Hubert Klimko-Dobrzaniecki: Taniec

Klimko-Dobrzaniecki: Taniec

Jeden hektar, jeden ar, to są jednostki powierzchni dobrze znane każdemu rolnikowi. Nie ma z nimi żadnych problemów, bo stanowią stałą wielkość fizyczną. A czy słyszeli Państwo o jednostce zwanej mörk?
Otóż mörk jest jednostką powierzchni używaną od czasów średniowiecza po dzień dzisiejszy. Najdziwniejszą własnością tej miary jest fakt, że nie jest stałą fizyczną wielkością, ale obszarem pozwalającym wykarmić 32 owce, co jest zależne od żyzności gleby oraz ukształtowania terenu.

Podanie mówi, że dobry Pan Bóg, stwarzając świat, wyczyścił zabrudzone ziemią paznokcie gdzieś pomiędzy Szkocją a Islandią. Ponieważ duże miał te paznokcie, ziemi wystarczyło na powstanie archipelagu. O Wyspach Owczych tu mowa, a mörk ma się tam dalej dobrze. Zważywszy, że pogłowie owiec jest wyższe od populacji ludzkiej, przyszłość tej miary nie wygląda wcale mgliście. Farerczyków jest obecnie 50 tysięcy, owiec – kilka na jednego mieszkańca.

Swego czasu odwiedziłem to miejsce, które stanowi autonomiczną część Danii i posiada własny parlament, walutę, hymn, flagę oraz język. Zapytałem żartobliwie znajomego, czy mörk jakoś da się przełożyć na pisarzy? Odpowiedział, że teoretycznie i owszem, gdyby było ich teraz aż trzydziestu dwóch i daliby się spędzić w jedno miejsce. Tylu pisarzy na wyspach nie ma, co nie znaczy, że nie było tam i nie ma ludzi parających się profesjonalnie pisaniem. Jest kilka nazwisk i kilka książek, które zajęły miejsce w literaturze światowej, co przy tak małej populacji, jest takim samym ewenementem jak ta dziwna miara.

Z pisaniem w języku narodowym bywało tam różnie. Część pisarzy postanowiła pisać w języku duńskim, a część pisała i pisze po farersku. Nie mam nic przeciwko pisaniu w obcym języku. Najważniejsze, żeby książka trzymała się kupy. Milan Kundera z czeskiego przebranżowił się na francuski z powodzeniem, więc… Trzeba przywołać tu kilka nazwisk znanych farerskich pisarzy. Hedin Bru pisał w języku narodowym i tym panem jeszcze się kiedyś zajmę. Dwóch następnych gigantów pisało po duńsku, a są to: Jörgen Frantz Jacobsen i William Heinesen. Ten ostatni doczekał się trzech polskich przekładów. Powieści „Czarny kocioł” (1968) i „Wyspy Dobrej Nadziei” (1974) wydał P.I.W. Pojawił się też zbiór opowiadań pt. „Zaczarowane światło” (1970). Warto, drodzy Państwo, pogrzebać w antykwariatach. Pisarz ten lokował akcję swoich książek w stolicy wysp, Thorshavnie, nazywając to prowincjonalne miasteczko pępkiem świata.

W Islandii kościół luterański zakazał tańca, uważając go za czarcią sprawkę. Do dnia dzisiejszego Islandczycy miotają się na parkietach jak owce. Kościół ten jednak nie zakazał śpiewu, uważając go za sprawkę anielską. Z tego powodu mają Islandczycy całkiem dobre dokonania na arenie międzynarodowej. Kościół luterański na Wyspach Owczych był bardziej łaskawy. Farerczycy mogli i śpiewać, i tańczyć, a ich taniec narodowy, zwany tańcem łańcuchowym, jest rytualnie tańczony w Dzień Świętego Olafa. Jest dystyngowany, miarowy i łańcuch tworzą setki ludzi. Przepiękne widowisko, do tego stopnia, że rzeczony Heinesen napisał w roku 1980 świetne opowiadanie pt. „Niech stanie się taniec/ Her skal danses”. Islandczycy powodowani pewnie podświadomą zazdrością związaną z dawnym zakazem wyprzedzili roztańczony naród i w roku 1998 nakręcili film fabularny na podstawie tego opowiadania. Film nosi tytuł „Dansinn/ Taniec”, reżyserował go Agust Gudmundsson. Film jest do obejrzenia na Youtube, można sobie ściągnąć angielskie napisy. Polecam.

[iframe src=”http://www.youtube.com/embed/dTnsmQDW5Cc” frameborder=”0″ allowfullscreen” width=”100%”
height=”315″]