Pisarskie obsesje: „W jednej osobie” John Irving – rekomendacja

materiały prasowe

W nowej powieści Irvinga pojawia się tyle eksploatowanych przez niego motywów, że sprawia ona wrażenie autoparodii.

materiały prasowe

Wyliczmy je: osadzenie akcji na amerykańskiej prowincji, podróż edukacyjna do Wiednia i Amsterdamu, zapasy, poszukiwanie ojca czy wreszcie niejednoznaczna tożsamość seksualna bohaterów. Przy czym problem z tą ostatnią występuje w takim natężeniu, że nie można tego zinterpretować inaczej, tylko jako chęć zagrania na nosie badaczom irvingowskich obsesji. Czy jest to literacki żart, czy nie, czytelnik nijak na tym nie ucierpi. Historia biseksualnego pisarza Billy’ego Abbotta oraz jego dziwacznych krewnych, znajomych i kochanków podana została wybornie. Zwłaszcza że powagi dodają tej książce trzy elementy. Po pierwsze, główna część akcji powieści rozgrywa się u schyłku lat. 60., kiedy to pójście za głosem natury wymaga od bohaterów prawdziwego heroizmu. Po drugie, wielu z nich płaci za swój wybór najwyższą cenę – stają się ofiarami AIDS.

Po trzecie wreszcie, Irving inteligentnie obudowuje opowieść nawiązaniami do klasyków, z Szekspirem na czele. To powieść bezkompromisowa i kontrowersyjna, ale też emanująca autentyczną (i zaraźliwą!) sympatią dla rozmaitych wykolejeńców.

„W jednej osobie” , John Irving, przełożyła Magdalena Moltzan-Małkowska, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »