Siri Hustvedt „Amerykańskie smutki”

Materiały prasowe

Rozwiedziony mężczyzna i jego niedawno owdowiała siostra znajdują tajemniczy list pozostawiony przez ich zmarłego właśnie ojca. Bohaterowie pragną znaleźć adresatkę listu, aby… Stop.
Nie ma sensu streszczać dalej, bo przecież ten fabularny schemat znamy z tysięcy opowieści o sekretach z przeszłości, które wpływają na kształt teraźniejszości. Z tych właśnie opowieści Siri Hustvedt postanowiła sobie dyskretnie zakpić. Dlatego też niemal każda z występujacych w książce postaci obarczyła tajemnicą, traumą, kompleksem, mniej lub bardziej groźną obsesją. W roli narratora zaś obsadziła psychiatrę, który z tym całym bagażem doświadczeń próbuje dojść do ładu. Niezbyt mu to wychodzi, a wiekszość z owych tajemnic okazuje się kompletnie bez znaczenia – koniec końców więc ta wypełniona smutnymi ludźmi historia budzi rozbawienie. Trzeba mieć ogromny dystans do siebie, aby zdobyć się na ironiczny śmiech z naszej organicznej potrzeby dramatyzowania rzeczywistości i własnej biografii. Myślę jednak, że warto spróbować.

reklama

przełozył Wojsław Brydak, Rebis, Poznan 2011, s. 352

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »