Wakacje to dobry czas na odbudowanie związku

fot.123rf

Bliskie relacje nas wzmacniają, ale pod warunkiem że o nie dbamy. A dbamy wtedy, kiedy sami się rozwijamy. Dlatego renowację związku powinniśmy zawsze zaczynać od pracy nad sobą – mówi psychoterapeutka Maria Rotkiel.
Wakacje to dobry czas na odbudowanie związku?

Owszem, to fajna okazja do tego, żeby się do siebie zbliżyć, bo wreszcie mamy dla siebie czas. A dla większości par główny problem to właśnie brak czasu. Przytłoczeni na co dzień obowiązkami zawodowymi, zajmowaniem się domem, dziećmi, pielęgnowanie relacji z partnerem odkładamy na potem. To często jedna z ostatnich pozycji na liście naszych priorytetów, co jest bardzo dużym błędem, bo o relację trzeba dbać.

Co to znaczy: dbanie o relację?

To przebywanie z drugą osobą, uważność, czyli nie tylko mówienie do niej, ale i słuchanie tego, co ma mi do powiedzenia, to okazywanie jej czułości, zainteresowania, to wspólne przyjemności, wspólna przestrzeń, która, niestety, z czasem robi się coraz mniejsza. Urlop jest po to, żebyśmy mogli w końcu ze sobą być, ale jest też często dużym zagrożeniem dla związku.

Może okazać się bolesnym czasem prawdy?

To bardzo dobre określenie. Przez cały rok funkcjonujemy jak dobrze działająca firma, potrafimy nawet nieźle rozkładać między siebie codzienne zajęcia, ale nie mamy czasu na bliskość, na intymność, nie mówiąc już o seksie, na który brakuje nam siły. I kiedy już ten czas się pojawia, to raptem okazuje się, że bycie razem jest trudne. Jeżeli bowiem spoiwem relacji jest tylko wzajemna wymiana zobowiązań, które możemy nawet kochać (czyli nasze dzieci) albo które są trudne (jak kredyty) i jeśli tak funkcjonujemy parę lat, to może się okazać, że na urlopie trudno się do siebie zbliżyć. Po kilku dniach rozmów o dzieciach, pracy, obowiązkach tematy się wyczerpują. Jeżeli – co gorsza – partner nas irytuje, denerwuje, bo raptem chce robić coś, na co nie mamy ochoty, jest marudny, to urlop może być nie lada wyzwaniem, bo uświadamia ludziom prawdę o ich relacji.

Co z tą prawdą zrobić?

Zacząć trzeba od przemyślenia, dlaczego tak naprawdę jestem z drugą osobą. Czy dlatego, że lubię jej towarzystwo, bliskość, fizyczność, że mamy tematy do rozmów? Czy może tylko z obowiązku? Wiele par przychodzi do mnie z refleksją, że zorientowali się na urlopie, jak niewiele ich łączy, jak nie mają o czym rozmawiać. I to wszystko sobie wykrzyczeli, padły bolesne słowa, których już nie da się cofnąć, więc ciężko wrócić do codzienności, bo ta w dotychczasowym kształcie nie ma już racji bytu. A poza tym – ci ludzie nie wykorzystali urlopu na odpoczynek, więc teraz nie mają energii i motywacji, żeby dobrze współdziałać. Trudne, bolesne refleksje są jednak znakomitą okazją do zastanowienia się co dalej. Oczywiście, zawsze można podjąć decyzję o rozstaniu, czasami taka decyzja jest konieczna, bo nawet jeśli mamy dziecko, to powinniśmy wspierać się w jego wychowaniu, ale nie musimy być razem na siłę. Czas tej urlopowej próby jest zatem okazją do podjęcia odważnej decyzji – albo o rozstaniu, albo o pracy nad związkiem.

Co może odnowić związek?

Zmiana. Przy czym zmiana może polegać na powrocie do pewnych praktyk, które nas wcześniej cieszyły, albo na wprowadzeniu czegoś nowego. Na przykład: Postanawiamy, że babcia, ciocia albo niania zajmą się co drugi weekend naszym dzieckiem, a my ten czas spędzimy we dwoje. Albo: Wyrzucamy telewizor z sypialni. Dzwonimy do przyjaciół, z którymi dawno się nie widzieliśmy, i zapraszamy ich na kolację. Umawiamy się na tenisa ze znajomą parą.

Najtrudniej zmienić uprzedzenia.

Często jesteśmy nastawieni na walkę z partnerem, na pilnowanie podziału obowiązków, jaki ustaliliśmy. A czasem lepiej jest skoncentrować się na tym, co nam się kiedyś w nim podobało. Wtedy inaczej spojrzymy na naszą codzienność, na partnera, na relację. Zmiana może polegać na przypomnieniu sobie tego, co nas wtedy łączyło. Może też oznaczać konieczność pójścia na terapię. Terapeuta to taki przewodnik w procesie szukania rozwiązań najbardziej pomocnych dla danej pary, w zrozumieniu tego, co się stało, w wyciągnięciu wniosków. Pomaga, żeby ten proces następował szybciej, jest życzliwym, obiektywnym opiekunem ludzi w kryzysie, co nie znaczy, że w każdym kryzysie mamy biec od razu do terapeuty. Zawsze natomiast warto coś w naszym związku ułożyć inaczej. Jestem wielką orędowniczką zmiany, bo ona nakręca proces naszego rozwoju.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »