Kylie Minogue: The Abbey Road – recenzja

mat. prasowe

Popularna australijska piosenkarka wchodzi w wiek średni i czyni to nie tylko z klasą, ale wręcz z pompą.

mat. prasowe

Jej najnowszy album zawiera retrospektywę całej kariery i niemal wszystkie hity. Od „The Loco-Motion” i „I Should Be So Lucky”, które już w roku 1987 rozsławiły jej imię w świecie, po „All the Lovers” – taneczny singiel z ostatniego premierowego albumu artystki. Wszystkie piosenki doczekały się nowych aranżacji, niektóre nawet pełnej orkiestrowej oprawy. Miejsce przestępstwa: historyczne londyńskie studio, w którym nagrywali m.in. The Beatles. Pytanie: czy hity Kylie zyskują, czy jedynie nabierają nowych kolorów? Pełne orkiestracje służą balladom pop, jak „On a Night Like This” (2000), a głos piosenkarki nabiera na ich tle szlachetnej patyny. Ale już „Can’t Get You Out of My Head” – światowy hit z 2001 roku i numer jeden w ponad 40 krajach – brzmi niemal zabawnie, oczyszczony z prymitywnej, ale poruszającej nogi i zmysły monotonii nu-disco. Abbey Road Studios to tylko studio nagraniowe i wszystko zależy, z czym się przyjdzie. Ale fani Kylie mogą być zadowoleni z efektu.

Kylie Minogue, „The Abbey Road”, Sessions Parlophone

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »