Król Lew

Jedna z najwspanialszych animacji w dziejach kina ponownie na dużym ekranie. „Pretekstem” jest konwersja obrazu w technologii 3D. Nie dość powiedzieć, że spisuje się naprawdę znakomicie (co nie jest takie częste), to przede wszystkim nie niszczy ducha oryginału!
Historię małego lwa Simby, który traci ojca Mufasę w wyniku intrygi swego własnego stryja Skazy i potem sam dorasta, by zostać nowy królem zwierząt, już znamy. Tym bardziej, że sam motyw jest wyraźnie inspirowany m.in. dramatami Szekspira i oparty na znanych powszechnie archetypach i schematach. Ale to żaden zarzut, bo nie każdy film musi być oryginalny. Często wystarczy, by fabuła była po prostu opowiedziana w sposób angażujący i porywający widza. „Król Lew” jest właśnie jednym z takich przykładów. Mistrzowsko wyreżyserowana scena ucieczki przed antylopami porywa nawet tych widzów, którzy pierwszy seans filmu przeżyli lata temu. Podobnie, do łez znów wzrusza śmierć Mufasy. Momenty czysto humorystyczne stanowią natomiast miłą odskocznię od dowcipu dzisiejszych animacji, przeładowanych odniesieniami, których mały widz i tak zapewne nie zrozumie, a utwór „Hakuna Matata” wciąż wprowadza w dobry nastrój. I to jest właśnie siła produkcji Disneya!

reklama

Pomimo 17 lat od premiery „Król Lew” to pozycja, którą warto po raz kolejny przypomnieć na dużym ekranie, i po raz pierwszy przedstawić młodszym widzom. To nie tylko klasyka, ale też znakomity film dla całej rodziny.