1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Ładnie i funkcjonalnie w bloku z wielkiej płyty

W mieszkaniu Alicji i Marcina klasyki skandynawskiego designu z lat 60. i 70. (duński regał na książki, stolik kawowy i fotel obrotowy) oraz kultowe projekty, takie jak stojące w jadalni krzesła stworzone w 1928 roku przez Marcela Breuera dla Thoneta, przeplatają się z meblami z Ikei. Znaleziony na śmietniku wiklinowy kosz sąsiaduje z dziełami sztuki. Nad nim wisi rzeźba Alicji z serii „Stereo”. Dalej po lewej na szafce stoją dwie butle wykonane przez nestorkę polskiej ceramiki Krystynę Cybińską. Powyżej widać grafiki Piotra Kmity. Na szafce na pierwszym planie stoi zaprojektowana przez Alicję miniszklarnia do domowej uprawy grzybów. (Fot. Celestyna Król)
W mieszkaniu Alicji i Marcina klasyki skandynawskiego designu z lat 60. i 70. (duński regał na książki, stolik kawowy i fotel obrotowy) oraz kultowe projekty, takie jak stojące w jadalni krzesła stworzone w 1928 roku przez Marcela Breuera dla Thoneta, przeplatają się z meblami z Ikei. Znaleziony na śmietniku wiklinowy kosz sąsiaduje z dziełami sztuki. Nad nim wisi rzeźba Alicji z serii „Stereo”. Dalej po lewej na szafce stoją dwie butle wykonane przez nestorkę polskiej ceramiki Krystynę Cybińską. Powyżej widać grafiki Piotra Kmity. Na szafce na pierwszym planie stoi zaprojektowana przez Alicję miniszklarnia do domowej uprawy grzybów. (Fot. Celestyna Król)
Mieszkanie Alicji Patanowskiej i jej partnera Marcina Sawińskiego to doskonały przykład na to, jak niewiele trzeba, by oswoić i uwspółcześnić architekturę bloku z wielkiej płyty. On postawił na designerskie meble, ona na sztukę.

To jedyny blok w tej części Poznania, więc z okien znajdującego się na dziewiątym piętrze lokalu należącego do Alicji i Marcina roztacza się fenomenalny widok na miasto i pobliski park Kasprowicza. Wyżej jest już tylko dach, na którym przesiadują gołębie. Ich gruchanie słychać w mieszkaniu. – Być może komuś innemu mogłoby to przeszkadzać, ale my uwielbiamy to sąsiedztwo – mówi Alicja. I przyznaje, że pozostali lokatorzy są równie fantastyczni. – Otaczają nas tu niezwykle uprzejmi i życzliwi ludzie. Jedna z sąsiadek co roku przynosi nam brzoskwinie ze swojego ogródka. Ten blok generalnie się udał – przyznaje.

Wybudował go w latach 70. pracujący dla poznańskiej spółdzielni mieszkaniowej Jedynka inżynier Aleksander Sawiński, dziadek Marcina. Długo mieszkała tu babcia Marcina, ale sześć lat temu, w wieku 89 lat, postanowiła przeprowadzić się bliżej miejsca pracy. – Wciąż jest czynną lekarką, a wówczas otwierała kolejne hospicjum – dodaje Alicja. To właśnie od niej kupili mieszkanie. Nie musieli nawet zmieniać tabliczki na drzwiach, bo syn Marcina, który z nimi mieszka, ma na imię Aleksander. Za to całkowicie zmienili układ funkcjonalny.

Po wyburzeniu dwóch ścian powstał spory salon z aneksem kuchennym, który z założenia miał być mało widoczny, ponieważ nikt z domowników nie ma smykałki do gotowania. Stoją tu głównie doniczki i kwiaty, czasami na ścianie pojawia się obraz lub plakat. Kanapę polskiej marki Scandic Sofa przykryto kapą, która jest rekonstrukcją koca ostatniej podróży, czyli płachty, w którą Wikingowie zawijali zmarłych przed spaleniem na stosie. Nad sofą między oknami widać grafikę Wojciecha Kołacza-Oteckiego. Zza stołu w jadalni wyłania się rzeźba Waldemara Szmatuły. (Fot. Celestyna Król) Po wyburzeniu dwóch ścian powstał spory salon z aneksem kuchennym, który z założenia miał być mało widoczny, ponieważ nikt z domowników nie ma smykałki do gotowania. Stoją tu głównie doniczki i kwiaty, czasami na ścianie pojawia się obraz lub plakat. Kanapę polskiej marki Scandic Sofa przykryto kapą, która jest rekonstrukcją koca ostatniej podróży, czyli płachty, w którą Wikingowie zawijali zmarłych przed spaleniem na stosie. Nad sofą między oknami widać grafikę Wojciecha Kołacza-Oteckiego. Zza stołu w jadalni wyłania się rzeźba Waldemara Szmatuły. (Fot. Celestyna Król)

– Mieszkanie ma około 70 metrów kwadratowych, dla nas to w sam raz. Zmieściliśmy na tej powierzchni spory salon z aneksem, dwie sypialnie i garderobę, dostosowując PRL-owski projekt do swoich potrzeb i współczesnego stylu życia. Powiększyliśmy okna, dzięki czemu do wnętrza wpada jeszcze więcej światła. Wyburzyliśmy dwie ściany, co kompletnie zmieniło wygląd tej przestrzeni. Zrezygnowaliśmy z dodatkowej toalety, zwiększając powierzchnię salonu, a osobną kuchnię zastąpiliśmy ledwie widocznym aneksem. Nie mamy smykałki do gotowania i nie łudzimy się, że to kiedykolwiek się zmieni – wyjaśnia Alicja.
W efekcie ich wnętrze kompletnie nie przypomina standardowego mieszkania w bloku z wielkiej płyty, choć zostawili trochę akcentów sprzed lat.

Rzeczy, które cieszą

Dużo tu skandynawskiej klasyki designu z lat 60. i 70. Z tego okresu pochodzi m.in. wiszący w salonie kultowy, duński regał modułowy na książki, stolik kawowy oraz skórzany obrotowy fotel, który Marcin podarował Alicji w prezencie urodzinowym. – Wszystkie najlepsze meble, które mamy, to jego zasługa. Nie mam pamięci do nazwisk projektantów, choć to ja się wywodzę ze środowiska artystycznego. Jako twórczyni zdecydowanie bardziej jestem zainteresowana samym procesem powstawania prac niż efektem, chociaż przedmioty, które mamy w domu, często są dla mnie nieoczywistą inspiracją – przyznaje Alicja, z zawodu garncarka, rzeźbiarka i doktorka sztuki. To Marcin – naukowiec, specjalizujący się w sztucznej inteligencji, namówił ją między innymi na kupno niemieckiego tekowego sekretarzyka Magic Box z lat 60. projektu Mummenthaler & Meier, który teraz stoi w ich sypialni.

Niemiecki tekowy sekretarzyk Magic Box z lat 60. projektu Mummenthaler & Meier oraz stojące przy nim krzesło zaprojektowane w latach 30. przez Marcela Breuera dla Thoneta kupili w pop-art shop Studio Pokoje. Nad sekretarzykiem znajduje się obraz Łukasza Huculaka. Przestrzeń do pracy jest częścią sypialni, sąsiaduje z łóżkiem marki Muji. (Fot. Celestyna Król) Niemiecki tekowy sekretarzyk Magic Box z lat 60. projektu Mummenthaler & Meier oraz stojące przy nim krzesło zaprojektowane w latach 30. przez Marcela Breuera dla Thoneta kupili w pop-art shop Studio Pokoje. Nad sekretarzykiem znajduje się obraz Łukasza Huculaka. Przestrzeń do pracy jest częścią sypialni, sąsiaduje z łóżkiem marki Muji. (Fot. Celestyna Król)

– To najpiękniejszy i najpraktyczniejszy mebel w naszym domu. Dziś trudno mi uwierzyć, że na początku wcale go nie chciałam. Nie mogę sobie nawet przypomnieć, dlaczego, bo to wdzięczny współmieszkaniec, świetny organizer na dokumenty, który mieści także drukarkę i wszelkie akcesoria biurowe. Sekretarzyk można złożyć w kostkę, a wtedy wygląda jak zwykła komoda. Ma wbudowane oświetlenie, które wciąż działa, nie potrzebujemy więc dodatkowej lampki do pracy. Wyposażony jest w kółka, z łatwością można go więc przestawić w dowolne miejsce. A wystrój naszego mieszkania często się zmienia, wszystko tu jest płynne. Te metamorfozy to także specjalność Marcina. Bywa, że wracam z jakiegoś projektu i wracam do zupełnie innego mieszkania. I to jest bardzo fajne, bo mamy sporo rzeczy, które lubimy, trudno jednak pomieścić je na naszym metrażu. Co jakiś czas je więc wymieniamy, żeby wszystkim się nacieszyć – dodaje. Ale są też elementy stałe.

Od lat niezmiennie zachwyca ją okrągły stół stojący w jadalni, projektu Arnolda Merckxa dla Arco. – Ten pomysł też na początku bojkotowałam. Był drogi, a ja jestem dość oszczędna. Ale Marcin się uparł i stół jednak do nas przyjechał. Kiedy zobaczyłam go na żywo, zachwyciły mnie jego proporcje, kolor, ciężka, marmurowa stopa i jakość wykonania. Przypomina rzeźbę, ale jednocześnie jest bardzo funkcjonalny. Co roku wyprawiamy przy nim święta, bo po rozłożeniu mieści się przy nim cała nasza rodzina. Jestem przekonana, że będzie służył wielu pokoleniom.

Niezwykle wygodny fotel zaprojektowany przez Piotra Kuchcińskiego dla Noti to ulubione miejsce wypoczynku wszystkich domowników. W pobliżu zawsze znajduje się sterta książek. Na ścianie wisi barwny, efemeryczny obraz Agi Nowackiej, a na podłodze stoi forma służąca za doniczkę stworzona przez Krystynę Cybińską. (Fot. Celestyna Król) Niezwykle wygodny fotel zaprojektowany przez Piotra Kuchcińskiego dla Noti to ulubione miejsce wypoczynku wszystkich domowników. W pobliżu zawsze znajduje się sterta książek. Na ścianie wisi barwny, efemeryczny obraz Agi Nowackiej, a na podłodze stoi forma służąca za doniczkę stworzona przez Krystynę Cybińską. (Fot. Celestyna Król)

Sztuka życia

Gdy Alicja, jeszcze na studiach, sprzedała w Danii swoje dwie pierwsze rzeźby, zarobione pieniądze natychmiast wydała na obraz prof. Łukasza Huculaka. – Dziś jest już tak cenionym artystą, że trudno byłoby mi kupić jego prace – przyznaje. Kiedy robiła doktorat na wrocławskiej ASP, profesorem wizytującym uczelnię był jeden z najważniejszych norweskich artystów, ceramik i rzeźbiarz TorbjØrn KvasbØ. Podczas zajęć pokazywał, jak z figur przypominających wazony komponuje ogromne rzeźby. Jeden z tych elementów zachwycił Alicję swoimi proporcjami. Zapytała, czy mogłaby go wziąć. Teraz praca jednego z czołowych współczesnych rzeźbiarzy stoi na stole w jej jadalni. Takich perełek jest tu więcej. W salonie znajdują się dwie imponujące butle wykonane przez nestorkę polskiej ceramiki Krystynę Cybińską, a tuż nad nimi wiszą grafiki Piotra Kmity.

Alicja i zaadoptowana ze schroniska trzyletnia Zorka. Na stole wazon wykonany przez ceramika i rzeźbiarza TorbjØrna KvasbØ. (Fot. Celestyna Król) Alicja i zaadoptowana ze schroniska trzyletnia Zorka. Na stole wazon wykonany przez ceramika i rzeźbiarza TorbjØrna KvasbØ. (Fot. Celestyna Król)

Idąc w stronę kuchni, po lewej mija się pracę Wojciecha Kołacza-Oteckiego, znanego twórcy murali i grafik, a po prawej rzeźbę Waldemara Szmatuły, artysty, który stworzył między innymi posąg Wrocławianki stojący przed Galerią Dominikańską. – Nie traktujemy sztuki jako lokaty kapitału, tylko jako przyjemność. Dobrze wpływa na nasze samopoczucie w domu, cieszymy się tymi pracami, żadna z nich nie jest przypadkowa. Bardzo lubimy efemeryczny styl Agi Nowackiej i malarstwo Moniki Stolarskiej – wymienia Alicja. Sporo tu też ceramiki jej autorstwa.

(Fot. Celestyna Król) (Fot. Celestyna Król)

– Mam to szczęście, że kiedy czegoś potrzebuję, idę do pracowni i po prostu to robię – mówi. Do jej najbardziej znanych projektów należą designerskie plantacje, czyli hydroponiczne zestawy do uprawy roślin, sprzedawane m.in. w Tate, MoMA i w galeriach Szanghaju. – Rzadziej jestem kojarzona ze swoją rzeźbiarską działalnością, bo polski rynek – chodź już w dużo mniejszym stopniu niż kiedyś – lubi klasyfikować: albo dizajn, albo rzemiosło, albo sztuka. Moim zdaniem granice są płynne, a rynek sztuki znacząco u nas rośnie.

Pracownia nie jest częścią mieszkania, ale ważną częścią życia Alicji. Kiedy miała 13 lat, na wycieczce szkolnej pierwszy raz zobaczyła pracę garncarza i od tego momentu wiedziała, co chce robić w życiu. Na zdjęciach widać proces tworzenia kolekcji „Astral”, którą charakteryzują organiczne, kobiece, waginalne formy. (Fot. Celestyna Król) Pracownia nie jest częścią mieszkania, ale ważną częścią życia Alicji. Kiedy miała 13 lat, na wycieczce szkolnej pierwszy raz zobaczyła pracę garncarza i od tego momentu wiedziała, co chce robić w życiu. Na zdjęciach widać proces tworzenia kolekcji „Astral”, którą charakteryzują organiczne, kobiece, waginalne formy. (Fot. Celestyna Król)



– Jakiś czas temu odezwała się do mnie dziewczyna i zapytała, czy nie sprzedałabym jej jednej ze swoich prac z cyklu „Ciało prowadzi mnie krętą drogą” na raty. Nie była w stanie zapłacić jednorazowo, a bardzo chciała ją mieć. Nic mnie od dawna tak nie poruszyło, jak ta rozmowa, bo to świadczy o tym, że sztuka odgrywa coraz ważniejszą rolę w naszym życiu i potrafimy wygospodarować na nią środki, nawet jeśli nie mamy ich wiele. A jeśli nie jest nam obojętne, czym się otaczamy, to znaczy, że mamy już dosyć polskiej bylejakości, chcemy żyć piękniej i bardziej świadomie – mówi Alicja. – To niezwykle budujące.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze