Margaux Fragoso „Zabawa w miłość”

Materiały prasowe

Autobiograficzna powieść Margaux Fragoso należy do takich książek, o których nie chce się powiedzieć nic innego niż: trzeba ją przeczytać. Zwłaszcza jeśli ma się małe dzieci i pragnie się je ustrzec przed niebezpieczeństwem.

Przed takimi dorosłymi jak 50-letni Peter, z premedytacją wykorzystujący bezbronność i osamotnienie siedmioletniej dziewczynki. Ale także – i ten wniosek płynący z dramatycznej historii Margaux wydaje mi się ważniejszy – uchronić dziecko przed nim samym. Choć bowiem dorosła już narratorka „Zabawy w miłość” doskonale zdaje sobie sprawę, że została skrzywdzona, przyznaje też otwarcie, iż przez kilkanaście lat kochała swojego oprawcę, który był nie tylko jej seksualnym partnerem, lecz również zastępczym ojcem, przyjacielem, towarzyszem zabaw.

reklama

Czy wychodząc poza stereotypowy obraz zboczonego potwora, Fragoso rzeczywiście go „humanizuje”, usprawiedliwia i nakłania czytelnika do tego, żeby mu współczuć? Mam wątpliwości. Nie co do tego jednak, że młoda, naprawdę utalentowana pisarka, ujawniając tajemnicę, poradziła już sobie z traumą. Marne to pocieszenie po tak wstrząsającej lekturze, ale zawsze jakieś.

przełożyła Magdalena Moltzan-Małkowska, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011, s. 312

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »