Coach surfing – podróżowanie za bezcen

123RF.com

Filozofia jest prosta! Masz wolną kanapę? Pozwól skorzystać z niej za darmo, w zamian za spotkanie z nowymi ludźmi. Chcesz zobaczyć kawałek świata bez płacenia kilkudziesięciu euro za noc? Daj się ugościć tubylcom, szanując ich intymność, obyczaje, pomagając pozmywać naczynia po kolacji…
Couch-surfing nie jest dla wszystkich, bo nie ogranicza się do ścielenia kanapy i sprzątania po sobie. To podróż wyznaczona lokalnymi obyczajami i kaprysami, dyktowana grafikiem gospodarzy, wymagająca dużej elastyczności od obu stron. Każdy gospodarz jest inny, do każdego musimy się dostosować, żeby nie zakłócić jego przestrzeni.

reklama

Tu śniadanie jada się o 11.00, więc mdleję rano z głodu! gdzie indziej – jeszcze po północy pobrzmiewa perkusja pana domu, lecz sens i posmak są fenomenalne – zamiast odwiedzać miejsca poznajemy ludzi.

Prawa gościnności

W Bretanii trafiamy pod dach pięćdziesięcioletniej Gwenaelle, matki czwórki dzieci, z których najstarsze podróżuje tak jak my. Jej mąż, Pierre jest farmerem i głośno narzeka na plagę królików, które zjadły karczochy. Uwija się energicznie po kuchni, wykonując polecenia: „obierz ziemniaki, wstaw piecyk, przynieś nową butlę”. Gwenaelle cieszy się, gdy może posłuchać o wypiekach w Polsce, opiniach o euro w Europie Wschodniej i nawykach śniadaniowych w Niemczech. Uwielbia jeść i gotować. Na kolację jemy pomidory z solą, gniecione ziemniaki z oliwą i ciasto z jabłkami, a gospodyni cały czas mówi… o własnej młodości, o ciążach i ich znaczeniu dla osobowości dzieci, o dramatycznym poronieniu. Jak do najbliższych, których jutro będzie żegnać ze łzami w oczami.

W stolicy Normandii, Rouen, gości nas studentka medycyny, która mieszka sama w olbrzymim, starym mieszkaniu w centrum. Skrzypiące podłogi, wygięty sufit, mnóstwo zdjęć roześmianych ludzi. Helene jest aktywistką nowej fali rewolucji – z młodzieżą Hiszpanii, Francji i Włoch chce zmienić świat na mniej materialistyczny, mniej polityczny, bardziej zielony. Do późna w nocy rozmawiamy o tłumionej kobiecej seksualności, o sensie Unii Europejskiej, o elektrowniach atomowych, o prawie Francuzek do aborcji i bezpłatnej antykoncepcji. Helene słucha z zamyśleniem o innych realiach „naszej” Europy i skubiąc pełnoziarnisty piernik, wypytuje o niedźwiedzie w Karpatach. Nikomu nie chce się spać…

Rodzinne historie

Przy każdym stole odnajdujemy nowy smak życia. Katerine i Arnaud czekają właśnie na dzidziusia. Po 9 latach związku, z którego tylko 5 lat spędzili razem. Bo Francuzi mieszkają tam, gdzie jest praca. Dla niej, technologa szkła, była tylko na północy, dla niego – w oddalonej o 5 godzin jazdy Tuluzie.

Aude i Jean-Yves mają już dwurocznego szkraba, który rozumie po angielsku. Mama, nauczycielka języka, od małego mówi mu: „Give mummy a kiss”. Pijemy kir, mieszankę cydru z likierem brzoskwiniowym i jemy bretońskie naleśniki z gryczanej mąki. Słuchamy o prywatnej walce rodzicielskiej z McDonaldem, zabawkami od teściów i słodyczami, rozmawiamy o kłopotach z pracą. Aude dojeżdża do swojej szkoły 1,5 godziny, więc najbardziej opłaca jej się wyjechać we wtorek rano i wrócić w środę wieczór. Synek już przyzwyczaił się do 2 dni bez mamy i pomaga jej pakować plecak. To jedyna rodzina, która na śniadanie jada musli i mleko sojowe – reszta macza suchary w miskach z kawą…

albo zapija papierosa małą czarną … Emilie i Jerome mieszkają ze swoim synkiem w malutkiej wiosce w Dolinie Loary. Są nieporządni, niezorganizowani, wciąż zaspani i palą jednego za drugim. Dla 2-letniego Rafaela zrobią wszystko, chcą być rodzicami idealnymi. Jeszcze nigdy nie rozstali się z nim nawet na 1 noc, co rano razem budzą go i karmią ciepłym ryżowym mlekiem, a Emilie ze łzami w oczach wspomina osiemnastogodzinny poród jako „genialny”.

Ekscentryzm i magia

Są gospodarze, których nie sposób zapomnieć. 31-letnia Niky mieszka w nad brzegiem szwajcarskiego jeziora Neufchatel. W jej mieszkaniu pachnie marihuaną i ziołami ajurwedyjskimi, na półkach prężą się figurki kotów. Niky od roku rozwodzi się mężem, za którego wyszła, gdy miała 19 lat, ale idzie im wolno, bo są wciąż najlepszymi przyjaciółmi i regularnie u siebie nocują. Na śniadanie gospodyni serwuje nam gorące croissanty, intymne rodzinne opowieści i spontaniczne całusy. Już za progiem zaczyna mi brakować tej zwariowanej pół Włoszki z mocnym makijażem i tatuażami na całym ciele.

100 kilometrów dalej poznajemy Claudię. Żyje sama z czteroletnim synem, Angelem, w otoczeniu wysokich, gniewnych gór. Jest naturalną terapeutką, studiuje masaż reiki i szamanizm. Ochrzciła syna z duchami drzew, uwielbia spać sama pod gołym niebem i po ciężkim dniu wypić mocną kawę z cukrem. A bywa ciężko: próbuje być ojcem, matką, przyjacielem i uzdrowicielem duszy. Żeby mieć energię dla syna, pracuje na pół etatu i nie ma auta, więc co dzień wozi Angela rowerem do przedszkola. Gdy mały uśnie, Claudia medytuje i marzy – jej największy sen to zamieszkać w komunie ludzi chcących dzielić ze sobą dom, zwierzaki, opiekę na potomstwem.

Couchsurfing wciąga jak nałóg. Po powrocie chcesz od razu wyruszyć w kolejną podróż, zastukać w nowe drzwi, zjeść kolację z Niemcem, Szwedem czy Estończykiem. Nie możesz doczekać się okazji, aby spłacić dług wobec świata i podzielić się z kimś swoim chlebem i poduszką. Trudno w to uwierzyć, ale w brutalnym XXI wieku wciąż zapraszamy do siebie obcych i zostawiamy im klucz, nie oczekując niż poza fajną opowieścią przy kolacji.