Dwubiegunowa

Metaluna

Ceniona, lubiana, ale też zaszufladkowana. Jako filozoficznie usposobiona do życia buddystka. Jako aktorka, która bierze udział tylko w sztuce wysokiej. O życiowych priorytetach i codziennych zmaganiach, pracy i miłości, zazdrości i przyjaźni opowiada Maja Ostaszewska.
W tym roku kończy pani 40 lat. Będą podsumowania, rozrachunki?

reklama

Do tej pory wydawało mi się, że te wszystkie graniczne momenty sami sobie wymyślamy. Ale teraz trochę to się zmieniło. Z jednej strony, dobrze czuję się ze sobą 40-letnią, jestem dużo bardziej świadoma siebie niż kiedyś, zdarzyło mi się coś najwspanialszego, czyli rodzina, dzieci. A z drugiej strony – pojawia się taka myśl, że być może połowę życia mam za sobą. Parę lat temu nie czułam upływających lat, a teraz, po urodzeniu dwójki dzieci, już to odczuwam. Mam chyba dwubiegunową osobowość. Raz wydaje mi się, że wszystko układa się wspaniale – dwójka cudownych dzieci, zawód, który ciągle jest moją pasją, mnóstwo dobrych zdarzeń. A innym razem nachodzi mnie refleksja na temat tego, czego nie zrobiłam. Niby młodo się czuję, a tu czterdziestka, starzeję się, jakieś zmarszczki.

Niepokoi to panią?

Do niedawna wydawało mi się, że z tym, co dzieje się w moim ciele, w ogóle nie mam problemu. Nadal śmieszy mnie, jak ktoś szaleje na tym punkcie. Ale teraz uczciwie muszę powiedzieć, że widzę zmiany. Zobaczyłam ostatnio film ze swoim udziałem sprzed dziesięciu lat i zdziwiłam się: inna buzia, inne ciało. Kiedyś się wymądrzałam, że o tym nie myślę. Teraz już myślę. Może trochę dlatego, że my, aktorki, ciągle jesteśmy oceniane. To stresujące, ale z drugiej strony – naturalnie mobilizujemy się, żeby o siebie dbać. Polki powinny dawać sobie prawo do tego, żeby się ze sobą dobrze czuć. Każdemu co innego jest potrzebne, ale moim zdaniem ciągle za mało sobie na to pozwalamy. Niby już jesteśmy nowoczesne, ale wciąż dźwigamy na plecach ten stereotyp matki Polki.

Pani też?

Miałam taki moment, gdy urodziłam pierwsze dziecko, że całkowicie oddałam się macierzyństwu. Jak dziś na to patrzę, choć to był bardzo piękny czas, to widzę, że odstawiłam siebie na bok. Funkcjonowałam przez długi czas trochę tak, jakbym była tylko dla dzieci. I chyba troszkę z tym przesadziłam. Dzieci nadal są na pierwszym miejscu, ale już wiem, że potrzebuję też przestrzeni dla siebie. Ostatnio pomyślałam, żeby wyjechać na chwilkę zupełnie sama. Pierwszy raz przyszło mi to do głowy! Nie wiem, czy to zrobię, ale już sama myśl była dla mnie czymś miłym. Uwielbiam być z moimi dziećmi, zabieram je ze sobą, gdzie tylko mogę. Kiedy kręcę film albo wyjeżdżam na dłużej z teatrem (jak ostatnio, kiedy z Krzysztofem Warlikowskim przygotowywaliśmy premierę w Belgii). Ale dojrzewam do wyważenia proporcji między rolą matki i kobiety.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »