Tori Amos – Dziwna, mała dziewczynka.

Tori Amos nie lubi poniedziałków – woli grzechotniki, kocha koty. Jest pełna demonów. Pokazała mi piekło i Mleczną Drogę. Kiedy o niej myślę, przypomina mi się fragment ze „Stu lat samotności”, w którym Gabriel Garcia Marquez opisuje żółte motyle fruwające w szale pod prysznicem. Myśląc o płytach, jakie nagrała – nie mogę uwolnić się od zdjęcia promującego album „Boys for Pele”, w którym siedzi na bujanym fotelu, a jej pierś ssie mała świnka. 13 października artystka przyjechała do Warszawy promując swoją najnowszą płytę – „Night of Hunters”.
W 1982 roku w Wielkiej Brytanii premierę miała piosenka „Strangle Little Girl” grupy The Stranglers. Zespół kończył wraz z nim współpracę z wytwórnią Liberty Records. Na początku lat osiemdziesiątych Tori Amos zaczynała stawiać pierwsze kroki w muzycznym show biznesie. Miała już za sobą nagrodę uzyskaną w lokalnym konkursie talentów, gdzie w 1977 roku zaśpiewała piosenkę „More Than Just a Friend”. Utwór został wydany jako singiel. W wieku dwudziestu jeden lat młoda artystka przeprowadziła się do Los Angeles, gdzie pod wpływem swojego chłopaka z Myry Ellen Amos przerodziła się w Tori. Nigdy nie lubiła swojego prawdziwego imienia. „Ty byś je lubił?”, zapytała jednego z dziennikarzy. „Daj spokój! Czyż Myra Hindley nie była najgorszą z morderczyń, które kiedykolwiek stąpały po ziemi? Mój Boże, ona zabijała dzieci!” Odkąd w 2001 roku nagrała cover wspomnianego we wstępie utworu grupy The Stranglers, widzę w niej małą, dziwną dziewczynkę.

reklama

Wolność w związku

Tori Amos zawsze szła za głosem serca, które podpowiadało jej buntowanie się przeciw ograniczeniom. Chciała czuć się swobodnie na tyle, by móc dowolnie łączyć sprzeczności. Związując przeciwstawne sobie elementy, akcentowała swoją twórczą wolność. Talent i niezależność wyssała z mlekiem matki. Zaczęła komponować w wieku pięciu lat. Niebawem otrzymała pełne stypendium w Konserwatorium Muzycznym w Peaboy. Zanim jednak skończyła jedenaście lat – wyrzucono ją ze szkoły. Decyzję motywowano jej rosnącym zainteresowaniem rockową muzyką i eksponowaną niechęcia do czytania nut.

W 1986 roku stała się liderką grupy Y Kant Tori Read nazwanej na cześć dni spędzonych w konserwatorium. Zespół nie odniósł jednak oczekiwanego sukcesu. Zdaje się, że Tori Amos wyparła z pamięci płytę, którą nagrała pod ich szyldem. Wokalistka nie wspomina o niej dziś w swojej dyskografii. Porażka pierwszego albumu nie zmieniła faktu, że Tori była zobowiązana kontraktem z Atlantic Record Studio do nagrania sześciu kolejnych. Pchana pragnieniem uniezależnienia się od studyjnych producentów, w ramionach których zaczynała się dusić zanim w zdążyła rozwinąć skrzydła, stworzyła własne studio zamieniając w nie stodołę nieopodal swojego domu w Kornwalli. W 2002 w kolejnej wytwórni wydała album „Scarlet’s Walk”. Bohaterkę powieści Margaret Mitchell „Przeminęło z wiatrem” Tori Amos nazwała wówczas swoim alter ego. Nic w tym dziwnego, kusząco piękną, beztroską dziewczynę grywającą na pianinie w barach zmagania z wytwórniami zmieniły w dojrzałą, upartą i niezależną kobietę, której nie interesują opinie skostniałego społeczeństwa.

Mrok w kościele

„Możesz jechać całą noc” – Tori Amos śpiewa w pierwszej zwrotce utworu „Crazy” z albumu „Scarlet’s Walk” – „Pozwolę ci szaleć, zrzucę buty ze stóp, wyłączę rozsądek.” „Najpierw zweryfikuj swoje religijne idee”, słyszy w odpowiedzi. Ojciec wokalistki jest pastorem w Kościele Metodystów. Z mamą, kurczowo trzymającą się zasad chrześcijańskiej moralności, Tori do dziś nie może rozmawiać o wszystkim. Dialogi na temat wiary i religii prowadzi w pisanych przez siebie tekstach. Religijność to dla niej mistycyzm, który zespala z seksualnością. Artystka czci kobiece ciało i niegroźnie flirtuje ze złem. Jej trzeci solowy album – „Boys for Pele” z 1996 roku nagrała jednak w irlandzkim kościele w hrabstwie Wicklow. Pele, polinezyjska bogini wulkanów, została wchłonięta przez mury kaplicy. Czy może raczej je rozpaliła? Tori Amos sięgnęła po barokowy, bogaty styl, nagrała mroczny album, w którym cisza zespala się z krzykiem w organiczną całość. Oprócz fortepianu, na płycie wybrzmiewają dudy i dzwony kościelne, słychać orkiestrę.

Chłopcy pozwalają się uwieść Pele. Idą za głosem tej, która tytułem jednego z kolejnych albumów przyznała, że jest „Abnormally Attracted to Sin”. Na pytanie, czy pociąga ją coś jeszcze prócz grzechu, odpowiada – „Dobre wino.” W jej utworach wielokrotnie pojawia się jednak chrześcijańska symbolika, związana przede wszystkim z rytuałem przejścia, bólem lub śmiercią. W utworze „Crucify” nazywa siebie kolejną ofiarą Boga i pyta w złości, dlaczego każdego dnia krzyżuje sama siebie. W pierwszych wersach piosenki „Muhammad My Friend” twierdzi, że najwyższy czas ogłosić światu, że w Betlejem urodziła się dziewczynka. Na albumie „Scarlet’s Walk” pojawia się utwór pt. „Mrs. Jesus”. Trzecia kompozycja z płyty „Boys for Pele” nosi zaś tytuł „Father Lucifer”. W jednym z wywiadów Tori wspomina, jak zareagował na jego powstanie jej ojciec. „Po mszy, podczas obiadu, kiedy cała rodzina siedziała przy stole, tato odłożył widelec i z wyrzutem zapytał, jak mogłam napisać o nim coś takiego?” „Och, tato, nie! – odpowiedziała – Pisałam tą piosenkę na Hawajach podczas ekstatycznego, 48-godzinnego oczarowania Szatanem! „Dzięki Bogu!” – ucieszył się ojciec.

Pierwsze dziecko

Pierwszym albumem, w którym Tori Amos zaczęła dojrzewać w swoim religijnym buncie, budzić swoją kobiecość i walczyć o własną tożsamość była płyta „Little Earthquakes”. Artystka podejmowała zainicjowane wówczas wątki podczas pracy nad kolejnymi projektami – „From theChoirgirl Hotel” i „To Venus and Back”, w których opowiada o małżeństwie, niespełnionym macierzyństwie i odwracaniu ról, przyjmowanych przez kobiety i mężczyzn w społeczeństwie. Rozwinęła ten koncept najbardziej dosadnie nagrywając znakomitą płytę „Strange Little Girls” – złożoną z nowych aranżacji znanych utworów wykonywanych pierwotnie przez mężczyzn. Znalazły się na niej m.in. „Enjoy the Silence” Depeche Mode, „Time” Toma Waitsa, „Heart of Gold” Neila Younga czy napisany przez Eminema utwór “97 Bonnie i Clyde”, w którym Tori Amos wciela się w postać umierającej w bagażniku kobiety.

„Moje piosenki są wynikiem obserwacji tego, co dzieje się wokół mnie i emocji, jakie odczuwałam będąc świadkiem rozmaitych wydarzeń”, przyznaje wokalistka. Nie zawsze pisze używając pierwszej osoby, lubi się ukrywać. Wierzy, że historia będzie oddziaływać mocniej, gdy opowie ją posługując się perspektywą osoby trzeciej. W wywiadzie dla magazynu „Uncut”, Tori Amos przyznaje, że na płycie „The Beekeeper” opowiada o kobiecie, która odwiedza rajski ogród i ponownie decyduje się zerwać owoc z drzewa wiadomości dobrego i złego, by poznać prawdę. Robi to, by móc doświadczyć w życiu rozmaitych emocji – namiętności i poczucia zdrady, miłości i pożądania, uwodzenia i rozczarowania. Powrót do raju, jest początkiem nowej podróży.

Tupot małych stóp

Okładka płyty "The Beekeeper"

Tori Amos lubi konceptualne wycieczki. „Scarlet’s Walk”, którą artystka określa mianem „dźwiękowej powieści” jest wyprawą po Ameryce. Wcielając się w rozmaite postaci, wokalistka opowiada o historii, pornografii, masochizmie, homofobii, emocjonalnej pustce i zagubieniu. Pewna siebie, namiętna Scarlett zagubiła się w Ameryce. Krąży w kółko, nie mogąc odnaleźć tego, co warte uwagi. Karmi się iluzjami, bo tylko one nadal jej smakują. Walczy z przesądami, strąca z piedestału wyobrażenia, wyrusza w podróż i liczy, że znajdzie siebie samą. W wywiadach Tori Amos wielokrotnie powtarza, że katolickie wychowanie blokowało ją przed odnalezieniem swojej ciemnej strony, która jest integralną częścią człowieka. „W takiej sytuacji ludzie często szukają jej poza sobą”, twierdzi artystka. Kobiety sięgają do historii i mitologii, szukając silnych, niezależnych kobiecych figur, których nie ma w biblijnych opowieściach.”

Nagrywając płytę “American Doll Posse”, wokalistka kontynuowała tradycję zainicjowaną przez “Boys for Pele” i „Scarlet’s Walk”. Wydobywanie z kobiet tego, co tkwi w nich najgłębiej wyzwala ją samą. „Zasypiam ze świadomością tego, że jest we mnie męski pierwiastek, który musiałam w sobie odkryć” – wyznaje w wywiadzie dla magazynu Spinner, dodając, że rozumie też, że diabeł może nosić biały kostium i wysokie szpilki. Problem pojawia się wtedy, gdy kobieta przestaje być podmiotem w swojej historii i staje się przedmiotem w rękach innych. Tori Amos obsesyjnie czci wolność. Piosenki spełniają rolę jej przyjaciół. Lubi je mieć wokół siebie i z nimi obcować, ale nie czuje potrzeby robienia tego cały czas. Zdaje sobie sprawę, że niektóre z nich zaczynają żyć własnym życiem i kiedy to następuje – pozwala im odchodzić.

Wciąż wraca jedynie do mitów i dawnych opowieści. Nagrywając swoją najnowszą płytę – „Night of Hunters” sięgnęła m.in. do średniowiecznych, walijskich poematów. Swoją bohaterką uczyniła kobietę, która noc poprzedzającą rozpad jej związku spędza zamknięta w starym, gruzińskim domu. Kiedy zapada zmrok, nawiedza ją Annabelle – zmiennokształtne stworzenie symbolizujące dualizm rzeczy, stanowiące uosobienie polującego i upolowanego. Namawia ono kobietę do podążenia za nią w gotycki mrok, przeżycia tego, co czuły kobiety na przestrzeni wieków. „Night of Hunters” jest niezwykłym muzycznym projektem, choć Tori Amos pozornie nie oddala się od tematów podejmowanych przez lata. Jest on kompilacją jej własnych doświadczeń, jest historią zanurzoną w mitach. Brzmi doskonale podczas spaceru nad ranem pustymi, zamglonymi ulicami miast. W ciszy lepiej słychać szept, Tori Amos piękniej wówczas opowiada.