Bibi Macron: Idylla z nutką gorzkiej czekolady

fot. BewPhoto

Ostro piętnowana nie tylko podczas kampanii wyborczej, ale przez ostatnich 20 lat. Pierwsza kobieta w polityce, która znosi tak wiele z uśmiechem na twarzy.

(Artykuł pochodzi z numeru 7/2017)

Dziedziniec Luwru 7 maja 2017 r. Zwycięzca wyborów prezydenckich Francji ściska za rękę ukochaną. Błyskają flesze. Brigitte spontanicznie przyciąga dłoń męża i całuje ją. Intymnie, naturalnie.

„Jeśli wygram. O, przepraszam – jeśli wygramy…” – zaczyna wypowiedź kilka tygodni wcześniej po pierwszej turze wyborów Emmanuel Macron, akcentując rolę żony w sukcesie. „Bez niej nie byłbym sobą”, powtarza wielokrotnie. To wystarczy, by prasa spekulowała na temat mocnej pozycji pierwszej damy. Starsza od małżonka o ćwierć wieku ma objąć wkrótce stworzony dla niej specjalnie urząd. „Wreszcie żona prezydenta, która nie ukryje się za tweetami, ale aktywnie współdzieli z mężem rządzenie” – powtarzają francuskie media, upatrując w Brigitte strażniczkę zintegrowanej Europy. Ponoć już w czasach, gdy Emmanuel był ministrem, działali wspólnie. „Ma na niego decydujący wpływ. On sam przyznaje, że konsultuje z nią każde posunięcie” – pisze Bruno Jeudy w „Paris Match”. Ale czy chodzi tu o umiejętności strategiczne Brigitte? Czy raczej o jej dojrzałość wystawioną na świeże spojrzenie kogoś, kto nie skończył czterdziestki? Wiele źródeł podaje, że prezydentowa Francji wbrew pozorom nie ma pojęcia o polityce. Czy to możliwe, by ambitny i wykształcony bankier nie zrobił bez niej kroku?

To nie tak

Rok 1992. Brigitte uczy francuskiego i łaciny w liceum jezuickim. Ma 39 lat, gdy w kółku dramatycznym, które prowadzi, pojawia się Emmanuel, kolega z klasy starszej córki.

Moje koleżanki mówiły o nim „mały geniusz z ogromną wiedzą o filozofii”. Wyróżniał się – wspomina Brigitte na łamach nowo wydanej książki dziennikarki „Le Figaro” Anne Fuldy pt. „Emmanuel Macron, un jeune homme si parfait”. – Nie byłam jego nauczycielką. Wbrew temu, co wszyscy piszą, byłam jego coachem teatralnym na zajęciach pozaszkolnych. I nie uważałam naszej historii za przekroczenie granic.

W tej samej książce jej główny bohater wspomina: – Zaproponowałem, byśmy rozpisali na 15 ról „Sztukę komedii” Eduarda De Filippo i wystawili ją razem. Pracowaliśmy co piątek u niej w domu. Rozmawialiśmy o wszystkim. Krok po kroku intelektualna wspólnota stała się dla mnie zmysłową fascynacją – przyznaje Emmanuel. Miał wtedy 16 lat.

Brigitte: – Miał na mnie ogromny wpływ. Zbliżyliśmy się. Zauważyłam, że on zaczyna w to wszystko wpadać. I… ja też – wyznaje. – Poradziłam mu, żeby zmienił college, wyjechał do Paryża.

O sprawie dowiadują się rodzice Emmanuela. „Pani przeżyła już życie. Przed nim wszystko. Z panią nie będzie mieć dzieci. Niech pani go zostawi” – proszą. „Nie mogę niczego obiecać” – odpowiada Brigitte.

17-letni Emmanuel przed odjazdem deklaruje: „I tak się z tobą ożenię”.

Kim jest matka trójki dzieci, która dziś mówi: „Nikt nie dowie się, kiedy zaczął się nasz romans. To nasz sekret”?

Życie przed życiem

64-letnia dziś Brigitte przychodzi na świat w północnej Francji w zamożnej rodzinie Trogneuxów, która posiada fabryki czekoladek. Jest szóstym, najmłodszym, dzieckiem. Wychowywana według tradycyjnych zasad, otoczona jest troską i ciepłem. Także dostatkiem, który pozwala państwu Trogneux opłacić wykształcenie córki. Po skończeniu college’u zakonnego Bibi studiuje literaturę w Lille i Strasburgu. Poznaje młodego chłopaka, przyszłego bankiera André-Louisa Auzière’a, za którego wychodzi za mąż w wieku 20 lat.

Bibi skupia się na dzieciach, czytaniu i pracy nauczycielki. Ma za sobą 20 lat małżeństwa, gdy wybucha skandal, po którym André-Louis się wyprowadza.

Myślę, że w pierwszym małżeństwie nie miała szansy się realizować – mówi dla „Lundi Matin” Juliette Bernard, przyjaciółka Brigitte.

„To Bibi była odważna. Ja byłem studentem i nie miałem nic. Ona – rodzinę” – mówi w swojej biografii francuski prezydent. Brigitte po rozpadzie jej małżeństwa jest piętnowana przez lata. Najpierw w rodzinnym mieście, potem w tradycyjnym środowisku ministrów i paryskich urzędników. Podczas kampanii wyborczej ataki na małżonkę polityka osiągają apogeum. Przeciwnicy Macrona szydzą nie tylko z „wątpliwej moralności Bibi”, która mogła w przeszłości „uwieść chłopca”. Drwią też z jej wieku, wyglądu. Nieprzyjemne epitety przetaczają się przez media, jednak Bibi nie odnosi się do nich. Z jej twarzy nie schodzi pogoda i spokój. Siłę wydaje się czerpać z harmonijnych relacji z rodziną.

– Jest wrażliwa, ale ma grubą skórę. Zna swoją wartość i nic jej nie złamie – zdradza Juliette Bernard.

W obronie matki staje też najmłodsza córka, 31-letnia Tiphaine: – To zadziwiające, że w XXI w. we Francji komentuje się wiek kobiety. Krytycy zazdroszczą mamie młodszego męża – mówi na łamach „Paris Match”.

Tymczasem Brigitte robi swoje. Doskonale zadbana z idealnie dobraną garderobą pojawia się na wiecach u boku męża.

Caroline Pigozzi, reporterka „Reutersa”: – To jest kobieta dla mężczyzny u władzy. Zna się na instytucjach, bo jest nauczycielką. Potrafi też usunąć się w cień męża. Nie będzie nim nigdy kierować, to pewne. Zbyt duży ma dla niego szacunek. Wystarczy dostrzec, jak na niego patrzy – czujna, uważna jak kot. Z taką samą czułością on patrzy na siódemkę jej wnucząt. To zdecydowanie historia wielkiej miłości, choć inni podejrzliwie dopatrują się w niej matactw.

Prasa próbuje pokładać w Brigitte polityczne nadzieje, przypisując jej nadludzkie zdolności. Ale w związku państwa Macronów to on nosi spodnie. Ona chętnie włoży te od Louisa Vuittona, skórzane albo obcisłe dżinsy, w których czuje się doskonale. A na uroczyste spotkanie z królem Hiszpanii ubierze się w upatrzone na pokazie ulubionego projektanta koronki, by przełamać schemat. I żeby raz jeszcze zaakcentować swoją niezależność i odwagę.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »