Z dzidziusiem do miasta

123rf.com

Przewijaki w metrze i więcej autobusów niskopodłogowych, do których wjedziesz wózkiem. To nie życzenia, tylko fakty! Tuż za rogiem następna mamo-kawiarnia, przecznica dalej – świetlica rozwojowa malucha, a w klubie sportowym – baby joga. Współczesna kobieta z dzieckiem nie ogląda czterech ścian, bo do kina pójść może nawet z niemowlakiem. Macierzyństwo w Polsce stało się sielanką? Nie do końca.
Szał zabawy. W całym mnóstwie kolorowych kulek z plastiku tapla się niczym w wodzie kilkanaścioro dwu-, pięciolatków. Salę przepełnia krzyk i harmider. Ale wszystko wskazuje na to, że słyszą go tylko dzieci. W pomieszczeniu nie ma ani jednej mamy. Za to spod sufitu na wesołą gromadkę spogląda przez czarny okular… kamera. „Mój Tadzio w zasadzie nie płacze” – popijając kawę, tłumaczy koleżance przy stoliku drobna brunetka. Jesteśmy w sali obok. Wczesne popołudnie w jednej z popularnych ostatnio mamo-kawiarń we Wrocławiu. „Jeśli czegoś chce, to mówi, a nudzić się nie ma kiedy. Wie pani, tyle zajęć. Wszystkim się interesuje. Proszę spojrzeć” – kobiety unoszą wzrok na wielką plazmę na przeciwległej ścianie, gdzie na ekranie widać ich bawiące się pociechy. Pełna kontrola w połączeniu z wygodami miękkiego fotela. Brakuje tylko pilota. Nie tyle do telewizora, co do dziecka.

To nie to co w Centrum Nauki „Kopernik” na stołecznym Powiślu, gdzie mama nie ma wytchnienia. Do tutejszej galerii Bzzz dla dzieci w wieku od trzech do sześciu lat musi wejść z pociechą, która w bogatej scenografii ma szansę dowiedzieć się czegoś więcej o przyrodzie. Na podłodze ślady łap różnych gatunków ssaków i ptaków. Malec zgaduje, mama podpowiada.

Na ścianach – guziczki. Można przycisnąć i poczuć woń polnych gatunków kwiatów, szyszki, zapach łosia albo lisa. Tuż obok z podłogi wyrastają drewniane łby psa, węża i ryby. Każdy uzbrojony w binokle. Dziecko może podejść i w nie spojrzeć. Zobaczy świat widziany oczami każdego z tych zwierząt. Jakże inny od jego własnego. Pomysłodawca i dyrektor centrum Robert Firmhofer zaznacza, że nie planuje organizować opieki animatorek nad maluchami:
– Przeczyłoby to idei Centrum Nauki, która zakłada budowanie interakcji między dzieckiem a rodzicem – mówi. – Chodzi o wspólne doświadczanie zjawisk. Trzy- albo pięciolatek poznający świat potrzebuje przewodnika. A badania naukowe pokazują jak na dłoni, że jego mózg rozwija się najlepiej, kiedy jest w towarzystwie rodzica.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »