fbpx

Edukacja dzieci: razem czy osobno?

Edukacja dzieci: razem czy osobno?
123rf.com

Chłopcy i dziewczynki w jednej klasie? To dla nas – wychowanych w XX i XXI wieku sprawa oczywista i naturalna. A jeszcze wiek wcześniej pierwsze emancypantki musiały walczyć o prawa do nauki w męskim gronie – na studiach medycznych, humanistycznych i naukach ścisłych. Dla kobiet zarezerwowana była edukacja domowa: gra na pianinie, nauka francuskiego, savoir vivre i robótek ręcznych. Pierwsza uczelnia koedukacyjna powstała w USA w 1833 r.
Szkoły koedukacyjne uznajemy za nowoczesne, odpowiadające potrzebom współczesnego świata, zdobycz cywilizacyjną, dowód równouprawnienia płci. Tymczasem w początkach lat 90. ubiegłego stulecia, niespełna 30 lat po wyborze koedukacyjnego systemu edukacji pojawiły się głosy krytykujące taki system szkolnictwa.

Z czasem pomysł rozpowszechnienia edukacji zróżnicowanej stał się na tyle popularny i interesujący, że w 2011 Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie otworzył studia podyplomowe z zakresu edukacji spersonalizowanej i zróżnicowanej. Studia dofinansowała też Unia Europejska w ramach programu „Inwestycja w kadry”. W październiku ubiegłego roku miał miejsce Światowy Kongres Edukacji Zróżnicowanej.

Gazeta kontra Instytut Badań EdukacyjnychW początkach lat 90. ubiegłego stulecia pojawiły się głosy krytykujące taki system szkolnictwa.

Początkowo, głosy krytyki były nieśmiałe, nieliczne, niszowe i ograniczone do szkół o charakterze religijnym (katolickie, muzułmańskie, protestanckie). Obecnie coraz więcej ekspertów odkrywa słabe strony tej formy edukacji, a niedawno tematem zajęli się nawet gazeta.pl – portal ogólnopolski i opiniotwórczy oraz „Dziennik Gazeta Prawna”. Powołując się na wyniki pilotażowego programu Instytutu Badań Edukacyjnych oba media zaryzykowały tezę, że polskie koedukacyjne podstawówki dyskryminują chłopców. Dlaczego? Bo zdobywanie wiedzy w polskich szkołach opiera się na nauce pamięciowej i współpracy – do czego lepiej, z racji płci predysponowane są dziewczynki. Chłopcy nauczą się znacznie więcej jeśli będą mogli czegoś doświadczyć, sprawdzić poeksperymentować. A tego w polskim, publicznym systemie szkolnictwa jak na lekarstwo – z powodu zbyt dużej liczny dzieci w klasach, zbyt małej ilości nauczycieli, sal, pieniędzy…

I choć Instytut Badań Edukacyjnych nieco inaczej tłumaczy wyniki badań, wnioski o dyskryminacji uznając za nieuprawnione debatę czas zacząć.

Przeciw …

Krytycy koedukacji zwracają uwagę na to, że dorastający dziewczęta i chłopcy zamiast koncentrować się na nauce, wiele swojej energii kierują ku płci przeciwnej: chcą się podobać, intrygować, uwodzić. Kolejnym argumentem przeciw koedukacji jest różne tempo dojrzewania dziewcząt i chłopców a zrównuje się dopiero… około matury! Przez długi czas chłopcy nie są w stanie dogonić dziewczynek pod względem koncentracji, pisania, koordynowania kilku czynności, pozostając lepiej rozwiniętymi pod względem fizycznym. Dziewczęta i chłopcy różnią się także tym co ich do nauki i rozwoju motywuje: chłopców – rywalizacja, sprawdzanie się; dziewczynki – współpraca, wspólne wykonywanie zadań, kontakt z innymi. A takie „dziewczyńskie” zachowanie premiuje właśnie system szkolny.

Koronnym i twardym argumentem przeciwników koedukacji są, potwierdzone w wielu badaniach, po prostu lepsze wyniki nauczania w szkołach tylko męskich i tylko żeńskich.

… i za.

Co na to zwolennicy szkół mieszanych? Kluczowym pytaniem jest – twierdzi Paula Sztrubel-Berbeć, socjolog, terapeutka, autorka programów terapeutycznych dla szkół – do czego chcemy młodych ludzi wychowywać: do wiedzy czy do więzi? Bo jeśli priorytetem jest zdobywanie wiedzy, wtedy być może edukacja zróżnicowana będzie dużo lepszym rozwiązaniem. Jeśli jednak, oprócz zdobywania wiedzy, ważne są dla nas umiejętności interpersonalne wówczas lepiej sprawdza się koedukacja. Dla prawidłowego rozwoju człowieka, w przechodzeniu wszelkich etapów rozwoju psychofizycznego we właściwym momencie, to nie wiedza jest najważniejsza, ale grupa rówieśnicza. Konfrontacja z rówieśnikami obu płci daje pełną odpowiedź na pytanie: jaki jestem – dodaje.

Zwolennicy rozdzielności płci podkreślają, że tego samego można nauczyć się w rodzinie, podczas zjazdów rodzinnych, urodzin, ale i na co dzień. Tymczasem, według Pauli Sztrubel-Berbeć, rodzina jest tworem zbyt jednorodnym, żeby na jej podstawie nauczyć się wszelkich typów zachowań ludzkich, respektowania odmiennych wartości, różnorodności świata. Nawet zwierzęta upodobniają się do członków rodziny, przyjmują jej styl funkcjonowania, a co dopiero ludzcy jej członkowie – dodaje pół żartem, pół serio.

Kolejnym niebezpieczeństwem jakie zauważa terapeutka, związanym z odseparowaniem od płci przeciwnej w początkowym etapie dojrzewania jest późniejsze odreagowanie tego okresu: rozluzowanie obyczajów, eksperymenty ze związkami homoseksualnymi, nieumiejętność wchodzenia w partnerskie relacje.

Latający cyrk Monty Pythona a koedukacja

W sukurs zwolenników koedukacji przychodzi świetny duet: brytyjski psychiatry Robin Skynner i aktor John Cleese. W znanej książce „Żyć w rodzinie i przetrwać” ( wyd. Jacek Santorski 7 Co. 1992 ) pojawia się rozmowa dotycząca zakochiwania się, tworzenia związków, małżeństwa. Obaj panowie są zgodni co do tego, że popularny w Anglii zróżnicowany system edukacji, nie wyszedł im na dobre. Oto co powiedzieli w szczerej, męskiej rozmowie:

„R. Skynner: Dalej mamy etap zdobywania wiedzy o przeciwnej płci. Dzieci bez takich doświadczeń – chłopcy, którzy spędzili cały okres dojrzewania w męskim internacie albo dziewczynki wychowujące się bez ojca czy braci – później nie będą pewne, jak mają traktować osoby płci odmiennej.

J. Cleese: Skończyłem angielską prywatną szkołę i w wieku 18 lat odkryłem, że dziewczyny to istoty z innej planety. Przezwyciężenie tej bolesnej szkolnej nieporadności zajęło mi kilka lat – wiesz, siedzę przy obiedzie, próbuję zrobić na nich wrażenie opowiadaniem o graniu na giełdzie, a jednocześnie ciągle pakuję łokieć do maselniczki.

R. Skynner: Tak, brak kontaktów z odmienną płcią w okresie dojrzewania nie tylko powoduje strach i nieporadność, lecz jest też źródłem nierealistycznych oczekiwań i w konsekwencji licznych rozczarowań w późniejszych związkach. Następny etap to uniezależnianie się od rodziców, a tego trudno się nauczyć, jeśli się wcześniej nie pobędzie w gromadzie rówieśników – nastolatków. Osoby, które nigdy nie miały takiej szansy, będą skłonne do kurczowego trzymania się rodziców. Albo nawet jeśli się ożenią, spróbują zmienić swoje żony czy mężów w rodziców i ich z kolei kurczowo się trzymać, zamiast mieć krąg przyjaciół tej samej płci i stamtąd również czerpać wsparcie.”

Optymistycznym jednak jest wniosek, do którego obaj panowie zgodnie dochodzą: braki, dysfunkcje i deficyty pojawiające się na pewnych etapach rozwoju można nadrobić później!

W kraju i na świecie

Według Komisji Europejskiej w Europie edukacja zróżnicowana najpopularniejsza jest w Wielkiej Brytanii i wchodzi w skład szkolnictwa publicznego – na wyspach przeszło 500 szkół publicznych to szkoły jednopłciowe. Po Wielkiej Brytanii najwięcej takich szkół znajdziemy w Irlandii (120 szkół), Grecji (27 szkół) i na Malcie (25 szkół). Najwięcej na świecie publicznych szkół jednopłciowych mają Stany Zjednoczone – jest ich ok. 540.

W Polsce istnieje jedynie kilka niepublicznych placówek kształcących w systemie edukacji zróżnicowanej:

  • Prywatna Żeńska Szkoła im. Cecylii Plater-Zyberkówny w Warszawie
  • Gimnazjum i Liceum Sióstr Nazaretanek w Warszawie – szkoła żeńska
  • Niepubliczna Szkoła Podstawowa „Skrzydła” w Lublinie – posiada klasy zróżnicowane
  • Placówki Stowarzyszeń Sternik i SKWER

Bez względu na to, jaki rodzaj edukacji wybierzemy dla naszych dzieci: tradycyjną edukację w szkole koedukacyjnej, homeschooling, czy edukację zróżnicowaną, pamiętajmy, że oprócz nauki ważne są też relacje międzyludzkie. To ile piątek dziecko dostanie w szkole to jedno, ale inną rzeczą jest odpowiedź na pytanie: jak bardzo oceny przydadzą mu się w życiu i czy w międzyczasie ktoś nauczy je szacunku do drugiego człowieka o odmiennej płci, kolorze skóry i poglądach.

?>