„Stulecie Winnych. Ci, którzy przeżyli”, fragment powieści Ałbeny Grabowskiej

reklama

Zastanawiał się, dokąd pójść. Chciał wracać do Batalków, ale postanowił dowiedzieć się, co się dzieje przy rynku. Ruszył bokiem w stronę kościoła. Nie zobaczył nikogo. Przeszedł ponownie obok cmentarza, który straszył otwartym wejściem. „Trzeba będzie bramę oddać”, pomyślał, „albo chociaż księdzu proboszczowi powiedzieć, że u mnie bezpieczna”. Zaszedł na plebanię od tyłu i przeraził się, ponieważ zastał budynek otwarty. Szyby w oknach zostały potłuczone, a drzwi wcale nie było. Nie było też gospodyni księdza, starej Kołakowskiej, samego proboszcza i wikarego. Z tyłu straszyła otwarta obora. W środku nie znalazł śladów po krowach i owcach księdza. Nie było śladów krwi, więc Antoni uspokoił się nieco. Proboszcz nie trzymał kur, ponieważ uważał je za brudne, bezmyślne ptaki i nie znosił ich zapachu. Kurnika więc na plebanii nie było. Wszedł do budynku, żeby się przekonać, że ktoś dokładnie splądrował prywatne pokoje księży. Kredens świecił pustką, podobnie jak szafy. Łóżko było wypatroszone aż do siennika, brakowało pierzyn, poduszek, a nawet pościeli.

– Stój! – rozległ się za nim nieco drżący głos, a potem szczęknęła strzelba. Antoni podniósł ręce.

– To ja, Antoni Winny – powiedział, nie odwracając się i nie opuszczając rąk. – Swój…

Odwrócił się powoli.

Przed nim stał struchlały ze strachu kościelny i mierzył do niego ze starej strzelby na kaczki.

– Panie Pawle – powiedział powoli Antoni. – Niech pan odłoży tę pukawkę…

Kościelny upuścił strzelbę, która upadła na podłogę, i ukrył twarz w dłoniach.

– Wszystko zabrali… – wykrztusił.

– A ksiądz?

– Ksiądz w podziemiach kościoła z wikarym. Siostry u siebie…

Antoni zatoczył ręką dokoła.

– Kto to zrobił?

– Niemcy – odpowiedział kościelny. – Przyszli z rana, z łóżek nas wyciągnęli i zabrali cztery krowy, konia naszego, nawet paszę i kartofle. Tłumaczyli się nawet, z księdzem rozmawiali po niemiecku… I kwity dali…

– Jakie kwity? – Zdumiał się Antoni.

Kościelny zniecierpliwiony machnął ręką.

– Kwity, że zabrali to wszystko. Dokładnie jak i co napisali…

Antoni wzruszył ramionami.

– Może oddadzą, skoro kwity dali…

Kościelny popatrzył smutno.

– Jak tylko odeszli, przyszli Ruscy i zabrali resztę, już bez kwitów… Pytali, gdzie bydło i konie, to im ksiądz proboszcz powiedział. Oni wtedy dogonili Niemców pod Milanówkiem i… Stefek Gmurczyk widział. Cudem przeżył. Dziesięciu Ruskich, czterech Niemców, pięć trupów. Wszyscy Niemcy i jeden Ruski…

– Chodźmy do kościoła – zaproponował Antoni. – Trzeba księdzu dać znać, że już można wychodzić…

– A na pewno można? Ja będę tu pilnował. Jak nie Niemcy, czy Ruscy, to nasi resztę wzięli… najlepsza zastawa stołowa naszego księdza… Obrusy, sztućce…

– Nie wiem, czy na pewno można, ale ksiądz powinien wyjść i parafian wesprzeć. No i ludzi trzeba pochować…

Fragment powieści „Stulecie Winnych. Ci, którzy przeżyli”, Ałbena Grabowska, Wydawnictwo Zwierciadło 2014, s. 356. Książka do kupienia w naszej księgarni.