Margaret Atwood: Literacki synonim Kanady

FotoChannels

Najbardziej w moim wyglądzie przeszkadza mi mój niewielki wzrost. Przeraża mnie myśl o demencji i śmierci przez zakrztuszenie ością. Najcenniejsze, co w tej chwili posiadam, to moje okulary. Kogo mogłabym zagrać w filmie? Kogoś niskiego lub po prostu Lady Gagę – przedstawia siebie (obecnie 73-letnia) Margaret Atwood, symbol literatury kanadyjskiej.
Gdy 58 lat temu postanowiła zostać pisarką, jej rodzice nie byli zadowoleni. Wiedzieli, że ich córka się z tego nie utrzyma. Sama Margaret też zresztą nie miała złudzeń. – To były lata 50-te w Kanadzie. Tam nie było wtedy dla mnie żadnych żyjących wzorów; nikogo, kto utrzymywałby się z pisania! – wspomina. – Przynajmniej będzie mogła spędzać dużo czasu w domu – pocieszała jej rodziców jedna z sąsiadek, pewnie planując dla Margaret matczyną karierę.

reklama

Od tamtej pory Atwood jednak „wydała na świat” tylko jedno dziecko i aż 20 powieści lub zbiorów opowiadań, 4 zbiory bajek, sześć tomów krytyki literackiej i 15 tomików poezji. Na stałe wprowadziła swój kraj na literacką mapę świata.

Książki były z nią od pierwszych lat życia: z dala od cywilizacji, w kanadyjskim lesie, gdzie jej rodzina przebywała w związku z naukowymi badaniami ojca Margaret, nie było radia, telewizji ani dzieci, z którymi przyszła pisarka i jej brat mogliby się bawić. Było więc aż nadto miejsca na ich inwencję twórczą. – Nie bawiliśmy się lalkami. Ustawialiśmy raczej w szeregach wypchane zwierzęta, które odgrywały dla nas bitwę pod Waterloo – relacjonuje po latach nasza bohaterka.

Dorastaniem w takim miejscu Atwood tłumaczy też swoją ekstremalną asertywność; to, że w każdej publicznej sytuacji zachowuje się nie tak, „jak wypada”, ale jak jej wydaje się to właściwym. – W tej kanadyjskiej dziczy pytanie „co sobie ludzie pomyślą?” właściwie nigdy mnie nie nawiedzało. Dookoła nie było przecież żadnych ludzi – mówi pisarka. Teraz Atwood nie stroni już od nich tak bardzo. Jest wręcz przeciwnie.

Codziennie otacza ją grupa ponad stu tysięcy, śledzących jej poczynania (i reagujących na nie) fanów na Twitterze. – Założenie konta zaproponował mi wydawca w 2009 roku. „Twitter? To nie jest przypadkiem coś dla dzieci?” – pytałam wtedy. Ale teraz wiem już, że to nowy fascynujący świat. Coś, czego po prostu nie dałoby się wymyślić – przyznaje, od zawsze interesująca się nauką Atwood. To spora pochwała dla internetowej rzeczywistości od autorki, która w kilku książkach sama wybiega myślami w daleką przyszłość.

Jej wyobraźnię uhonorowano zresztą już aż czterema nominacjami do Booker Prize (‚literackiego Oscara’). Zwycięski, czternaście lat po pierwszej nominacji („Opowieść Podręcznej” – 1986 r.), okazał się jednak dopiero „Ślepy zabójca”. Atwood nie spoczywa jednak na laurach, nadal tworząc. Coraz częściej wspomina o przemijaniu, ale nie postawiła chyba jeszcze swojej twórczej „kropki nad i”. To pewnie nie przypadek, że Kanadyjka za swoje ulubione słowo obrała „i”. – Jest takie pełne nadziei – mówi.

[iframe src=”http://www.youtube.com/embed/98149OmYhJs” frameborder=”0″ allowfullscreen” width=”100%”
height=”315″]