Aleksandra Kurzak: Siadam i beczę

Aleksandra Kurzak: Siadam i beczę
Zdjęcia ZOSIA ZIJA i JACEK PIÓRO

Bez wątpienia zdobyła operową Koronę Ziemi. Jako pierwsza polska śpiewaczka podpisała ekskluzywny kontrakt z wytwórnią Decca, w której właśnie wydała nową płytę „Bel Raggio”, czyli „Piękny promień”, z ariami Rossiniego. Miała zostać skrzypaczką. Aleksandra Kurzak, jedna z najbardziej utalentowanych śpiewaczek operowych świata.
O czym powinna być opera, gdyby ktoś chciał napisać taką o pani?

Taka opera nie powinna powstać!

A która z ról, jakie pani śpiewała, najbardziej panią przypomina?

Żadna. Najlepiej porozumiałabym się z Toscą, której nigdy nie śpiewałam. To kobieta silna, dumna, kochająca na zabój, straszna zazdrośnica. I ja właśnie taka jestem. Same skrajności – albo szaleństwo, albo depresja. No i Tosca, jak ja, jest śpiewaczką.

W życiu zaskakuje pani siebie?

Jestem przewidywalna, ciągle się ganię za popełnianie tych samych błędów. Za to, że po raz kolejny nie zapanowałam nad swoim charakterkiem. Nie jestem łatwa we współżyciu. Staram się to zmienić, ale przychodzi mi to z trudem. Wybucham, a potem żałuję. Ale kiedy coś mi się podoba, też mówię. Wydaje mi się, że jestem bardzo szczera i otwarta.

Zdarza się pani płakać?

[śmieje się] Oj, często.

Jak to?

Życiu śpiewaczki, która nieustannie się przemieszcza, towarzyszy poczucie doskwierającej samotności, brak rodziny.

Przyjeżdża pani do nowego miejsca i co się dzieje?

Nic. Siadam i beczę.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »