Teraz dopiero mi wolno

Gutek Film

reklama

To wciąż kwestia biologii i kulturowych, obyczajowych uwarunkowań. Oczywiście, to nie jest uczciwa sytuacja. W moim przypadku urodzenie dzieci zawsze wiązało się z silnym pragnieniem zostania matką. Nigdy z przymusem, że to już ten czas, teraz albo nigdy. Gdy spotykałam odpowiedniego partnera, stawiałam na macierzyństwo. Czas nie grał roli, nigdy nie myślałam, że muszę się pospieszyć, bo inaczej nic z tego nie będzie. Ale ja miałam szczęście, mogłam świadomie podejmować decyzje – motywacją była miłość, nie jej brak. Czas w przypadku kobiet liczy się podwójnie, ale hierarchię wartości dałyśmy wmówić sobie same. We Francji nie ma takich dysproporcji, co związane jest z historią państwa, faktem, że kobiety od dawna mogły się realizować, walczyły o swoje prawa, wiedziały, że mogą kreować rzeczywistość wokół siebie. Myślę też, że u nas jest większa samoświadomość – nie boimy się być egoistkami, stawiać siebie na pierwszym miejscu.

A co z upływem czasu? We Francji nie ma tej ogólnoświatowej presji?

Nie boję się upływu czasu, bo nie łączę swojej atrakcyjności z urodą. Z zaciekawieniem przyglądam się odbiciu w lustrze. Francuskie kobiety rozkwitają, gdy mają 40 lat. Pamiętam, że nie mogłam się doczekać tego momentu. Dziś mam 47 lat i nie czuję żadnej presji. Mam poczucie, że wiele rzeczy dopiero teraz mi wolno, nie muszę niczego nikomu udowadniać, spinać się, spieszyć. Choć ja zawsze starałam się żyć w zgodzie ze sobą, z tym, co dyktuje mi serce. Czy dobrze robiłam? Tak, ale odpowiem przewrotnie. Iluzje są wspaniałe na chwilę. Nie są trwałym fundamentem, giną szybciej niż uczucia.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »