Serial „Sherlock”: na czym polega jego fenomen?

Kto z nas nie próbował sprawdzić się w roli detektywa? Rozgryźć wyjątkowo skomplikowaną zagadkę, przejrzeć drugiego człowieka na wylot? Na tej właśnie potrzebie bazuje serial „Sherlock”, opowieść o współczesnym Sherlocku Holmesie ze smart fonem.

Plakat do filmu/ materiały prasowe
Plakat do filmu/ materiały prasowe

reklama

Trzy sezony, ale tylko 9 odcinków, wprawdzie każdy trwa półtorej godziny, ale na kolejne serie trzeba czekać aż dwa lata. Skąd więc ta ogromna popularność i łatka „kultowy”? Lidia Rudzińska, kulturoznawca z Uniwersytetu SWPS, twierdzi, że to dlatego, że „Sherlock” stanowi doskonałą mieszankę tego, czego oczekujemy od współczesnego serialu. Po pierwsze, sensacyjna akcja, która sprawia, że w każdym odcinku drżymy o życie bohaterów i w każdym oddychamy z ulgą, że tym razem się udało. Po drugie, pomysł przeniesienia historii legendarnego detektywa do współczesności. – Kiedy pierwszy raz usłyszałam, że Sherlock ma rozwiązywać zagadki w dzisiejszym Londynie, pomyślałam, że to fatalny pomysł – wyznaje Lidia Rudzińska. – Przecież Sherlock musi palić fajkę, jeździć dyliżansem i przebywać w cudownym świecie dżentelmenów. A tu ma korzystać z GPS-a i prowadzić bloga? Bardzo długo odwlekałam obejrzenie pierwszej serii, ale w końcu uległam. I wsiąkłam. Bo tu wszystko się zgadza i pasuje. Każdy czytelnik Conan Doyle’a wie, że Sherlock interesował się technologią i uwielbiał wszystko, co nowoczesne. Myślę, że gdyby żył w naszych czasach, posługiwałby się Twitterem.

Po trzecie, „Sherlock” to zbiór gagów dla miłośników brytyjskiego humoru. Po czwarte, Benedict Cumberbatch, odtwórca głównej roli. – Początkowo dziwił mnie jego fenomen. Nazwisko, którego trzeba uczyć się dwa miesiące, i ten jego wygląd kosmity… Obejrzałam pierwszy odcinek i Benedict stał się dla mnie najprzystojniejszym facetem na świecie (śmiech), ma charyzmę i to on jest osią całego filmu – dodaje Lidia Rudzińska.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »