Jeśli nie my, to kto?

fot. materiały prasowe

Historia miłości Bernarda Vespera, syna nazistowskiego pisarza, i Gudrun Ensslin, którzy wspólnie zaczynają prowadzić małe wydawnictwo, a później wiążą się z przedstawicielami tworzących się wówczas w Niemczech lewicowych organizacji terrorystycznych.
Akcja filmu rozgrywa się w RFN na przestrzeni lat 60. i 70., kiedy, niejako sprowokowani bezsilnością rządów oraz nasilającym się konformizmem, młodzi ludzie zaczęli forsować przemiany społeczne, z czasem także za pomocą różnych form terroru.

reklama

Reżyser na szczęście nie skupił się nadmiernie na sprawach politycznych i historycznych. Stanowią one jedynie (istotne) tło dla głównych bohaterów. Sam wątek utworzenia RAF-u przewija się tu właściwie gdzieś na boku, a widz otrzymuje interesującą opowieść o dwójce młodych ludzi, którym przyszło funkcjonować w samym środku owych wydarzeń. Obserwujemy ich pierwsze kroki w dorosłość i samodzielność, szukanie drogi zawodowej; widzimy też, jak dokonują wyborów, które zaważają na ich życiu i co najważniejsze, jak wybory te kształtują ich i z biegiem lat zmieniają.

„Jeśli nie my, to kto?” to fabularny debiut Andresa Veiela, który dotąd zajmował się reżyserią filmów dokumentalnych. I tą „twardą”, precyzyjną rękę dokumentalisty widać niemal od pierwszych scen. Dobre, szczere, bezkompromisowe kino.

 

Wer wenn nicht wir, Niemcy 2011, reż. Andres Veiel, wyk. August Diehl, Lena Lauzemis, Alexander Fehling, dystr. Vivarto