Zjawisko: Tropem praprapradziadka

Fot. Getty Images/ Gallo Images/ 123rf

Miliony dokumentów w sieci, fałszywe tropy, śmiałe hipotezy. Internetowe serwisy kuszą szansą odnalezienia przodków w ciągu kilku sekund. Ale poszukiwanie korzeni bardziej przypomina detektywistyczne śledztwo niż randkę na Tinderze.

reklama

Katarzyna Stuczyńska zawsze po cichu liczyła, że jest szlachcianką. Chociaż trochę. Kilka lat temu postanowiła to sprawdzić. Połączyła siły z zaprawioną w genealogicznych bojach kuzynką i ruszyła na podbój archiwów. Przekopała się przez setki metryk, urzędowych dokumentów i parafialnych wykazów. Szukała w sieci, jeździła po cmentarzach, odwiedzała urzędy stanu cywilnego, nauczyła się odczytywać XIX-wieczne dokumenty pisane cyrylicą. I chociaż ku jej rozczarowaniu okazało się, że szlachecka krew w niej nie płynie, odkryła coś innego – poszukiwanie rodzinnych korzeni potrafi wciągnąć na dobre. A bycie potomkinią kowali i zegarmistrzów, których samemu się wytropiło, jest również satysfakcjonujące.

– W człowieku odzywa się detektywistyczna żyłka, która przypomina o sobie od czasu do czasu. Potrafię wtedy przez kilka tygodni siedzieć noc w noc nad dokumentami i szukać śladów po moich przodkach – opowiada Kasia.

Udało jej się zrekonstruować drzewo genealogiczne ze strony mamy do ósmego pokolenia wstecz, czyli mniej więcej do połowy XVIII wieku. Jej znaleziska sięgają nawet dalej, do dziesiątego pokolenia, w którym odkryła przodków będących niemieckimi kolonistami. Zwykle są to tylko imiona i nazwiska, nie ma aktów urodzenia czy małżeństwa, więc brakuje stuprocentowej pewności co do pokrewieństwa. A Kasia jest poszukiwaczką sumienną – wpisuje w swoje drzewo tylko tych przodków, z którymi pokrewieństwo jest w stanie udowodnić. Nie wszyscy tak robią.

– Znam takich, którzy wpisują jak leci, nawet jeśli tylko podejrzewają, że ktoś może być krewnym. W ten sposób spokojnie można w swoim drzewie dojść do pokrewieństwa z Chopinem czy Krasińskim, bo na pewnym poziomie drzewa genealogicznego rozgałęzienia są tak rozległe, że sięgać mogą gdziekolwiek. Niektórym to poprawia samopoczucie – śmieje się Kasia.

(…)

Więcej w październikowym numerze magazynu Zwierciadło.

Wydanie 10/2017 dostępne jest także w wersji elektronicznej.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »