Udany związek. Jak wspólnie urządzić mieszkanie?

123rf.com

Wspólne urządzanie mieszkania to test dla związku. Nie ma chyba pary, którą ominęła kłótnia o kolor ścian czy wzór na kafelkach. Co to mówi o nas samych i o relacji? No i jak dojść do porozumienia?
Zdaniem Andrzeja Gryżewskiego, seksuologa i psychoterapeuty, sposób, w jaki sobie radzimy z urządzaniem czy remontowaniem mieszkania, mówi o władzy i dynamice w związku. Patrząc na to, o co i jak się kłócimy, jesteśmy w stanie odkryć, jaki typ związku tworzymy i co może się okazać w przyszłości (lub już jest) jego piętą Achillesa.

PIERWSZY MODEL

Tradycjonaliści urządzają dom

Wydawać by się mogło, że ci to raczej nie mają powodu do kłótni. – Bo tradycyjnie to ona decyduje: jakie meble, kafelki, zasłony, podłoga wylana żywicą czy z egzotycznego drewna. A on tylko płaci i co najwyżej zajmuje się transportem mebli czy tapet do domu – mówi Andrzej Gryżewski. Dom to rewir kobiety i jej zadaniem jest stworzyć miły klimat i wnętrze. Mężczyzna się w to nie wtrąca.

Ideał, westchną te z nas, które straciły zdrowie, walcząc ze swoim mężczyzną o to, czy meble w kuchni mają być ciemne, czy jasne. Kuchnia dla tradycjonalisty to kobiece dominium. Nie śmie się wtrącać w jej urządzanie. No, może zainteresują go koszty. Facet tradycjonalista ma swoje plusy, jeśli chodzi o remont czy przeprowadzkę. Ale to nie znaczy, że nie toczy wojen o wystrój domu.

– Kiedy tradycjonalista jest już zmęczony zamieszaniem remontowo-przeprowadzkowym, zaczyna wyrzekać, narzekać, marudzić, że ona, ta jego żona, to tylko wybiera, przebiera, wydaje pieniądze, a on musi na to wszystko zapracować i jest zarobiony po pachy! – mówi Gryżewski. – Żona nie pozostaje mu dłużna i odgryza się, że on wychodzi na całe dnie do pracy i ma z głowy! Dzień mu jakoś minie, a ona tu sama musi o wszystkim decydować, użerać się z robotnikami! Jednym słowem, wszystko jest na jej głowie!

Piętą Achillesa takiego związku jest brak szacunku dla cudzego wysiłku. Praca polega na tym, by oboje nauczyli się doceniać swój wkład we współtworzenie domu. On – jej troskę o to, by miał gdzie wrócić i odetchnąć, ona – jak duże stresy musi znieść jej mężczyzna w pracy, by ona miała za co ów piękny dom stworzyć.

INNY WARIANT

Dom narcyza, czyli ma być tak, jak ja chcę!

– Jeśli nasz tradycjonalista wykorzystuje swoją pozycję tego, kto płaci, i żąda, aby było tak, jak on chce, to znak, że nad tradycyjnym modelem przeważa narcyzm – zauważa psychoterapeutka Jagna Ambroziak. – Oczywiście dziś zdarza się i tak, że to ona ma kasę i wymaga, by jej gust zdominował dom. To także nie najlepiej o niej świadczy.

Bo narcyz upiera się przy swoim. Wszystko ma być urządzone tak, jak on lub ona chce. To zły znak, bo taka osoba będzie miała problem z tym, by kogoś nawet najbliższego włączyć do swojego świata, zainteresować się innością, zaciekawić drugim człowiekiem. – W codziennym życiu, tak jak w wyborze mebli czy tapet, nie zostawi przestrzeni na bycie sobą, będziemy zmuszani do życia według jej wizji – dodaje Jagna Ambroziak. – Pytanie: czy chcemy tak żyć?

Co kieruje wnętrzarskim despotą? Ślepy, czasem histeryczny upór to znak, że jego tożsamość musi mieć wyraz na zewnątrz, bo bez zewnętrznego stelaża rozsypuje się, kruszeje. Inni też się upierają, ale są zdolni do porozumienia, bo dom nie musi im nic udowadniać.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »