Breguła: Gdzie sztuka już nie robi wrażenia

Fot. Robert Mleczko

Na fasadzie Muzeum Sztuki w Bergen wisi ogromna płachta reklamująca tamtejszą nową wystawę „Desire”. Na niej Marit Følstad, współczesna norweska Natalia LL, która zjada banana, podobnie jak bohaterka polskiej artystki na początku lat siedemdziesiątych.
„Desire” to zestaw prac podejmujących temat seksualności i pożądania, tożsamości płciowej i miłości homoseksualnej. Mamy tu filmy Elodie Pong, w których autorka obserwuje świadomość seksualną francuskich nastolatek, serię portretów lesbijek autorstwa Lill-Ann Chepstow-Lusty czy Jannicke Låcker, która w otwarty sposób opowiada o swojej samotności i pożądaniu.

Aż się tu prosi o Katarzynę Kozyrę czy Karola Radziszewskiego, którzy te same tematy podejmują w bardziej złożony sposób i przy użyciu zdecydowanie ciekawszej formy.

Moi bergeńscy znajomi, artyści i miłośnicy sztuki, uważają „Desire” za prowokację. I to jest dla mnie największym odkryciem związanym z tą wystawą. Nie mogę zrozumieć, kogo w dużym mieście, w znanej ze swojej otwartości Skandynawii zadziwiają jeszcze przytulające się dziewczyny czy subtelnie sygnalizująca seks artystka zjadająca banana?

Nie jestem pewna, czy w kraju, gdzie geje i lesbijki zawierają małżeństwa i wychowują dzieci, potrzebna jest muzealna wystawa, która po prostu potwierdza istnienie takich zjawisk, jak osoba płci żeńskiej posiadająca penisa, mężczyzna, który kocha mężczyznę czy kobieta, która pragnie uprawiać seks.