Coś tu nie gra! – felieton Hanny Samson

fot.123rf

„W ciągu ostatnich dziesięcioleci, kiedy przychodzi do wyboru, po czyjej stanąć stronie – bogatych czy biednych, potężnych czy słabych, robotników czy przedsiębiorstwa, mężczyzn czy kobiet – ekonomiści kierują się niemal zawsze jednym i tym samym. To, co dobre dla bogatych i potężnych, jest prawie zawsze dobre dla gospodarki” – pisze Szwedka, Katrine Kielos w książce „Jedyna płeć”. Kielos wykazuje, że obowiązująca wizja gospodarki nie jest jedyną możliwą, a w dodatku nie przystaje do rzeczywistości ani do naszych potrzeb. U podstaw gospodarki rynkowej leży bowiem przekonanie, że każdy człowiek nastawiony jest na własny zysk i jeśli mu w tym nie przeszkadzać, to będzie konkurować z innymi i napędzać gospodarkę. Chce mieć więcej i więcej, i w dodatku więcej niż inni. A uczucia, troska o innych, wspólnota? A Toeplitz i Tołwiński? W teoriach ekonomii nie istnieją. W teoriach ekonomicznych dla człowieka liczy się tylko zysk. Egoizm i chciwość są w cenie, bo prowadzą do wzrostu PKB. Ale czy na pewno tylko o to nam chodzi?

reklama

Abdykowaliśmy na rzecz rynku w wielu ważnych sprawach. Nie musimy myśleć i podejmować decyzji. Rynek decyduje za nas. Nie opłaca się budować tanich mieszkań? To nie budujemy. „Niechaj gdy nas nie będzie, będzie las przez nas zachowany i posadzony” – postulował Toeplitz. Kto dzisiaj o to dba? Po nas choćby potop.

Mężczyźni od wieków dawali sobie prawo, by działać we własnym interesie. Kobiety miały działać na rzecz innych – przypomina Kielos. Czy różnice biologiczne sprawiają, że kobieta jest bardziej przystosowana do nieodpłatnej pracy domowej? Nie. W dodatku uważa się, że nieodpłatna praca kobiet nie ma znaczenia dla gospodarki. A przecież bez niej mężczyźni nie mogliby funkcjonować w pracy bez ograniczeń – zauważa szwedzka autorka. A gdyby uznać, że sfera reprodukcji i pracy opiekuńczej jest integralną częścią tworzenia PKB? Tę pracę da się wycenić. I nie tylko kobiety mogą – albo muszą – się nią zajmować.

Kobiety godzą pracę zawodową z domem, co nie jest proste. A gdyby uznać, że człowiek w pewnym okresie życia zwykle chce mieć dzieci, a te wymagają opieki, moglibyśmy inaczej organizować rynek pracy. Nie mówcie, że się nie da, skoro tego nie sprawdziliśmy.

Toeplitz uważał, że „miasto może być dziełem sztuki, na którego ukształtowanie winna mieć wpływ decydujący świadoma wola człowieka”. A gdyby tak samo pomyśleć o świecie, nim zetniemy kolejne drzewo?

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »