych marzeń. Autentycznie piękne kino.

reklama

Chico & Rita, Hiszpania/Wielka Brytania 2010, reż. Tono Errando, Javier Mariscal i Fernando Trueba, wyk. Limara Meneses (głos), Eman Xor Oña (głos), Mario Guerra (głos), dystr. Gutek Film

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »