Janusz Głowacki: Plusy dodatnie, plusy ujemne

Wikimedia Commons

Tegoroczny laureat nagrody „Kryształowe Zwierciadła” Janusz Głowacki czasem daje się przyłapać bez maski cynika. W upalne przedpołudnie przy czarnej herbacie z mlekiem mówi całkiem serio. O tym, co go nie śmieszy, czego się boi, i o tych, którzy byli i są w jego życiu najważniejsi.
Na tę rozmowę próbowałam się umówić dwa lata. Nie chciał pan rozmawiać, czy jest pan tak zajęty?

Kiedyś zapytali Janusza Minkiewicza, pisarza i stałego bywalca SPATiF-u, ile wódki pije. Odpowiedział: „Łatwiej mi odpowiedzieć, ile piję, kiedy nie piję – jakieś pół litra dziennie”. Ze mną jest tak, że jak nic nie piszę, to i tak coś piszę, inaczej straszliwie się nudzę. Ostatnio najwięcej czasu zabrał mi scenariusz do filmu o Lechu Wałęsie. Jego najrozmaitsze wersje. Z początku miał być trochę inny, strasznie się umęczyłem.

Dlaczego Wajda zaproponował napisanie scenariusza panu? Nie pracowaliście razem od czasu „Polowania na muchy”, 41 lat.

Andrzej umówił się ze mną w Bristolu. Zapytał, jaki mam stosunek do Wałęsy. Powiedziałem, że dobry. A o co chodzi? Powiedział, że o scenariusz. Spytałem się, dlaczego ja. „Bo byłeś w sierpniu ’80 w stoczni, napisałeś o tym książkę, mieszkasz głównie za granicą, czyli masz dystans, a poza tym Romek Polański powiedział mi, że ty to najlepiej zrobisz. Więc sam rozumiesz, że nie masz wyjścia”. „Ale ja nie umiem napisać pomnika ani kapliczki”. „Nie mam takiego zamiaru” – odpowiedział.

Wałęsa to u nas postać mocno kontrowersyjna. Trudno będzie wszystkich zadowolić.

Nie ma w ogóle takiej możliwości. Jedni powiedzą, że wyszedł za czarno, inni, że za biało, każdy w Polsce ma jakiś stosunek do Lecha Wałęsy. Ja próbowałem napisać o człowieku, który się z dnia na dzień staje olbrzymem, a potem co jakiś czas się potyka i przewraca, ale zawsze podnosi. Ku wściekłości jednych, a radości drugich. W ogóle pisanie o żyjącym bohaterze jest bardzo trudne, zwłaszcza o tak paradoksalnej postaci, jaką jest Lech Wałęsa. Na razie ktoś mi zrobił awanturę, że nie rozmawiałem z Wachowskim i że to skandal. Z samym Wałęsą próbowałem rozmawiać na jego urodzinach o scenariuszu, a on odpowiedział, że jest bardzo wiele niesprawiedliwości na świecie, z którą trzeba walczyć. Scenariusz go nie zainteresował.

Bardzo trudno jest przenieść do filmu język Wałęsy. Bardzo osobisty. Te wszystkie „plusy dodatnie” i „plusy ujemne”.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »