Ambitna mama: jak przekonać dziecko do nauki?

fot.123rf

Jak twierdzi ekspertka magazynu SENS, pedagog Ewa Nowak, czasem zbyt mocno utożsamiamy sukcesy i porażki dziecka z oceną siebie jako rodzica. Może warto czasem odpuścić i jemu, i sobie?
Mój 11-letni syn Karol jest sympatycznym, powiedziałabym, dobrym dzieckiem. Ma swoje sportowe zainteresowania, odrabia lekcje, ale gorzej z uczeniem się (bo przecież odrobienie tego, co nauczyciel zadał, nie jest nauczeniem się tematu). Nie umiem wypracować u niego takiej zwyczajnej pracowitości czy też obowiązkowości. Sama nie wiem, o którą sprawę chodzi. Jak przypomnę Karolowi (najlepiej kilka razy), że powinien się czegoś nauczyć, to zazwyczaj zabierze się do tego albo stara się odroczyć w czasie. Nie zawsze radzę sobie emocjonalnie z takim odraczaniem i ociąganiem się. Inna sprawa, że nie za bardzo mi się już chce czuwać nad każdym przedmiotem, nad każdym tematem i sprawdzać, czy został przyswojony przez syna. Spodziewam się, że są jakieś metody, które mi pomogą wdrożyć Karola w rytm jego obowiązków. Jak wytłumaczyć mu, jak bardzo ważna jest nauka, że to jest baza na całe życie?

reklama

Edukacja kojarzy nam się z rokiem szkolnym. Od września do czerwca mamy gotowość do zajmowania się tematem nauki naszych dzieci. Latem odpuszczamy i dziecku, i sobie. Niesłusznie. To właśnie teraz, gdy nie ma bieżących problemów ze szkołą, warto pochylić się nad tym tematem. Zachowanie dziecka, w tym wypadku Karola, jest bowiem odbiciem ogólnej aury, czyli podświadomego nastawienia rodziny do kwestii nauki.

Z listu wynika, że to Pani chodzi do szkoły i lekcje są Pani, a nie Karola obowiązkiem. Syn czuje, że to jest życiowa działka mamy. To Pani musi pamiętać, przypominać, pilnować, Pani się tym zajmuje i czuje za sprawy nauki syna rozliczana, więc nic dziwnego, że duży już przecież i samodzielnie myślący chłopiec sam nie bierze odpowiedzialności za naukę, odrabianie lekcji i poszerzanie horyzontów. Jeśli chcemy, żeby dziecko wzięło na siebie jakieś obowiązki na poważnie, na przykład naukę, musimy mu dać możliwość bycia za to odpowiedzialnym. Szkoła powinna być życiowym zadaniem Karola, a nie Pani. Proszę uwolnić syna od siebie, a zwłaszcza od swoich ambicji. Wiem, że to brzmi bardzo niemiło.

Być może jest tak, że dla Pani nauka była czymś bardzo ważnym (może kluczem do sukcesu, do realizacji ambicji, do zmiany środowiska?), tymczasem dla Pani syna na razie nie jest i jeśli on ma przejąć Pani wartości, trzeba od teraz zmienić rodzinną strategię postępowania. Zamiast: „Siadaj do lekcji, już jest bardzo późno i nie zdążysz”, „Nie wstawaj jeszcze, bo nie umiesz wszystkiego”, „Chodź, przepytam cię”, proszę zdawać synowi pytania typu: „Kiedy chcesz się uczyć?”, „Jak mogę ci pomóc?”, „Jaką ocenę chciałbyś dostać z tego sprawdzianu?”, „Co musisz zrobić, żeby tak się stało?”. Po kilku razach zorientuje się, że nastąpiła trwała zamiana ról. To on teraz jest odpowiedzialny za swoje szkolne sprawy i dopiero gdy to sobie uświadomi, sam przejmie kontrolę nad lekcjami. A wtedy Pani odzyska spokój ducha i uwolni się od roli zrzędzącej mamy. Polecałabym także jedno lub dwa spotkania z terapeutą, który pomógłby Pani w ustaleniu granicy między życiem Pani a syna. Proszę też prowadzić zapiski: „Czym się dziś martwiłam?”. To niezwykle skuteczne narzędzie uwalniania od napięcia emocjonalnego.

Ewa Nowak pedagog, terapeutka, autorka książek dla dzieci i młodzieży

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »