Danuta Stenka: Trening z kaszubskiego

Fot. Rafał Masłow

Dzieciństwo Danuty Stenki to maleńkie Gowidlino, w którym się wychowała. Miejsce, gdzie zamiast „dzień dobry”, ludzie mówili sobie: „niech badze pochwalony!”. Czasy takie, że dziewczyny ścigały się, która zapuści najdłuższe włosy. A kiedy w niedzielę rano puszczali „Czterech pancernych…”, wszyscy sąsiedzi po mszy schodzili się na telewizję.
Kiedy pomyślę o Kaszubach, o tych ludziach z czasów mojego dzieciństwa, przypomina mi się pewna historia. To było już po studiach, mieszkałam wtedy w Szczecinie, w służbowym, teatralnym mieszkanku na parterze. Któregoś dnia odwiedził mnie znajomy. Zapukał, a ja podeszłam do drzwi, nacisnęłam klamkę i po prostu je otworzyłam. „Nie zamykasz drzwi na klucz?! Czyś ty zwariowała?!” – powiedział. Po czym wygłosił wykład o wszystkich niebezpieczeństwach, które mi grożą. Że to parter, że każdy może tu wejść, z ulicy, z marszu, okraść mnie, zgwałcić, zabić… Udało mu się, zadziałał na moją wyobraźnię i od tej pory zaczęłam zamykać drzwi na klucz. Ale nie zapomnę tego obrzydliwego poczucia wstydu, które towarzyszyło mi jeszcze bardzo długo, kiedy ktoś przychodził do mnie, pukał i słyszał, jak przekręcam zamek w drzwiach. Dla mnie było to równoznaczne z traktowaniem mojego gościa jak potencjalnego włamywacza, złodzieja. U nas w Gowidlinie, kiedy sąsiad przychodził z wizytą, to pukał, otwierał sobie drzwi i jeśli nikogo nie było w zasięgu wzroku, głośno wołał: „niech badze pochwalony!”, żeby usłyszeli, że wszedł. Nikt się u nas przed nikim nie zamykał.

Z Kaszubami jest tak samo

Gdzie się urodziłam? W gminnej porodówce w Sierakowicach. Ilekroć jest mowa o moich narodzinach, mama wspomina, jak to pielęgniarka zszywała na moim przegubie tasiemkę z imieniem i nazwiskiem. Wypadła jej z ręki igła. Do mojego łóżeczka. Wszystkie panie szukały, ale nigdy jej nie znaleziono.

Mój tato urodził się w Gowidlinie, mama też pochodzi z Kaszub, ale z okolic Kościerzyny. Z Kłobuczyna. Jestem więc stuprocentową Kaszubką. Co to znaczy? Kiedy się mówi o góralach,

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »