Wychowanie: Trudne emocje wobec własnych dzieci

Ilustr. Katarzyna Bogucka

Złość, którą odczuwamy wobec dziecka, wiele mówi o nas samych.
Te emocje lepiej potraktować jako klucz do własnych traum i lęków
– mówi Beata Chrzanowska-Pietraszuk, pedagog i psycholog.

Ilustr. Katarzyna Bogucka

reklama

„Nikt mnie nie irytuje tak jak ona, czasem jej nie znoszę” – powiedziała ostatnio moja znajoma o swojej ośmioletniej córce. Zaraz potem tłumaczyła, że czuje się winna, że w ogóle odczuwa takie emocje wobec kogoś, kogo powinna kochać najbardziej na świecie.

Bo złość na dziecko to temat tabu. O ile już otwarcie mówimy o depresji poporodowej, potrafimy też przyznać, że nie radzimy sobie jako rodzice nastolatka, to przyznanie się, że nasze kilkuletnie dziecko nas irytuje, jest dowodem, że jesteśmy złymi matkami. Bo przecież miłość do dziecka powinna być czysta, nieskalana złymi emocjami.

Słyszy pani czasem od kobiet: „Nie kocham swojego dziecka”?

Słyszę raczej: „Ono mnie złości, jest nie takie, jakie powinno być”.

Co to znaczy: „nie takie, jakie powinno być”?

Większość z nas ma instynkt naprawiania dziecka, dopasowywania go do swoich wyobrażeń. A wyobrażenie to moc – tworzy się je, zanim jeszcze ten mały człowiek się urodzi. Przecież mniej lub bardziej świadomie wizualizujemy, jaki będzie nasz potomek, jego charakter, temperament, czasem nawet wyobrażamy sobie, jak będzie wyglądał. Tworzymy w głowie swój ideał. (…)

Więcej w Zwierciadle 03/2015. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »