W tętniącym życiem Tokio od dekad działają unikalne ongaku kissa – muzyczne kawiarnie, w których można całkowicie oddać się dźwiękom muzyki. Dokument „Tokio na winylach” opowiada historię trzech takich miejsc oraz ich właścicieli, pokazując, jak kultura deep listening staje się ucieczką od chaosu miasta.
W tętniącym życiem Tokio kryją się liczne ongaku kissa – muzyczne kawiarnie, z których każda ma własną specjalizację: od muzyki klasycznej po jazz i japoński rock. Dokument „Tokio na winylach” (org. „A Century in Sound”), który można właśnie obejrzeć w ramach festiwalu Millennium Docs Against Gravity, opowiada historię trzech takich miejsc, które łączy kultura tzw. deep listening, czyli słuchania muzyki traktowanego jako praktyka uważności: świadomego, uważnego i niemal medytacyjnego zanurzenia się w dźwięku – takiego, w którym muzyka przestaje być tłem, a staje się głównym doświadczeniem.
(Fot. materiały prasowe)
Czytaj także: Filmy z Millennium Docs Against Gravity, które musicie obejrzeć online, jeśli nie zdążyliście w kinie. Tych dokumentów nie da się zapomnieć
Dla właścicieli ongaku kissa odsłuch muzyki i pełne otwarcie się na jej brzmienie to nie tylko rytuał, a wręcz filozofia życia. Nie chodzi jednak o „puszczenie czegoś w tle”, a stworzenie warunków do przeżycia dźwięku naprawdę głęboko, co stanowi formę nie tylko kontemplacji, ale też próby odzyskania uwagi w świecie ciągłego przebodźcowania. W praktyce oznacza to więc słuchanie muzyki bez rozpraszaczy, skupienie na detalach nagrania oraz emocjonalne zanurzenie się w dźwiękach.
(Fot. materiały prasowe)
Idealne warunki do takiego zanurzania się w dźwiękach oferują przedstawione w filmie „Tokio na winylach” ongaku kissa – przestrzenie, do których można wejść, usiąść i całkowicie oddać się muzyce, popijając kawę, czytając gazetę lub po prostu wpatrując się w otoczenie. To także miejsca spotkań kulturalnych i ogromnego szacunku do muzyki, którą się kocha. W jednej kawiarni ukazanych w filmie zrezygnowano z obsługi gastronomicznej (sztućce mogłyby zakłócać ciszę), podczas gdy inne spędziły lata na udoskonalaniu systemów nagłośnieniowych i gramofonów, aby brzmienie było jak najwierniejsze. Dokument przedstawia również właścicieli oraz ich historie, które towarzyszą codziennemu życiu kawiarni. Wszystkie łączy jedno: oferują medytacyjną ucieczkę od chaosu Tokio i reszty świata, stając się stylową kapsułą czasu pośród zgiełku i pośpiechu.
(Fot. materiały prasowe)
Czytaj także: Japonia – czego o życiu w prostocie i zachwycie możemy nauczyć się od jej mieszkańców?
„Tokio na winylach” to zatem dokument, który działa jak dobrze skomponowany set winylowy – powoli wciąga, otula atmosferą i zostawia z poczuciem brania udziału w czymś wyjątkowo intymnym. Nie jest to jednak film dla tych, którzy szukają szybkiej narracji czy efektownych zwrotów akcji. To medytacyjna podróż przez stolicę Kraju Kwitnącej Wiśni, jego historię i ludzi, którzy całe życie podporządkowali jednej pasji: słuchaniu muzyki.
Twórcy prowadzą zatem widza przez świat legendarnych japońskich kawiarni, w których dźwięk traktowany jest niemal ceremonialnie. Są tu jazz kissa, rock kissa i lokale poświęcone muzyce klasycznej. Każde z tych miejsc jest osobnym mikrokosmosem, a ich właściciele przypominają strażników ginącego świata: z niezwykłą pieczołowitością dbają o sprzęt, płyty i atmosferę, pokazując, że słuchanie muzyki może być doświadczeniem niemal duchowym. Największą siłą filmu są jednak jego bohaterowie – starsi ludzie pełni spokoju i życiowej mądrości – którzy opowiadają widzom nie tylko o muzyce, ale także o własnym życiu i przemianach Japonii: od powojennej biedy, przez gospodarczy boom, aż po późniejsze kryzysy ekonomiczne. Historia kraju wybrzmiewa tu zatem w tle niczym kolejny utwór odtwarzany z winyla. Szczególnie poruszające są natomiast kobiece bohaterki – silne, spełnione i pogodne mimo trudnych doświadczeń.
(Fot. materiały prasowe)
Czytaj także: 8 japońskich technik, które pomogą ci osiągnąć spokój i zatrzymać gonitwę myśli
„Tokio na winylach” zachwyca również wizualnie. Kameralne wnętrza pełne płyt, analogowego sprzętu i przytłumionego światła tworzą niezwykle nostalgiczny klimat. W tych kadrach jest coś kojącego – jak chwila ciszy przy filiżance kawy i jazzie płynącym z odpowiednio ustawionych głośników. Nie brakuje tu też kulturowych smaczków: pojawiają się odniesienia do twórczości Jean-Luca Godarda, japońskiej nowej fali, Fryderyka Chopina czy nawet kotów, które zdają się naturalnymi mieszkańcami tych miejsc. Japonia jawi się tu zatem jako kraj wyjątkowy – miejsce, w którym pasja może zostać doprowadzona do absolutnego perfekcjonizmu, a niszowe lokale mają szansę przetrwać dekady mimo zmieniającego się świata. Dokument pokazuje przy okazji, jak ogromne znaczenie może mieć wspólne słuchanie muzyki i jak wiele opowieści kryje się za każdym winylem.
(Fot. materiały prasowe)
To wszystko sprawia, że „Tokio na winylach” to dokumentalna perełka, którą nie tyle się ogląda, co chłonie. Kolejnych historii można słuchać bez końca, a to tylko budzi apetyt na znalezienie swojego własnego muzycznego azylu (wielka szkoda, że takich miejsc w Polsce nie ma i nigdy nie było). Jeśli masz więc dość kolejnych „głośnych” filmów, które przebodźcowują już od pierwszej sceny, koniecznie musisz sięgnąć po to nostalgiczne i pełne ciepła kino, która zostawia widza z przekonaniem, że czasem najlepsze historie kryją się w skromnych lokalach pełnych muzyki i ludzi, którzy naprawdę kochają to, co robią.
„Tokio na winylach” można obejrzeć online w ramach festiwalu Millennium Docs Against Gravity. Wydarzenie w formie wirtualnej trwa do 1 czerwca na stronie mdag.pl.