Sylwia Chutnik, „Mama ma zawsze rację” – recenzja

Wydawnictwo Mamania

Zbiór dowcipnych felietonów o życiu i dylematach miejskiej kury domowej: koniecznie przeczytać, zapamiętać i nie wyrzucać bo w chwili kryzysu „Mama ma zawsze rację” jak znalazł.
Na okładce w różowym kółeczku napisano: „Na potrzeby każdej pani domu” – i z tym się w zupełności zgadzam, ale potrzebne jest uzupełnienie. Na potrzeby każdej pani domu, która ma dzieci, mieszka w mieście i której horyzonty myślowe wykraczają poza codzienną lekturę „Faktu” i „Super Expresu”.

Bo zbiór krótkich felietonów Sylwii Chutnik wymaga czytelniczki ogarniętej, która już trochę o sobie wie, jest gotowa na konstruktywną krytykę, ale też umie spojrzeć na siebie i otoczenie z przymrużeniem oka.

Prezeska Fundacji MaMa o czym jak o czym ale o dzieciach i matkach wie dużo: w końca sama jest mamą, a o lepsze życie dla mam i dzieci w mieście walczy od lat. Jest też ekolożką, bojowniczką o prawa zwierząt i zdrowy rozsądek, którego często politykom miejskim brakuje. I jednocześnie, jak nikt zna miejskie mamy: ich problemy, zabieganie i dylematy. Ale komunikat, jaki przekazuje nam już w pierwszym felietonie poświęconym poporodowemu brzuszkowi brzmi: nie musisz być idealna. Nie musisz być na podobieństwo perfekcyjnej pani domu, czy celebrytek, które w 2 tygodnie po porodzie wracają do swej idealnej figury. Nie musisz!

W swoich felietonach Chutnik mniej lub bardziej subtelnie, ale zawsze trafnie, wyśmiewa i komentuje oczekiwania, jakie wobec kobiet – żon, matek, pań domu – mają one same, społeczeństwo, rodzina. Począwszy od tego, jak powinny one wyglądać (co zrobić z brzuchem po porodzie), jak karmić dzieci, jak musztrować rodzinę by chodziła jak w zegarku, czy chrzcić, czy przybiegać na każdy płacz dziecka, czy i gdzie wyjeżdżać na wakacje, jak ubierać dzieci, jak się z nimi bawić – mogę tak w nieskończoność. Sylwia bowiem, tonem rodem z Poradnika Domowego skrzyżowanego chwilami z Perfekcyjną Panią Domu, przedstawia problem (np. sprzątanie) i omawia, jak wpływa on na nas, na życie, na otoczenie i na wszechświat. I wychodzi na to – gdy już przedrzemy się przez złośliwe opisy naszego wizerunku w krzywym zwierciadle – że nic nie musimy. Że nie ma jednego wzorca, któremu trzeba sprostać, bo próbując wszystkich zadowolić, nie zauważamy nawet jak umyka nam życie.

Po tej lekturze podejrzewam, że w domu Sylwii nie zawsze jest wysprzątane, dziecko nie zawsze jest zadowolone, że musi zdrowo jeść i nie pójdzie do McDonalda, wakacje nie równają się upychaniu dobytku na plaży nad Bałtykiem, a brzuch nie prezentuje się płasko. No i co? Tak samo wygląda to u nas. Tylko że w paniach domu – zwłaszcza tych po wieloletniej musztrze przez matki, ciotki i babki – ten obraz budzi poczucie winy. Chutnik nas z tego rozgrzesza. Jej zbiór felietonów napisany w tonie „macierzyństwo bez lukru” pisze wprost o małych i dużych problemach, z którymi – zazwyczaj same – muszą się uporać świeżo upieczone żony, matki, kury domowe. Ale jednocześnie mówi: nie masz być idealna, nie musisz tego wszystkie ogarnąć, bądź taka jak lubisz i żyj w zgodzie sobą. Nie rób tylko rzeczy, głupich, szkodliwych i wymagających od ciebie niepotrzebnego ale nadludzkiego wysiłku. Brawo Sylwia.