Na kłopoty – psi psycholog

– Szkoda, że ludzie, którzy mają kłopot z psem, nie korzystają z pomocy specjalistów jak najwcześniej – mówi Mariusz Kuzmecki, szkoleniowiec psów, psycholog współpracujący z Fundacją „Niechciane i Zapomniane”.
Jak to jest, że cichy Burek ze schroniska nagle w domu staje się psim macho?

reklama

Bywa, że pies, który w schronisku był cichy, wycofany, po znalezieniu się w domu nabiera pewności siebie i ujawnia swój charakter. I na przykład postanawia pilnować ludzi i domu, przesadnie dba o szczegóły, o które go nie podejrzewaliśmy. W schronisku był spokojny, a tu wstępuje w niego duch obrońcy. Albo wydaje się agresywny. To może być kłopotliwe, ale na wszystko jest rada… Nie oddawajmy go, dajmy mu szansę. Bo nie ma nic gorszego dla psa niż etykieta: „pies, który wraca”. Poprośmy o pomoc specjalistę. W 90 proc. przypadków, w których pomaga trener, pies zadomowi się w rodzinie bez przeszkód. Bardzo wiele można popsuć i mnóstwo uratować w trakcie tych pierwszych chwil. Pierwsze psie kroki w nowym domu to klucz do sukcesu.

Co zrobić, by przybysz znalazł w rodzinie swoje miejsce i aby udało nam się żyć w harmonii?

Trzeba na rodzinę popatrzeć oczami psa! Musimy zdać sobie sprawę z tego, że postrzega nas jako stado. Żeby miał komfort psychiczny, poczucie przynależności do tego stada, bycia jego częścią, musi uznać kogoś za lidera albo sam zająć jego miejsce. Jakby sobie myślał: „Albo mną ktoś dowodzi i pozbawia mnie lęków, albo ja to zrobię”. Jak wilki radzą sobie z tym, że bez smyczy, kolczatki czy elektronicznych obroży biegną razem i żaden nie odłącza się od stada? Mają lidera. Zbyt często szukamy ludzkich sposobów na naturę, podczas gdy zwierzęta potrzebują stabilności, silnej tarczy człowieka, który mu mówi: „śpij spokojnie, ja tu jestem”. Bo jeśli będzie postrzegał dorosłego jako psa, który jest lękliwy, wtedy postanowi bronić go przed nim samym. Psy inaczej interpretują otoczenie niż my.

Na przykład?

W pewnej rodzinie, której pomogłem, pies miał fobię dźwięków – takich jak sygnał telefonu, dzwonka do drzwi, budzika. Hałasy powodowały u niego taką ekscytację, że chciał atakować, niszczyć te sprzęty. Po jakimś czasie resocjalizacji uspokoił się na tyle, że bez problemu nauczył się usypiać otoczony tymi urządzeniami.

To mój wielki sukces, bo pies zamienił odruchy stresu na odruchy odprężenia. Wyleczyłem też rottweiltera Juko, który był postrachem okolicy. Właściciele z jego powodu przestali nawet zapraszać gości. Byłem kolejnym trenerem, przyszedłem i poczułem taką energię z jego strony: „Co ty sobie myślisz? To nie podziała”. Podziałało! Po kursie jest o wiele bardziej odprężony. Dostałem właśnie wiadomość, że ostatnio podczas wizyty hałaśliwej rodziny Juko spał jak zabity. Mam taką pracę, że światełka w tunelu często się świecą, i coraz ktoś pisze SMS-a: „Udało się!”. To jest miłe.

Jak mądrze kochać psa?

Wolałbym, żeby ludzie chcieli zwierzęta zrozumieć i szanowali je. Jak dobry gospodarz na wsi, który wie, że pies to nie człowiek, ale odgrywa w domostwie swoją rolę. A miłość to obserwacja i uszanowanie psa. Karma za 50 złotych, supersmycz i kołderka to nie jest szacunek. Lepiej spróbować go zrozumieć.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »