Prywatność w sieci

fot.123rf

Elektroniczna inwigilacja nie dotyczy już tylko polityków i szpiegów. Każdy z nas, czy chce czy nie, jest pod ostrzałem mikrofonów, satelit i kamer. Rezygnować z laptopów i smartfonów? A może zdrowy rozsądek wystarczy?
Śledzenie, „co tam u sąsiada rośnie za miedzą”, jest starą społeczną potrzebą – lubimy o innych co nieco wiedzieć, zwłaszcza jeśli ktoś jest niedostępny. Jak wiemy, to od razu jesteśmy spokojniejsi – wszystko pod kontrolą. Co innego, kiedy to my stajemy się obiektem obserwacji, a to, niestety, dzieje się coraz częściej.

reklama

Tomasz Sobierajski, dr socjologii z Uniwersytetu Warszawskiego, nie ma złudzeń – inwigilacja jest i będzie powszechna: – Kilka lat temu, zaraz po wybuchu afery dotyczącej masowej inwigilacji Europejczyków przez amerykańskie służby, jadłem kolację z moimi nowojorskimi przyjaciółmi – opowiada. – Amerykanie, z niejaką wyższością i dużą dawką nonszalancji, tłumaczyli mi, że podsłuchiwanie całego świata ma na celu ochronę amerykańskiego narodu przed atakami terrorystycznymi, jak ten z 11 września 2001 roku. Zapytałem z niedowierzaniem: „Czy uważacie, że jeśli wasze służby podsłuchują i inwigilują cały świat, to nie robią tego z wami?”. Popatrzyli na mnie oburzeni: „Oczywiście, że nie!”. Skwitowałem to uśmiechem, ale kolacja zakończyła się w niezbyt miłej atmosferze. Ja wróciłem do Polski, a po kilku tygodniach wybuchła „afera Snowdena”, która raz na zawsze zburzyła naiwność Amerykanów.

Chroń się sama

No cóż, mleko się wylało i na inwigilację globalną wpływu nie mamy, podsłuchują nas nawet (jak niedawno przeczytałam) niektóre telewizory, że o kamerach w telefonach i komputerach nie wspomnę, jednak coś na szczęście można zrobić, żeby nam do okien tak bezczelnie nie zaglądali. Jeśli boisz się inwigilacji przez kamerę wbudowaną w swój laptop albo smartfon, zaklej ją taśmą lub plastrem. I bądź bardziej refleksyjna. Czy na pewno opłaca się korzystać z każdego darmowego wi-fi? Czy jest sens włączać usługę lokalizacji, jeśli nie musisz z niej korzystać? (Chyba że koniecznie chcesz poinformować wszystkich na FB, że lecisz właśnie do Paryża czy Dublina). Poza tym pamiętajmy, że wszystko, co opublikujemy w sieci, przestaje być naszą własnością – zostanie tam na wieki i może być użyte w dowolny sposób.

Oczywiście to absurd, że użytkownik musi się sam chronić, a sprawca jest bezkarny. Ale zanim powstaną jakieś regulacje (i o ile będą respektowane), nie mamy innego wyjścia.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »