Inny, czyli wart poznania

fotochannels.com

Przybywa dzieci z różnego rodzaju dysfunkcjami i zaburzeniami. Tymczasem nie ma dla nich miejsca w systemie edukacyjnym – szkoły specjalne nie są dla nich odpowiednie, a szkoły powszechne takich uczniów nie chcą. Mama 13-letniej Agnieszki z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym Małgorzata Kruszewska-Przygodzka walczy o miejsce w świecie zdrowych ludzi dla swojej córki i podobnych dzieci. W tym celu założyła Fundację Szkoła Niezwykła.
Przeczytałam całą pani korespondencję do różnych instytucji w sprawie Agnieszki i muszę przyznać, że zaimponowała mi pani. Nie prościej było jednak posłać ją do szkoły specjalnej?
– Absolutnie nie i co do tego nie mam cienia wątpliwości, choć nieraz mi to proponowano. Agnieszka urodziła się z lekkim porażeniem mózgowym, co, niestety, okazało się dość późno, bo w wieku sześciu lat. Jako noworodek otrzymała 10 punktów w skali Apgar i lekarze długo uspokajali mnie, że wszystko jest w porządku, mimo że od początku niepokoił mnie brak postępów w jej rozwoju ruchowym, a potem umysłowym (miała trudności w zapamiętywaniu i mówieniu). Gdy skończyła sześć lat, dowiedziałam się o teorii integracji sensorycznej i zaczęliśmy intensywne ćwiczenia tą metodą, które dały spore efekty (najlepsze osiąga się w wieku dwóch–trzech lat), ale nie zniwelowały problemów. Największe pojawiły się, gdy córka poszła do szkoły, notabene integracyjnej, która okazała się kompletnie nieprzygotowana do prowadzenia takich dzieci, bo w jednej klasie konfrontuje je z dziećmi cierpiącymi np. na ADHD. Efekt był taki, że Agnieszka dostała ataku epilepsji. Zabraliśmy ją z tej szkoły i przez rok leczyliśmy z fobii szkolnej.

reklama

Nie bała się pani, że w szkole powszechnej będzie jeszcze gorzej?
– Oczywiście, że się bałam. Ale z drugiej strony wierzyłam – i nadal wierzę – że przy odpowiednim wsparciu, przy właściwym przygotowaniu nauczycieli i rówieśników dzieci z niepełnosprawnością mogą wspaniale funkcjonować w środowisku szkolnym. Przez 10 lat mieszkałam w Kanadzie, gdzie nie tylko dzieci z problemami, ale także niepełnosprawnych dorosłych traktuje się normalnie, a nie izoluje i skazuje na samotność. Przez kilka lat pomagałam takim ludziom charytatywnie. Dla mnie ich obecność wśród zdrowych jest czymś naturalnym. Dlatego gdy okazało się, że moja

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »