Moc jest z nami: jak odnaleźć w sobie siłę? – wyjaśnia psycholog Iwona Majewska-Opiełka

Dom, rodzina, pies – istnieje taki obraz spełnionego człowieka.

A nie każdy jest do tego stworzony. Najprościej pójść ścieżką posiadania. Gadżetów, domu, samochodu. Albo zyskać siłę w potocznym rozumieniu: władza, przypadkowa kariera. To się dzieje dlatego, że nie zadajemy sobie trudu, by znaleźć własny cel, taki, który pozwoli nam poczuć życiowe spełnienie, głębokie szczęście. Człowiek spełniony życiowo nie ma wielkiej presji posiadania, wojowania, nawet rywalizowania. Najpiękniejsza definicja celu, jaką znam, jest taka: cel to marzenie z datą realizacji. Marzenie uruchamia proces, ustala wektor naszej siły. Emocje z tym związane napędzają nas do działania. Pragniemy czegoś, więc sięgamy po to. Ale to nie wystarczy. Trzeba to urealnić, ustalić datę realizacji naszego celu. Przerzucić w wyobraźni most między teraźniejszością a przyszłością. Inaczej marzenie pozostanie w sferze marzeń. A my będziemy sfrustrowani.

Jak zrobić pierwszy krok? Dla mnie to najtrudniejsze.

Na pewno pomaga plan działania, czyli rozpisanie go na kolejne kroki. Ale nawet wtedy potrzeba impulsu, dodatkowej cząstki energii, czegoś, co pomoże przełamać ewentualny lęk czy opór. Nie żyjemy w próżni – można poszukać pomocy. Są mentorzy, książki, coaching, warsztaty i spotkania typu Dni Siły, z których wychodzi się z dodatkową energią. Dla mnie takim impulsem do działania była książka „Discover the Power within You” Erica Butterwortha. Przeczytałam, na fali entuzjazmu zrobiłam pierwszy krok i od tego czasu nie mogę przestać. Bo działanie napędza działanie.

Trochę się tego obawiam, bo często gdy rzucam się w wir działań, wypalam się fizycznie i emocjonalnie.

Najważniejsze w skutecznym działaniu jest zachowanie równowagi ciało – umysł – duch – emocje. Nie może być tak, że realizujemy jakiś cel i wszystko inne leży odłogiem. To się mści. Ciało nam zastrajkuje albo dusza. Trzeba tak to zaplanować, by zadbać o harmonię w życiu. Inna sprawa, że ta harmonia też bywa narzucana odgórnie. Na przykład próby zmuszenia mnie, żebym poszła na imprezę, są bez sensu. Nie muszę się realizować emocjonalnie na grillu. Wystarczy mi taka rozmowa jak teraz, dobry film, książka. Ale słyszę: „Ty nie żyjesz w ogóle, to pracoholizm”. Nieprawda. Niczego mi nie brakuje, jestem zdrowa, czuję się spełniona, pełna mocy i siły do działania. Gdybym tylko mogła, to bym usiadła i pisała „Logodydaktykę w szkole”. Chce mi się po prostu. W tym cały sens szukania celu zgodnego ze sobą. Dlaczego niby harleyowiec, który rusza w Polskę, ma pasję, a ja, pisząc książkę po godzinach, jestem pracoholiczką? By działać, trzeba też rozumieć, czym jest skuteczne działanie. Bo znowu – świat zna różne definicje tego pojęcia. Ludziom się wydaje, że skuteczny jest ten, kto osiąga cel.

A nie jest tak?

No nie. Wystarczy sobie przypomnieć pyrrusowe zwycięstwo. Skuteczność to osiągnięcie zamierzonego celu przy optymalnym nakładzie kosztów. Ani za dużym, ani za małym, bo wtedy nie cenimy tego, co osiągnęliśmy. Optymalizacja kosztów to też czas. Często chcemy coś wymusić, zrobić przedwcześnie. Tymczasem wszystko ma swój rytm, trzeba to uszanować. Jest taka bajka Ezopa o gęsi, która znosiła złote jajka. Pewnego dnia jej właściciel zapragnął więcej złota, więc zabił ją i wyjął z jej brzucha jajko i wszystkie zarodki. Był skuteczny? W żadnym wypadku. Miał więcej złota tego dnia, ale zabił producenta. Tak postępują firmy, tak postępujemy w relacjach. Brak nam cierpliwości, tracimy z oczu założony na początku cel. Skuteczne działanie to wyłącznie to w zgodzie z zasadą win-win, czyli wygrana-wygrana. Przykład, który często podaję. Mąż przychodzi do domu i mówi: „Kupiłem wędki, jedziemy na wakacje na ryby”. A żona na to: „W żadnym wypadku, jedziemy do mamy”. I co teraz? Kiedy pytam, jakie wyjście będzie wygraną-wygraną? Ludzie kombinują: z mamą na ryby? Tydzień tu, tydzień tu? A to nie o to chodzi. Już Einstein powiedział, że trudno rozwiązać problem na tym samym poziomie, na którym powstał. Zwykle trzeba wejść wyżej, spojrzeć z innego miejsca.