Pomiędzy Dwoma Brzegami a OFF Festivalem

Dwa Brzegi. Na zdj. Grażyna Torbicka, fot. Tomasz Stokowski

Nie dałam rady. Odpadłam. Po dwóch tygodniach jeżdżenia po festiwalach musiałam zahaczyć o dom. To już ten etap, gdy noc spędzona we własnym łóżku przebija jakiekolwiek atrakcje kulturalne. Budzik dzwoni, a ja myślę w półśnie „Metronomy? Eeee, posłucham sobie na YouTubie”.
Ale nie. Challenge jest challengem. Trzeba twardym być. Za chwilę wsiadam w jakiś lecący chyba ponad torami pociąg do Katowic, by zdążyć jeszcze na koncert Enchanted Hunters, którzy po konkursie internetowym i przesłuchaniach w „Chwili” na Ogrodowej w Warszawie dostali się w poczet artystów festiwalowych i otworzą Scenę Leśną. Po północy zaś zagra Metronomy, którego przy pełnej świadomości wolę posłuchać pod sceną niż w internecie. Pomiędzy jednym a drugim koncertem będę zaś biegać i notować, by zdać sprawę z tego, co warto wypróbować już w zaciszu domowym.

Oprócz koncertów na OFF-ie w tym roku wyjątkowo atrakcyjnie brzmi program spotkań z twórcami literatury, co oznacza, że jak wszystkie festiwale w Polsce, OFF coraz odważniej zmierza w kierunku interdyscyplinarności, ale nie traci przy tym swojego niszowego charakteru. Czy też hipsterskiego, jak powiedzieliby złośliwi. Co to za czasy, w których czytanie literatury stało się atrakcyjne, bo niszowe!

I właśnie o literaturze chciałabym powiedzieć co nieco, podsumowując ostatnie wydarzenia, których byłam świadkiem w Kazimierzu Dolnym. Udało mi się dostać na jeszcze jedno spotkanie z Wiesławem Myśliwskim, autorem m.in. dramatu, na podstawie którego Wojciech Marczewski nakręcił pokazywany na Dwóch Brzegach film „Klucznik”. Po tym spotkaniu przestałam się dziwić opowieści, że Marek Koterski wyprosił ze spotkania wszystkich dziennikarzy i spotkał się tylko ze swoją publicznością. Zaczynam wyczuwać pseudoprofesjonalnych przynudzaczy na kilometr. Niektórzy nie potrafią zrobić sobie urlopu od akademii. Siedzi tłum ludzi w różnym wieku w namiocie, mimo żaru lejącego się z nieba cierpliwy, zasłuchany w opowieść idola, Myśliwskiego, a tu nagle jak Filip z konopi wyskakuje Lyotard (franc. filozof, Jean-François Lyotard – przyp. red.). Nigdy nie zrozumiem tej konieczności podpierania się cytatami jak laską, zwłaszcza gdy iść nigdzie nie trzeba, bo lato i można sobie poleżeć.

Ogromną klasą za to wykazała się Grażyna Torbicka, która sypie anegdotami jak z rękawa i potrafi podnieść każdą rzuconą rękawicę. Naprawdę żałuję, że nie mogłam uczestniczyć w większej ilości tych spotkań, bo zdaje mi się, że to typ człowieka, od którego można się sporo nauczyć. Wiesław Myśliwski opowiadał na jej pytania o związki kina i literatury i po raz pierwszy – jak twierdzi – przyznał się, że technika montażu filmowego miała prawdopodobnie przemożny wpływ na jego sposób konstruowania powieści. Przyznał się także widzom do swoich filmowych fascynacji z młodości (bez zaskoczeń – Bergman, Antonioni, Fellini, Buñuel) oraz do faktu, że obecnie w kinie nie znajduje dla siebie nic ciekawego. Na pytanie o kolejną powieść przyznał, że rzeczywiście taka już powstała, czeka teraz tylko na opinię „najbardziej srogiego cenzora” – swojej żony. Przesympatyczne spotkanie można chyba uznać za reprezentatywne dla innych spotkań przeprowadzonych podczas Dwóch Brzegów. Swobodna, urokliwa rozmowa fanów kina, którzy wolą dużo oglądać i skrótowo wymieniać się swoimi intuicjami niż szukać właściwych słów u Lyotarda. Taka to specyfika miejsca.