Sposób na współczesne duchy

fot.123rf

Amerykańskie Halloween obśmiewa strach i oswaja śmierć. A jak to robi literatura? Jak możemy sami to zrobić? – mówi dziennikarz i autor książki „Duchy Jeremiego”, Robert Rient.

reklama

Zacznę od pytania, które jest jednocześnie naszym tematem numeru. Co tak naprawdę dziedziczymy po przodkach?

Poza dobytkiem lub długami dostajemy w spadku opowieści i zawarte w nich strachy albo nadzieje. Uprzedzenia bądź otwartość, przekonania i wierzenia albo zgodę na bunt i samodzielność. A jeśli mamy sporo szczęścia – to dziedziczymy miłość i siłę, by kochać. Różne duchy dostajemy od naszych przodków.

Bohaterem twojej książki jest 12-letni Jeremi, który towarzyszy odchodzeniu swojej mamy, odkrywa swoje prawdziwe pochodzenie i jednocześnie zmaga się z problemami typowymi dla dorastającego chłopca. Co z tego wszystkiego jest dla niego najtrudniejsze?

Śmierć – nie ta wyobrażona, nie wiedza o tym, że ludzie umierają, ale doświadczenie, że śmierć jest tuż obok i może przyjść znienacka. Po raz pierwszy zdaje sobie sprawę, że ciało, które go nosi, nie będzie żyło wiecznie. Ale „Duchy Jeremiego” mają również czytelników rozbawiać. Przy takim nagromadzeniu problemów zależało mi, by w książce obecny był humor, czasami czarny. Poza tym wraz z odkryciem śmierci Jeremi odkrywa też czułość, pragnie jej w relacji ze swoim chorym dziadkiem, ale nie umie po nią sięgnąć, pragnie jej, gdy jest z przyjacielem, ale ponownie – nie został nauczony, by mówić otwarcie o tym, co intymne. Dlatego milczy, dlatego przychodzą duchy.

Dlaczego zdecydowałeś się na dziecięcego bohatera? Chciałeś w ten sposób przedstawić przyszłość naszego społeczeństwa zmagającego się z traumami przeszłości?

Nie, ale to ciekawa interpretacja, za to tło wydarzeń w książce związane jest z traumami, o których wspominasz. Po biograficznym „Świadku” (poprzednia książka Roberta Rienta – przyp. red.) dziecięcy bohater wydał mi się wyzwaniem literackim, poza tym dzieci mają w sobie często więcej świeżego spojrzenia na takie tematy, jak choroba, śmierć, historia czy Holocaust.

Niedawno w redakcji zastanawialiśmy się nad tym, na ile powinno się obciążać dzieci własnymi problemami, czy na przykład powinno się przy nich płakać, rozmawiać o tym, że się czegoś boimy, że nie potrafimy sobie z czymś poradzić – jak ty sądzisz?

Obciążać na pewno nie, ale nie chroniłbym dzieci przed autentycznością i emocjami, które w sobie nosimy. Przy czym nie należy mylić np. agresywnego zachowania z autentycznością, a tak robią niektórzy ojcowie i dają upust swoim emocjom poprzez krzyk. Rozumiem, że autentyczna jest złość – ale tę można wyrażać na wiele różnych sposobów. Zamknąć się w sobie, milczeć, krzyczeć albo właśnie powiedzieć: „Teraz się złoszczę, dlatego że stało się to i to, ale chcę, żebyś wiedział, że nie ma to z tobą nic wspólnego”. Dzieci są zazwyczaj emocjonalnie znacznie mądrzejsze od dorosłych, którzy schowali się za wyuczoną postawą, minami, maskami. Nie widzę nic złego w płakaniu przy dziecku, jeśli wyjaśniliśmy, dlaczego płaczemy, i nie oczekujemy od dziecka ratunku. Ono zawsze powinno mieć poczucie, że może do swojego rodzica przyjść w każdej sytuacji – traktowanie go z szacunkiem i nieukrywanie tego, kim jesteśmy, również emocjonalnie, na pewno w tym pomaga.

Na łamach SENSu piszesz o psychoterapii i dostępnych metodach współczesnego rozwoju – na ile twoim zdaniem są w stanie poradzić sobie z problemami duszy, naszymi „duchami”?

Kompetentny psychoterapeuta, poddający się superwizji, z pewnością może pomóc, gdy potrzebujemy interwencji, uporania się z traumatyczną przeszłością czy załamaniem. Ale są głębsze i atrakcyjniejsze drogi duchowego rozwoju. Praktykowałem medytację Vipassana, która rozpoczyna się dziesięciodniowym, bezpłatnym kursem. Zdecydowanie polecam. Dzielę swoje życie na to przed Vipassaną i po niej. Mam też dużą wdzięczność do szamańskiej medycyny zwanej Ayahuaską. A obecnie nie znajduję doskonalszej techniki od Kriya Joga, o której można przeczytać w fenomenalnej książce „Autobiografia jogina” autorstwa Joganandy.

Jeśli na nasze osobiste duchy patrzymy z lękiem, to widzimy w nich wrogów, tymczasem można z nimi szczerze pogadać i zyskać przyjaciół na całe życie.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »