Jaskinia zapomnianych snów

Materiały prasowe

Jeszcze przed chwilą wydawało się, że gdyby stworzyć listę określeń, które nie powinny nikomu przejść przez gardło, to wysoko znalazłoby się na niej stwierdzenie „film 3D Wernera Herzoga”. Tymczasem proszę – okazało się, że nie ma rzeczy niemożliwych.
Wielki szaleniec kina sięgnął właśnie po technologię uważaną przez wielu za kuglarską sztuczkę niegodną prawdziwego artysty. Udowodnił przy tym, że to artysta rządzi narzędziem, a nie odwrotnie. Herzog trafił w ubiegłym roku na południe Francji do jaskini Chauvet-Pont-d’Arc, w której oglądał malunki ścienne sprzed 30 tysięcy lat – najstarsze dzieła sztuki stworzone przez człowieka. Jak przystało na filmowca, który od pół wieku dociera dalej niż inni, namówił francuskiego ministra kultury, by to właśnie jemu dał wyłączne prawo realizacji filmu w jaskini. Herzog oprowadza nas po grocie niczym po katedrze. Pokazuje to, czego nie widziano od dziesiątek tysięcy lat. W trójwymiarowym obrazie ożywają przed nami – dosłownie! – obrazy stanowiące, jak mówi sam reżyser, „początki nowoczesnej ludzkiej duszy”. Fascynujące przeżycie. I trochę straszne, jak każde spotkanie z Herzogiem.

reklama

Cave of the Forgotten Dreams, Francja 2010, reż. Werner Herzog, dystr. Against Gravity

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »