Czarodziejska różdżka

Ziemia jest żywym organizmem emitującym wiele różnych energii. Rozpoznawaniem miejsc korzystnych i niekorzystnych dla człowieka, zwierząt i roślin oraz neutralizowaniem szkodliwego promieniowania zajmują się radiesteci.
Zdarza się, że przebywając w jakimś pomieszczeniu, odczuwamy dyskomfort i nie znajdujemy na to wytłumaczenia. Tymczasem już przed tysiącami lat ludzie doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że niektóre miejsca są skupiskami korzystnych, uzdrawiających energii, a inne lepiej omijać z daleka. Polinezyjscy szamani – kahuni – nakładali na te ostatnie tabu. Dziś podobne kwestie rozstrzyga radiestezja (od łacińskiego radius – promień, i greckiego aisthesis – wrażliwość), która bada promieniowanie emitowane przez rozmaite substancje i jego wpływ na organizmy żywe.

reklama

Docent Marek Pilkiewicz, psycholog, bioenergoterapeuta i radiesteta, nie ma wątpliwości, że radiestezja jest wiedzą tak starą jak gatunek ludzki: „W starożytnej Grecji czy Rzymie nie było mowy o założeniu miasta bez dokładnego sprawdzenia terenu. Wypasało się na nim np. owce, a po roku kapłani badali je, czy nie mają guzów nowotworowych. Przed bitwą szamani wybierali miejsce na postój wojska – w ten sposób dbali, by wojownicy mieli energię do walki. W Chinach wiedza o przepływie energii na danej przestrzeni, feng shui, była pieczołowicie strzeżona i przekazywana tylko wybranym. Są koncepcje wiążące powstanie i upadek całych cywilizacji, takich jak Egipt czy Mekka, ze zmianami aktywności centrów energetycznych Ziemi zwanych czakramami”.

Starożytni przywiązywali też ogromną wagę do konstrukcji budowli. Liczyło się wszystko: kształt, proporcje, odpowiednie ustawienie wobec stron świata – dość wspomnieć o piramidach i niezwykłym promieniowaniu, jakie wytwarzają. Nie bez powodu radiestezja mówi o promieniowaniu kształtu albo świętej geometrii. Dziś architekci nieszczególnie dbają o wybór terenu pod budowę nowych domów (o kształcie nie wspominając). Przykładem może być warszawska dzielnica Ursynów, która powstała na silnie zapromieniowanym terenie, na przekór protestom radiestetów.

Po pierwsze: znaleźć przyczynę

Radiestetę zwykło się kojarzyć z szukaniem ujęć wodnych (np. studni). W mieście najczęściej korzystamy z jego usług, by sprawdzić, czy nie śpimy w strefie promieniowania geopatycznego, czyli – mówiąc potocznie – na żyle wodnej. „Ta żyła wodna czy ciek nie jest, jak wyobrażają sobie

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »