Lena Świadek „Zaproszenie na kimchi”

Materiały prasowe

reklama

Z Koreańczykami stykam się na co dzień. To pracownicy koncernu, który ma swoją siedzibę we Wrocławiu, i ich rodziny. Tak się składa, że wielu z nich zamieszkało na moim wciąż rozrastającym się osiedlu. Mijając ich, nieraz próbuję sobie wyobrazić, co przybysze z Azji myślą o nas, swoich sąsiadach. Dzięki Lenie Świadek już to wiem – w ich oczach jesteśmy do siebie łudząco podobni!

Co innego, gdybyśmy jak autorka „Zaproszenia na kimchi” byli jedyną wysoką blondynką na, powiedzmy, 500 tysięcy niezbyt rosłych brunetów. Zapewne z miejsca uhonorowaliby nas komplementem „yeppoyo” – ładna.

Seul ma ponad 10 milionów mieszkańców, Lena Świadek mierzy ponad 180 centymetrów. Siłą rzeczy więc patrzy na Koreę nieco z góry – nie tyle z wyższością, ile z „lotu ptaka”, dzięki czemu ogarnia wzrokiem, słuchem i smakiem niejeden obszar. Od polityki po kuchnię, od zwyczajów erotycznych po sposoby upijania się, od dziecięcych zabaw po zwyczaje emeryckie. Choć w rolę reporterki wciela się tylko po godzinach pracy (naucza angielskiego), jej zmysł obserwacyjny mógłby przyprawić o kompleksy niejednego zawodowca. A jej poczucie humoru jest smakowite niczym opis tytułowej kimchi, czyli kapusty po koreańsku.

wydawnictwo Kwiaty Orientu, Warszawa 2008, s. 102