Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

Kozak poleca śniadanie w Krakowie


25 września 2012 Ugryzienie Kozak Monika Stachura
Mam dla was kolejną porcję miejsc krakowskich. I jednocześnie – niekrakowskich – bo jak słyszę krakowskie to pierogi, obwarzanki i maczanka. A tu najnowsze światowe trendy, Berlin, Nowy Jork, na bogato. I smacznie. Ba, nawet pysznie.

Po słynnej aferze z Momentem, w którym wszyscy w Krakowie do tej pory jedli porządne, rozbudowane, idealne na kaca śniadania ( zwolennicy klasyków typu talerz jak na wczasach niezmiennie udawali się wtedy do Kolorów), pojawiło się pytanie: co w Krakowie na śniadanie. No i gdzie, bo jak Moment nie, to co? Przekonywano mnie nie raz, że w Krakowie śniadań się nie je (no tak, słyszeliśmy wszyscy, że to burżujskie również w Warszawie), że nie ma takiego zwyczaju, że drogo to, że daleko od biur… W niedzielę można jeszcze się przejść na Rynek, ale żeby tak w dzień pracy?

Sprawdziłam – w dość już dawno otwartych Głodnych Kawałkach na Salwatorze (które jednakowoż dobrze znają choćby bywalcy Off Festiwalu w Katowicach) poza głównymi szlakami turystów i hipsterii – rano trudno dostać stolik. Ludzie wchodzą i wychodzą z zamówieniami, zabierają opieczone kukiełki ze sobą. A za kontuarem lekko odrapanego wnętrza z kapitalnymi meblami z odzysku – które mogłoby się znajdować równie dobrze w Kopenhadze czy na Bedford – spokojnie kanapki z kozim serem i karmelizowaną cebulą przygotowują na co dzień związane ze sztuką i projektowaniem pasjonatki jedzenia. Są też w menu sandwiche z domową szynką i z pastą tuńczykową, są też pajdy chleba z pastą jajeczną. W porze lunchu można wtrząchnąć sałatkę lub zupę (hitem krem paprykowo-pomidorowy) są smoothiesy, jest internet, są obcokrajowcy siedzący na Craigslist. Jest super.

Kukiełka w Głodnych

Czyli się je jednak je. Znalazłam też, gdzie je się je dobrze: w nowym lokalu na Kazimierzu czyli w Green Times. Wielkie pajdy – stostowanego lub nie (jest taki przymiotnik?) – chleba z łososiem i kaparami czy awokado i szynką, które są naprawdę smaczne, troszkę bledną przy absolutnych highlightach jasnej i przestronnej kawiarni z modowymi wystawami. Po pierwsze mają tam maszynę, do której wrzuca się pomarańcze, a ona jak w wizji szalonego naukowca przerabia je w swej przezroczystości na sok. Po drugie mają tam rzucającą na kolana tartę cytrynowo-bazyliową. I niezłą kawę – choć ja espresso wlałam sobie do tego soku z pomarańczy, uwielbiam ten miks, nawet nie wiem, czy ma nazwę…

Kanapka z szynką i awokado w Green Times, fot. Michał Lichtański

Parę kroków obok rozłożyło się coś, co uwagi wymaga większej: bodajże pierwszy lokal w Polsce, który ma raw food: niczego nie przetwarza termicznie, żadnej tam laktozy, zero chemii. To z czego są te ciastka z kremem pyszniące się za szybą? A z kremu z orzechów nerkowca. A kanapki? Jak pieką chleb? Oni go nie pieką, oni go suszą… To fascynująca i zdrowa kuchnia. Dobrze przyrządzona bywa smaczna, pomaga odtruć organizm. Wielka moda na tego typu „gotowanie” przetoczyła się przez NY parę lat temu. Krakowski lokal RO wygląda jak tamte: jest czysty, przestronny, jasny. Chce się tu posiedzieć. Ja mam wielką ochotę na ich „jajecznicę” (jajka też są tu be) z migdałów, podobały mi się też kanapki. Wielki plus za to, że za barem/ladą stoją osoby z wielką wiedzą i entuzjazmem do tego, co sprzedają: rozmawiałam z udzielająca mi wyczerpujących odpowiedzi panią oraz jej koleżanką dietetyczką.

Jajecznica w RO

Zawsze – nie tylko o poranku – należy się udawać do Karmy. Ja ich śniadania jem i o szesnastej (genialne pancakes z syropem klonowym czy kanapki nie tam z jakąś kupna goudą, lecz cheddarem) a dania główne (krem z buraka z ziemniakiem, shitake z ryżem…) śnią mi się jako zdrowa alternatywa śniadania. Karma nowa nie jest, ale fajna i nowojorska, choć kawę ma londyńską. Widać to było idealnie w sobotę na Nowej Krupniczej – festynie ulicznym, gdzie stoliki przed Karmą najbardziej przypominały te na Union Square.

Krem burakowy w Karmie

And last-but not least w sobotę otwiera się BAL. Balu to jeszcze w Krakowie nie było: wielka przestrzeń na Zabłociu, zaraz obok MOCAKu ma już common table oraz ćwiczy śniadania i lunche. Wygląda nieźle, a jak smakuje – mozęcie mi napisać w poniedziałek. Widziałam przymiarki do pieczeni… Chyba warto wybrać się tam na otwarcie.

Sneak peak BALu

Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI