Dorota Kędzierzawska – już jest za późno, nie jest za późno

doświadczyli po drodze, co byli w stanie dać sobie nawzajem, jakich ludzi spotkali. Wszystko to daje im niesłychane predyspozycje do bycia silnym w przyszłości. Tytuł filmu ma na to wskazywać. Nie chciałam pokazywać stłamszonych dzieci, którym rzekomo się nie udało. Jest wręcz odwrotnie – oni odnieśli sukces, w finale zawinił ktoś inny. Ich powrót jest wynikiem reguł panujących w świecie dorosłych, winą systemu, prawa. Dzieci dokonały jednak czegoś absolutnie niezwykłego. Jestem pewna, że takie rzeczy są ogromnie motywujące. W podobnie różnorodny sposób interpretowane były na przykład „Wrony” (1994). Los bohaterki filmu niby kończy się w miejscu, z którego wyszła. Dziewczynka wraca do domu i swojej matki, jej samotność nie ulega redukcji. Przygoda, którą ma za sobą daje jej jednak siłę do spojrzenia na życie z innej perspektywy. W przypadku chłopców z „Jutro będzie lepiej” jest dokładnie tak samo i to jest najważniejsze. Dzieciom nie musi się udać, jednak ci, którzy mają marzenia – pozornie nie do spełnienia, wbrew wszystkiemu dokonują czegoś absolutnie niebywałego, mają więcej szans na to, by stać się naprawdę fajnymi ludźmi.

– Pozbawia pani swoich małych bohaterów matek – tak było w filmie „Wrony”, gdzie mała dziewczynka sama starała się przejąć rolę matki, później zarówno w „Jestem” jak i w pani najnowszym filmie postać matki nie istnieje.

W „Jutro będzie lepiej” nie ma matek, ponieważ nie było ich w prawdziwej historii. Opowiadała ona o bezdomnych, dworcowych, rosyjskich dzieciach, które postanowiły uciec do Polski. Chciały tutaj mieszkać, uczyć się, zmienić swoje życie. W rzeczywistości wszystko skończyło się tak, jak